czwartek, 9 stycznia 2014

Trzy oblicza mojej rabaty na KWIAT CIĘTY wraz z projektem i wspomnienia z Irlandii.

Taka właśnie była zima w Irlandii ... nie potrzeba było ciepłych kurtek ani czapek, a w ogrodzie bujnie rosły bananowce, drzewa paprociowe i ogromnych rozmiarów Embothrium coccineum czyli chilijskie krzewy płonące , które wyznaczały główny dojazd do posiadłości naszego szefa. Mieszkaliśmy z Andrew w małym, słodkim domku ogrodnika i chłonęliśmy atmosferę tego bajecznego miejsca. The Creagh Gardens znajdowały się nad samym oceanem - czasami nawet do pubu czy najbliższego miasteczka Skibbereen pływaliśmy łódką ...
 
 
Część tropikalna i gunnery w Creagh Gardens. Foto pochodzi ze strony http://www.palmsociety.org/members/english/chamaerops/023/023-14.shtml

 
Ogród kuchenny w Creagh - ta część była całkowicie zbudowana przez Andrew - również te wzniesione rabaty i nawet ławeczka z lewej. W czasie gdy pracowaliśmy tam, zostały także zbudowane szklarnie, które widać w tle. Ogród kuchenny miał kilkaset lat, praca nad jego odrestaurowaniem była przeciekawa. Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.dyg.ie/garden-february
 
 
W styczniu to właściwie zaczynała się tam wiosna - jedna z dwóch pór roku istniejących w Irlandii. Na rabatach kwitły przebiśniegi i ciemierniki, a w podszyciu kamelie oraz pysznie pachnące mimozy - których kwiaty uwielbiałam przynosić do domu ze względu na ten ich niebiański zapach. Hmmm ... zupełnie inny świat ... ale krótkich spodenek i bikini też nie posiadałam, gdyż latem panowały tam głównie ciepłe, wilgotne, omszone i zamglone dni.

 



Odwiedziliśmy 'nasze miejsca' z małym Albercikiem w październiku 2009 roku ... jak widać na zachodnim wybrzeżu zawsze zielono - czy to październik czy maj.  Ale u nas od niedzili śnieg, tak więc wracamy do rzeczywistości. Ja styczeń poświęcam na planowanie ogrodu - siedzę nad katalogami i książkami ... dumam co by tu nowego wymyślić na nowy sezon. Mam kilka pomysłów, jak to już u mnie bywa chcę rewolucji ... dalie tam, kosmosy tu ... wszystko w innym miejscu i trochę inaczej. Od Mikołaja dostałam cudo nad cuda - najnowszą książkę Piet'a Oudolf'a i Noel'a Kingsbury pt. 'Planting - A New Perspective' (dzięki Ewuniu za donos o nowej publikacji ;-) i tak jak autorzy przed zaprojektowaniem rabat podglądam dzikie łąki i przydrożne chaszcze. Jak można inaczej? Czy jest ktoś komu to się nie podoba? Zobaczcie sami:



Zdjęcie pochodzi ze strony www.oudolf.com i jest autorstwa Matt'a Anker'a


Takie widoki bardzo pasują do naszych polskich krajobrazów.  Właśnie wczoraj wysłałam listem poleconym tubę z projektem ogrodu, w którym będzie taka naturalistyczna preria ... w Beskidzie Śląskim wśród lasów i pól. Cieszę się, że i u nas to się podoba.
 
Dla Was też mam projekt - oczywiście jeśli jesteście zainteresowani to kopiujcie na zdrowie. To są moje zeszłoroczne rabaty tzw. na kwiat cięty, które zdobiły nasz warzywnik przez calutki sezon. Najlepsze jest to, że pracowałam przy nich tyle co nic - a tak od czerwca to już tylko ścinałam kwiaty na potrzeby moich bukietów i nic więcej nie robiłam aż do późnej jesieni! Najważniejsze jest to, żeby rośliny rosły na rabacie dość gęsto - wtedy tak od końca czerwca żaden chwast nie ma szans, a ogrodnik tylko popija zimne koktajle i oprowadza gości wśród kwiatów ;-)
 
Najpierw trochę mądrości ... na początku maja na rabatch rosły tylko skromne nasadzenia z kilku odmian tulipanów i narcyzów - robię póki co wyjątek z tymi narcyzami, bo zazwyczaj nie sadzę ich na rabatch. Ale wiosną jest tak fajnie układać z nich pierwsze bukiety - że tym razem łamię swoje zasady. Tulipanów musi być dużo! I jak chcecie, aby ich cebulki zostały w glebie nie wykopywane i kwitły latami, to posadźcie sobie odmiany z grupy mieszańców darwina lub botaniczne.  
 
 
 
 
 

Na początku czerwca zaś wszystko na rabcie zaczęło się zmieniać i  zamiast wiosennych cebulek pojawiły się jak szczyty górskie - dzisiątki łubinów skąpane w jaskrawo zielonych kwiatach bylin: wilczomlecza Euphorbia oblongata oraz przywrotnika ostroklapowego Alchemila mollis. Mocnym akcentem ze względu na formę i kolor były ulubione czosnki ozdobne Allium odm. 'Purple Sensation', które zaczynają się świetnie same rozmnażać na rabatach - raz posadzone - będą już kwitły każdego roku do końca świata.
 
Podsumowując ... na rabcie w czerwcu królują byliny, które mieszkają z roku na rok w glebie i na początku lata są już gotowe do kwitnienia. Gdybym je miała, to kwitłyby wśród łubinów także ostróżki, kocimiętki, szałwie, krwawniki, irysy, orliki i wiele wiele innych. W utrzymaniu pięknych rabat pomagają im  w czerwcu niektóre odmiany czosnków ozdobnych i na przykład śliczne, delikatne odmiany mieczyków botanicznych Gladiolus communis subsp. byzantinus . Ale co potem? No właśnie - po pierwszym szoku kwiatowym może niechcący nastąpić cisza ... ale nie musi!
 


 
 
 
Po pierwsze ... możemy spokojnie kontynuować kwitnienie czosnków ozdobnych od kwietnia aż do końca lipca dobierając odpowiednie odmiany. Na poniższym zdjęciu widać dopiero rozwijający się kwiatostan pięknego czosnku krzysztofa (czosnku białawego) Allium christophii, który jeszcze na pewno zobaczycie na zdjęciach z lipca. Czosnek krzysztofa świetnie czuje się w naszym klimacie, sam się rozmnaża (dzieli cebulki) i nie jest taki strasznie drogi - a jak na taką wielkość kwiatów, to jest  jak za darmo ;-)
 

 
Czosnek krzysztofa wśród kwiatów wilczomlecza Euphorbia oblongata na rabacie w pierwszych tygodniach czerwca. Widoczny jest także delikatny Gladiolus communis subsp. byzantinus , który pochodzi z cieplejszych rejonów Europy i niestety wymaga wykopywania na zimę.
 
 
A poniżej kilka fotek czosnku krzysztofa z końca czerwca - uwielbiam go. Widać, że jeszcze nie jest tak do końca rozwinięty:
 
 
 
Z młodymi liścmi szarłatu trójbarwnego purpurowego Amaranthus tricolor.
 
 
Czosnek ozdobny odmiana 'Purple Sensation' pod koniec czerwca zdobi rabaty już tylko główkami nasiennymi, po nim pałeczkę w kwitnieniu przejmuje czosnek krzysztofa.
 
 
Po drugie ... można zastosować tak zwany 'chelsea chopp' i przyciąć niektóre byliny około 25-go maja w celu opóźnienia ich kwitnienia. Te byliny rozwiną kwiatostany dopiero w lipcu - skutecznie 'kolorując' nudnawe rabaty. Oczywiście byliny będą kwitły kilka razy w ciągu roku jeśli będziemy je regularnie ogławiać i przycinać - mistrzem w tym jest właśnie powyższy wilczomlecz i przywrotnik ostroklapowy. Ale wiele z nich (np. ostróżki) nie będą już tak piękne podczas kolejnego kwitnienia jak w czerwcu/lipcu. Trzeba trochę poeksperymentować i zobaczyć co jak rośnie - wtedy wejdziecie w rytm i sami będziecie wiedzieli co sadzić, aby rabaty były piękne przez cały sezon.  
 
Po trzecie ... trzeba sadzić pomiędzy bylinami rośliny jednoroczne!!! To właśnie one zdobiły rabatę przez najwięcej miesięcy. Ja wysiewam moje jednoroczne w marcu i kwietniu w szklarni do multipaletek, ale rosną jeszcze lepiej wysiewane prosto do gruntu w kwietniu. Staram się wysadzać moje sadzonki kwiatów jednorocznych do ogrodu po wykopaniu cebulek tulipanów (jak już raz je pościnam do wazonu, to i tak już nie zakwitną) i przycięciu pędów (NIE LIŚCI) narcyzów na przełomie maja i czerwca - wtedy na rabacie jest jeszcze miejsce wśród szybko rozrastających się bylin.  Raz posadzone, zostają w glebie do listopada ... i niewiele z nimi robię.
 
 



W pierwszym tygodniu lipca na rabatch zaczyna robić się tłoczno - rośliny obok siebie tworzą jedną, kolorową całość - w powietrzu latają insekty, brzęczą pszczoły i trzepoczą skrzydła motyli ... łubiny już nie takie obfite, ale czosnki krzysztofa robią się coraz bardziej puszyste ... widać pierwsze rośliny jednoroczne:




Na rabatach nie ma wiele pracy, czasami można usunąć chwasty - jeśli uda się do nich 'dopchać'. Szałwie i aminki już kwitną na całego obok nadal kwitnących bylin.


 
 
 
Ostatnie dni lipca - ogród czasami trzeba podlać, ale ogólnie teraz nastaje leniwe lato dla ogrodnika. Tylko z sekatorem i wiaderkiem po bukiety ... nie możliwe jest opisać słowami jaki zapach i insektowy rumor panuje teraz na rabatch - raj na ziemi! Po łubinach pozostały tylko rozety liści, czosnki krzysztofa zaczynają wyglądać jak wielkie suche gwiazdy ... teraz mało się zmieni z wyglądu przez 2 miesiące.
 







W sierpniu tracę kontrolę ... już nic nie próbuję robić, nie mam wpływu na to - co dzeje się na rabatach, które żyją swoim życiem. Kocham je i podczas bezsennych nocy myślę tylko jak można je ulepszyć ... crazy chyba!






 
*****
 
To jest szkic obasdzeń tej rabaty - wielkość każdej 10m na 2m, przez środek biegnie ścieżka.

 
 
 
LEGENDA:
 
Eu - Euphorbia oblongata (wilczomlecz) BYLINA
Kos -Cosmos bipinnatus 'Rubenza' (kosmos odm. Rubenza)  R. JEDNOROCZNA
Prze -Alchemila mollis (przywrotnik ostroklapowy) BYLINA
Kle - Cleome spinosa 'Violet Queen' (kleome ciernista odm. Violet Queen) R. JEDN.
 
Reszta symboli zaznaczona jest na planie. Tytoń leśny jest dosyć dużą rośliną, a więc powtarza się tylko kilka razy i nie jest umiejscowiony symetrycznie po obu stronach ścieżki - wyglądłaoby to jak w świątyni greckiej ;-)  Tu i ówdzie rosną grupki delikatnych ostróżeczek w kolorze błękitnym a krzyżyki oznaczają miejsca, w których posadzone są niewielkie grupki szarłatu purpurowego (po 3 roślinki w grupie) i czosnków krzysztofa (po 5 sztuk w grupie). Błękitne chmurki to tak zwany przez Piet'a Oudolf'a matrix - czyli coś, co wypełnia całą resztę przestrzeni równomiernie. Taki matrix nada rabacie naturalnego wyglądu i lekkości plus zespoli całość. U mnie była to mieszanka szałwi powabnej niebieskiej i aminka Ammi majus w proporcjach około 70% do 30% - czyli szałwi było troszkę więcej niż aminka. Tę mieszankę można wysiać rzutowo prosto na rabatę w kwietniu lub wysiać do multipalet w szklarni już w marcu - będą wtedy kwitły sporo wcześniej.
 
Wszystkie rośliny jednoroczne oprócz tytoniu leśnego oraz kwatów sianych rzutowo (jeśli tak będziecie siać) powinny być sadzone co 30cm - nie gęściej!
 
 
 


 
 
I tak właśnie wyglądały 3 zupełnie inne oblicza mojej rabaty. Plan przedstawia nasadzenia głównego sezonu czyli od początku lipca do listopada. Jak rabaty wyglądały w listopadzie możecie zobaczyć TUTAJ, a co z nimi zrobiłam przed nadejściem zimy opisałam w artykule TUTAJ. Zapraszam.
 
 
******
 

 
 
 
W roku 2014 zapraszam wszystkich serdecznie na warsztaty ogrodnicze, które będę prowadziła w naszym z Andrew ogrodzie na Kaszubach. Więcej informacji będzie można przeczytać wkrótce, ale mogę zapowiedzieć że będą to warsztaty jednodniowe, max 10 osób i wśród tematów na pewno znajdą się:
 
  • Kwiaty cięte z własnego zagonu - od nasionka do bukietu.
  • Mój własny warzywnik eko.
  • Kompost od A do Z - warsztaty praktyczne z Andrew.

Zaczniemy w maju i zakończymy na początku października - myślę, że może być naprawdę fajnie ;-)
 
 
    Aaaaaaaa!!! Przypominam o nasionach z Anglii. Zainteresowani mogą już przeglądać internetowe katalogi z angielskimi nasionami. Tradycyjnie już do wyboru nasiona z Sarah Raven oraz The Organic Gardening Catalogue. Jak się zdecydujecie, to piszcie na mojego maila biuro@angielskieogrody.com (wpiszcie koniecznie nasiona z uk w temacie) - ja i tak będę zamawiała dla siebie, więc możecie dołączyć. Jeśli będziecie zamawiać to napiszcie proszę nazwę rośliy, ilość, numer z katalogu i cenę, wtedy będzie łatwiej to ogarnąć. Zamówienia do 15go stycznia.
 
 
 
 


niedziela, 29 grudnia 2013

Święta na Wyspie




Dziękuję wszystkim z całego serca za tak ciepłe i życzliwe komentarze oraz życzenia z okazji świąt Bożego Narodzenia. Nawet nie wiecie, jak bardzo w tym roku były mi potrzebne i jak bardzo utrzymały mnie 'na prostej' podczas świąt, które tym razem minęły nam z Andrew w smutku, doglądając chorej, bardzo bliskiej osoby. Boże Narodzenie spędziliśy z rodziną w Anglii i z pewnością przebiegało ono troszkę inaczej niż w Waszych domach ;-) Na wigilijnym stole u Mamy Andrew gościły głównie dary morza - mule mariniere i niesamowicie delikatne w smaku przegrzebki, a w 1 Dzień Świąt (najważniejszy dla Anglików) serwowano piękny kawał krwistej wołowiny z bukietem sezonowych warzyw - z których szczególnie do gustu przypadł mi tak zwany crash zrobiony z marchwi oraz brukwii z dodatkiem przypraw korzennych i zapiekanka z cieniutko pokrojonych plasterków ziemniaków ułożonych na przemian z plastrami selera - mniam. Tradycyjnie jednak tak w Anglii, jak i w naszym domu na Kszubach była choinka i dużo dużo prezentów ...






Poza kilkoma wietrznymi dniami, ciepła i wilgotna pogoda nie przypominała oczywiście naszej zimy (chociaż po wylądowani na lotnisku w Gdańsku zdaliśmy sobie sprawę, że w Polsce jest o kilka stopni cieplej niż w Anglii!). Zapraszam Was serdecznie na wycieczkę po okolicach angielskiej wioski Yelvertoft o zimowym poranku  ... zauważcie jak dużo owoców utrzymało się na krzewach - to tylko dlatego, że jest ich tam tyle, że ptaki nie pustoszą wszystkiego jeszcze w listopadzie;-)







Żywopłoty dzielące pola to bardzo angielski akcent - sadzi się je z rodzimych gatunków, które są prawdziwą oazą dla ptaków zimą. Dodatkowo w przydrożnych zaroślach (które tutaj jakoś nikomu nie przeszkadzają) rosną sobie w spokoju wszelkie rośliny jednoroczne, wieloletnie i trawy ...





A to jest tylnia, tajemna ścieżynka do wiejskiego kościółka. Ileż ja tu razy z psami, a potem małym Albercikiem zawieszonym w nosidełku chodziłam ... stary mur po prwej stronie ma jakieś 500 lat - niesamowite prawda? To jest właśnie ta piękna, niepowtarzalna i romantyczna strona Anglii ... za murem jest farma i potem już tylko pola oraz kręta rzeka Avon ...




Kwitnące i owocujące pędy bluszczu to podstawa angielskich świąt, ten rośnie właśnie na tym starym murze przy sekretnej ścieżce do kościoła ... hmmm - gdzie mój sekator?




Anglikański kościół All Saints w Yelvertoft, tu w chórze śpiewa Mama Andrew - panuje w nim taka przytulna atmosfera, uwielbiam do niego zaglądać - jest ciepło, trochę mroczno i panuje w nim stary piżmowy zapach. Wiele razy brałam udział w festiwalu kwiatów, który polegał na dekorowaniu przepysznymi kompozycjami całego wnętrza tego kościoła - festiwal odbywa się raz na 3 lata w sierpniu i w przyszłym roku muszę na nim być. 

Elementy ołtarza oraz bogato zdobiony grobowiec jeszcze katolickiego biskupa z czasów średniowiecza w kościele All Saints zrobione są z miękkich skał wapiennych, na których nadal widoczne są długie, głębokie nacięcia - zrobili je żołnierze Oliwer'a Cromwell'a  ostrząc swoje rapiery przed słynną Bitwą pod Naseby w 1645 roku ;-) 





Pozdrawiam jeszcze świątecznie i z wielką przyjemnością zabieram się za katalogi z nasionami na przyszły sezon ... wiosna już za rogiem ;-)











wtorek, 17 grudnia 2013

Co robić z POPIOŁEM, 'home-made' święta i angielskie nasiona.

 
 

 
Grudzień to miesiąc pełen sprzeczności - z  jednej strony koniec sezonu i wszystko ucicha, z drugiej ekscytujące przygotowania do świąt. Ciężka sprawa.  Niby miał być już spokój, a ja mam pracy więcej niż w sezonie. W dodatku pogoda sprzyja, więc i u nas trwają prace w lesie i wokół domu. Wygląda na to, że przed świętami będziemy mieli piękne kocie łby pod nową wiatą - śliczne te kamienie polne, jak bursztyny kolorowe (jak się umyje z nich cement ;-).
 

Moje kocie łby w 'robocie' ...
 

W ogrodzie śnieg przypłaszczył trochę zioła i zieleninę: pietruszkę, szpinak, liście selera i sałatę - to wszystko jeszcze ma się całkiem dobrze, nasze -5 w nocy ich nie zabiło (wprawdzie były pod gruba pierzyną białego puchu).  Pięknie stoją kolby brukselki i kolorowe jarmuże. Karczochy okryte, por dojrzewa ... poza tym oczywiście nic się nie dzieje. Teraz ogród należy do ptaków, my się nie mieszamy - tylko dokarmiany. Na smakołyki w szyszce przylatują nawet dzięcioły - polecam!
 
 
 
 
                                            Przekładamy, przekładamy .... i przekładamy ;-) 
 
 
A u nas życie kręci się wokół ... oczywiście drewna. Generalnie ludzie na wsi (przynajmniej większość) ma obsesję na punkcie ogrzewania - mój angielski mąż dołączył do tego grona i też spędza baaaardzo dużo czasu na cięciu, zbieraniu, układanie, przekładaniu i jeszcze raz przekładaniu drewna z miesjca na miejsce. Nasz piec 'lubi' tylko drewno, więc tylko drewnem palimy ... no i mamy sporo popiołu o którym dzisiaj chciałam troszkę więcej napisać.
 


 
Co robić z popiołem w ogrodzie?
 
Jeśli tak jak my -  palicie w kominku czy piecu samym drewnem, to możecie spokojnie używać potem popiołu w ogrodzie. Oto kilka wskazówek:
  • popiół jest świetnym źródłem potasu - a więc wpływa dobrze na rozwój kwiatów i owoców roślin. Z tego wnosek taki, że rozsypujemy go wokół roślin w czasie gdy zaczynają kwitnąć - nie wcześniej.  Dotyczy to tak samo warzyw i owoców, jak i kwiatów ozdobnych.
  • ale ... tak się składa, że najwięcej popiołu mamy właśnie zimą. Musimy więc go do lata dobrze przechować - niestety pozostawiony bez okrycia szybko traci swoje właściwości (potas z niego wymywa się wraz z deszczem lub topniejącym śniegiem). Gdzieś na kupce pod plastikiem lub w dużej beczce czy innym pojemniku można z powodzeniem przechować popiół do lata - może nawet warto mieć gdzieś stałe miejsce na popiół obok kompostowanika w 'gospodarczej' części ogrodu. 
  • pamiętajmy tylko, że popiół nie jest zbalansowanym nawozem do ogrodu, gdyż zawiera głównie potas. Nie używajmy go tak, jak obornika czy kompostu - tylko w ograniczonych ilościach i tylko pod kwitnące/owocujące rośliny - traktujmy go jako tonik. 
  • popiół oczywiście wpłynie też pozytywnie na budowę gleby, ale uważajmy w przypadku roślin kwaśnolubnych - popiół jest lekko zasadowy, więc może odkwasić glebę.
  • w ten sam sposób można używać popiołu z ogniska. Powodzenia.
 
*******
 
 
 
 
Jak przeżyć święta ...
 
Aby chociaż w małym stopniu przeżyć święta z czystym sumieniem, próbuję jak najwięcej przygotować własnoręcznie i spędzam miło czas na robieniu wszelakich cudeniek-prezentów. W tym roku spróbowałam wykonać własne ekologiczne mydełka z rozmarynem i lawendą z ogrodu - poszło całkiem gładko. Wprawdzie zapisałam się już na krótki kurs robienia 'porządnych' mydeł na przyszły lipiec, to te poniżej okazały się pachnące i świetnie myjące:
 



Kolejnym fajnym pomysłem na prezent jest aromatyczna i super zdrowa zimowa herbatka. Dostałam taką herbatkę kilka tygodni temu od mojej Joli i codziennie piję filiżankę - dawka witaminy C trzyma mnie przy zdrowiu. Taka herbatka ślicznie wygląda i jest naprawdę łatwa w wykonaniu - zobaczcie sami TUTAJ.




Do tego wszystkiego oczywiście potrzebne są kartki świąteczne i papier do pakowania prezentów. Kartkami zajął się mój synek, a więc najbliższa rodzina otrzyma piękne malunki ufoludków i statków kosmicznych ... zachowaliśmy jednak akcent świąteczny w postaci zielonego i czerwonego brokatu;-) Albercik pomagał mi także w wykonaniu tego super prostego papieru świątecznego.  To nic innego jak postęplowany czerwonymi gwiazdami i zielonymi choinkami zwykły, brązowy papier do pakowania paczek ... potrzebny tylko duży ziemniak, ostry nóż i farba.  




Na świąteczny stół pójdzie własnoręcznie przygotowana kompozycja roślinna, obowiązkowo ze świeczkami. Pierwszy krok, to zawsze zgromadzenie materiałów - ja większość 'zieleniny' mam z ogrodu, ale bardziej wyfikane dodatki - takie jak śliczny pachnący eukaliptus, kupiłam w kwiaciarni. Dodatkowo posprejowałam na złoto kilka zaschniętych kwiatostanów kopru - do całości dorzuciłam gałązki z owocami śnieguliczki i irgi - polecam, to naprawdę świetna zabawa. 





Wszystkie te mądrości dotyczące świąt Bożego Narodzenia możecie poczytać i pooglądać w specjalnym wydaniu e-magazynu Na Ogrodowej. Jest tam sporo o eko 'home-made' świętach oraz o pięknych dekoracjach z poinsecji i kwiatów cebulowych. Zapraszam serdecznie do lektury TUTAJ.
 


 
********
 
 
UWAGA UWAGA UWAGA
 
Chociaż wątpię, że przed świętami ktokolwiek będzie miał nawet chwilkę czasu - ale ... w wolnej chwili ;-) zainteresowani mogą już przeglądać internetowe katalogi z angielskimi nasionami. Tradycyjnie już do wyboru nasiona z Sarah Raven oraz The Organic Gardening Catalogue. Jak się zdecydujecie, to piszcie na mojego maila biuro@angielskieogrody.com (wpiszcie koniecznie nasiona z uk w temacie) - ja i tak będę zamawiała dla siebie, więc możecie dołączyć. Jeśli będziecie zamawiać to napiszcie proszę nazwę rośliy, ilość, numer z katalogu i cenę, wtedy będzie łatwiej to ogarnąć. Zamówienia do 15go stycznia. 
 
                                                                                  
 
                                                                          No ... bo już wiosna za rogiem ;-)