Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiaty Jednoroczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiaty Jednoroczne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lutego 2017

Najwcześniejsze WYSIEWY sezonu.





Nasiona kupuję i zbieram przez cały rok. Wreszcie wczesną wiosną pozwalam sobie zająć się tą swoją ogromną kolekcją – mam nasiona kupione najnormalniej na świecie w krajowych i zagranicznych sklepach, mam nasiona podarowane oraz zebrane przez nas w naszym ogrodzie, a także nasiona ciekawostki z dalekich krain. Paczuszki duże i małe – oby tylko były podpisane – biorę!



Wersja dla zakatarzonych - z papierem ! 



No i stojąc już tak przed tymi wszystkimi paczuszkami - lubuję się skarbami. Rozkładam je na stole kuchennym na różne kupki i kupeczki, segreguję w zależności od tego czy są to warzywa,  zioła czy kwiaty i potem znowu czy to byliny czy też jedno – lub dwuletnie. Planuję. Podświadomie widzę to wszystko w pełnym wzroście i wyobrażam sobie jak ogród w nowym sezonie będzie wyglądał … nigdy tego za wiele, bo nasz ogród z roku na rok coraz większy i intensywniejszy.  Sezon 2017 będzie mocno kwiatowy, gdyż planujemy rozpocząć na większa skalę działalność florystyczną – wesele w stylu country to piękna sprawa!

Po segregacji paczuszek z nasionami wiem już, od których zacznę. Jakoś tak się składa, że wysiewy pod osłonami rozpoczynam każdego roku koło 20-go lutego – nigdy w styczniu, bo to stanowczo za wcześnie. 






Nasiona są wysiewane do tacek, doniczek lub multiplatów – w zależności od gatunku i przeznaczenia.  Oczywiście zaczynamy od:

  • roślin potrzebujących długiego okresu wzrostu zanim zakwitną i zaowocują, np. werbena patagońska, kobea, tunbergia, kleome ciernista oraz bakłażany i papryki (te potrzebują około 8-10 tygodni wzrostu zanim zostaną posadzone na miejsca stałe);
  • roślin, które nie boja się chłodów (jednorocznych lub wieloletnich) i po wykiełkowaniu w ciepłym inspekcie będą mogły być ustawione w nieogrzewanej szklarni lub inspekcie, aby w marcu już były wysadzane do gruntu. Tutaj zazwyczaj królują groszki pachnące, ale w tym roku dołączyły do nich karczochy (w 3 odmianach) oraz byliny: ostnica cieniutka Stipa tenuissima, ostróżka ogrodowa Delphinium cultorum oraz orliki Aquilegia viridiflora w odmianie 'Chocolate Soldier';
  • roślin, które nie boja się zbytnio niskich temperatur i będą mogły z powodzeniem rosnąć na rabatach wzniesionych pod agrowłókniną lub na zagonach w nieogrzewanym tunelu. Są to: sałaty rzymskie, musztardowce i rukola.




Resztę nasion wysiewam pod osłonami na przełomie marca i kwietnia lub nawet później (dyniowate), potem je hartuję w chłodnym inspekcie i dopiero po 15tym maja wysadzam na miejsca stałe do ogrodu.  




Jakie podłoże do wysiewu nasion?

Podłoże na bazie torfu jak wiadomo jest nieekologiczne, jednak takie właśnie podłoże można dostać w marketach i centrach ogrodniczych na terenie kraju. My w swoim ogrodzie stosujemy mieszanki ziemi liściowej (czyli przekompostowanych liści) z dodatkiem piasku oraz czasami gleby, ale niestety nie wszyscy mają takie możliwości. Tak więc oto mieszanka, jaką polecamy do wysiewu nasion:




Kupna ziemia do wysiewu i pikowania z dodatkiem kompostu + wermikulit (lub perlit lub piasek) + kupne podłoże uniwersalne z dodatkiem kompostu + ekologiczny nawóz do siewek i sadzonek (zakupiony w zeszłym roku w Lidlu).  Taka mieszanka powinna zapewnić siewkom, a potem sadzonkom wszystko - czego zapragną.  Wermikulit rozluźni podłoże i zwiększy możliwość dostępu powietrza do nasion i siewek , a delikatny nawóz zapewni im pokarm na pierwsze tygodnie życia. 

Do samego wykiełkowania nie potrzeba w ogóle podłoża zasobnego - nasiona mogą wykiełkować w samym piasku lub żwirku, ale później siewki potrzebują niewielkich ilości pożywienia. Nie przesadzajmy jednak z nawozem, gdyż może to zahamować ich wczesny wzrost. Trzymajmy się zawsze nawozów naturalnych i żywych dodatków w postaci kompostu czy ziemi liściowej. 



Jak wysiewać nasiona?





Przede wszystkim nigdy zbyt głęboko i nigdy do podłoża zbyt mocno ubitego w pojemniku. Pamiętajmy, że z nasionka wyjdzie mały korzonek, który musi się zakotwiczyć w podłożu bez pomocy młota pneumatycznego :-)  Po wypełnieniu pojemników podłożem przy delikatnym ucisku palcem nawierzchnia powinna wydawać się sprężysta - trochę chyba jak to jest przy dobrym biszkopcie? 






Ja tradycyjnie już wysiewam papryki i bakłażany (a potem pomidory) do doniczek wielkości P9 do późniejszego pikowania.  Do takich samych doniczek wysiewam nasiona, gdy mam je w małych ilościach i później szkoda byłoby mi je przerywać. W tym roku było tak z karczochami, tunbergią, kobeą i ciekawą odmianą orlika. Jeśli nasion mam więcej - na przykład było tak z ostróżką, werbeną patagońską, ostnicą cieniutką - to wysiewam do tacki wielkości A4 - również do późniejszego pikowania. Natomiast sałaty, musztardowce i mieszanki listków wysiewam do multiplatów - po kilka nasionek w jednym otworze. 







Jak wysiewać groszki pachnące?






Groszki pachnące wysialiśmy już dwa tygodnie temu - to były pierwsze nasiona w tym roku - już kiełkują i za kilka dni chyba zobaczę pierwsze listki :-) Ale dwa tygodnie temu było jeszcze bardzo zimno, więc trzeba było siać w domu i tacki ustawiać na ciepłym parapecie. Oto krótka relacja z tego dnia - nasiona wysiewamy z Hanią :-) 



Podłoże do wysiewu mieszałyśmy tak samo jak opisałam wcześniej. 



Do wysiewu groszków pachnących zawsze używam tych specjalnych multiplatów.  Otworki w nich są długie i można je rozłożyć przy wysadzaniu do gruntu - perfekt dla groszków, które mają mocno rozwinięty system korzeniowy. Niestety kupuje je w Anglii, u nas nie widziałam ich jeszcze.  Do każdego otworu wrzucam po 2 nasionka, zasypuję, podlewam i opisuje odmiany - później te opisy bardzo się przydają, szczególnie gdy nie chcemy mieszać kolorów. 





Groszki można wysiewać do doniczek biodegradalnych. 




Czym przykrywamy nasiona?





Poza najmniejszymi nasionami (np. tytoń leśny lub tytoń ozdobny) wszystkie inne zazwyczaj przykrywam. Niektóre (np. nasiona bratków) lubią kiełkować w ciemności, więc dodatkowo okrywam je gazetą. Ale zazwyczaj robię to tak:

-  przy sianiu do multiplatów robię na powierzchni podłoża, w każdym otworku niewielkie wgłębienie opuszkiem palca wskazującego. Do tego wgłębienia układam kilka nasionek i szybkim ale delikatnym ruchem tego samego palca zasypuję otworek. 

-    przy sianiu w doniczkach czy tackach jest troszkę inaczej. Podłoże wrzucam do pojemników, wyrównuję i delikatnie ubijam, po czym na powierzchni układam nasionka - jak najrzadziej się da. Potem na nie posypuję wermikulit, podlewam - i tyle. Wermikulit od lat zdaje u mnie egzamin, gdyż jest lekki i nie przybija zbyt mocno nasion pozwalając im swobodnie kiełkować i rosnąć.  Zamawiam go na internecie w dużych ilościach. 


Jeśli chcecie nauczyć się takich siewów, to zapraszam serdecznie do wzięcia udziału w naszych wiosennych warsztatach Praktyczny Ogrodnik. Organizujemy je zazwyczaj u siebie w ogrodzie, ale w tym roku możemy zaproponować również spotkania w Warszawie i Trójmieście. Więcej informacji o naszych warsztatach znajdziecie TUTAJ. 






Siewki w tackach, doniczkach P9 i multiplatach podlewamy zawsze "od góry" za pomocą konewki z drobniutkim sitkiem (gdy siewki są już duże – a nawet powiedziałabym, że bardzo duże – to podlewamy „od dołu” wstawiając je do dużej tacy ogrodniczej wypełnionej wodą) i ustawiamy w specjalnie przygotowanym na ta okazję inspekcie: 






Inspekt ten używany jest tylko wiosną – przenosimy go wtedy do tunelu i porządnie szorujemy …






… następnie na dnie układamy gruby styropian oraz czarną folię i do niej przyklejamy za pomocą taśmy kabel podgrzewający (styropian, folie oraz kabel też myjemy) …






… potem wszystko zasypujemy piaskiem – cieniutką warstwą: 






Kabel jest podłączony do termostatu, dzięki czemu możemy kontrolować temperaturę podłoża w inspekcie.

Pamiętajmy, że na etapie kiełkowania nasiona nie potrzebują tak bardzo światła jak ciepła, a więc podobny efekt można uzyskać stawiając pojemniki z nasionami na parapecie nad kaloryferem. Jednak po wykiełkowaniu natychmiast należy dostarczyć im jak największej ilości światła i powietrza – inaczej zrobią się bardzo długie i rachityczne, mogą też chorować i gnić.  My swoje wystawimy z inspektu do tunelu na stoły – robiąc tym samym miejsce dla nowych tacek z nasionami. 

Życzymy udanych wysiewów :-) 




wtorek, 27 października 2015

Złota polska jesień w naszym OGRODZIE





Dzięki mojej pracy w radiu, od jakiegoś czasu orientuję się co się dzieje na świecie (no przynajmniej trochę) i wiem na bieżąco jaka ma być pogoda - bo prognoza pogody to właśnie samiuśki początek mojej audycji. Pan Tomasz zakłada okulary i poważnie odczytuje informacje o wiatrach, temperaturze i deszczach ... potem oczywiście dalej 'gadamy' o pogodzie - jak na ogrodników przystało. Z resztą w tym roku temat pogody, to chyba nasz ulubiony he he bo nieźle zwodzi. Najpierw niby wczesna wiosna, a potem chyba już wszystko poszło nie tak ... bardzo zimno w lipcu, ciepło ale sucho w sierpniu ... potem ulewa i znowu susza. Nie wiem jak w Waszych rejonach, ale na pomorzu ten sezon nie sprzyjał roślinności. Jeśli zaobserwowaliście dziwne zachowanie u swoich pupilków w ogrodzie - na przykład mocniejsze niż zazwyczaj kwitnienie i owocowanie (charakterystyczne dla tuj w tym roku), to niestety jest to objaw niesamowitego stresu. Rośliny chcą zachować gatunek i widząc nadchodzący dużymi krokami koniec - produkują ogromne ilości potomstwa - przy takim kiepskim sezonie nie dziwi mnie to wcale. 

Wiem, to brzmi strasznie - ale jeśli następny rok przyniesie im trochę ulgi, to z pewnością przeżyją stres i wszystko się uspokoi. Niemniej jednak wiele roślin już pokazuje oznaki śmierci - szczególnie te, które sadzone były wiosną (lub co gorsza latem) z donic, bez ściółkowania i potem zaniedbano ich podlewanie. Myślę, że  sporo z nich w przyszłym roku już nie wypuści pędów. Inne znowu choć wyglądają słabo - to po prostu wcześniej zrzuciły liście, żeby się ratować i pewnie w przyszłym sezonie dojdą do siebie. W okresach stresowych najlepiej sobie radzą rośliny sadzone z odkrytym korzeniem pomiędzy październikiem a kwietniem (głównie są to drzewa i krzewy) - widzę po naszym ogrodzie, że przeżyły w 100%. Sytuację ratuje też stosowanie ściółki (obornik ze stajni czy gospodarstwa, kompost, ziemia liściowa, kora przekompostowana, siano przekompostowane, ścinki trawy, otoczaki a nawet gazety, kartony czy słoma) i odpowiednie (!!!) podlewanie podczas suszy. Dobra koniec - już nie straszę ;-) 






Przez takie właśnie piękne poranki zupełnie zawalam wszystko to, co normalni ludzie robią o świcie - nie karmię dziecka śniadaniem, nie jem go sama i nie piję nawet porannej kawy. Wstaję o 6.30 i lecę do okna ... gapię się na ogród i las ze wszystkich stron, potem za aparat i w rabaty. Niesamowite kolory tej jesieni w promieniach słońca to najcudowniejszy obraz Matki Natury. Daje mi to tyle energii i chęci do pracy, a ostatnio bardzo tego potrzebuję. Sporo się wszystkiego nazbierało i przede wszystkim książka, którą piszę namiętnie pod okiem cierpliwego wydawcy ;-) ale jest i dużo dużo pomysłów na przyszły rok - więcej warsztatów, projektów i przede wszystkim bardzo chciałabym już otworzyć ogród dla wszystkich chętnych jego odwiedzin - wiadomo, że ogród jest w stałej budowie i rozwijać się pewnie tak będzie do końca świata ;-) ale muszę się nim podzielić inaczej zwariuję i będzie po mnie. A tak to pożyje sobie trochę i z wielka przyjemnością pochwale się to tym, to tamtym. Najważniejsze jest jednak to, że otwarcie ogrodu i warsztaty pozwolą mi bez wyrzutów sumienia spędzać w nim więcej czasu - no bo przecież musi być ładnie - i odciągną mnie od pracy przy komputerze.  







A ogólnie w ogrodzie pracy jesienią dużo. Zostawiamy w spokoju wszystkie rośliny, które nadal stoją dumnie choć już suche i martwe - pamiętajmy, że są  potrzebne ptakom i małym zwierzętom a dodatkowo wyglądają ładnie, zapewniają ogrodowi trójwymiarowości i same siebie chronią przed mrozami. Tak więc poza 'rozpuszczonymi' przez niskie temperatury daliami, kosmosami, bazyliami czy begoniami wszystko pozostaje (a na wolnych miejscach po jednorocznych możemy sadzić na przykład cebulki tulipanów). Teraz energia idzie na robienie kompostu, bo po sezonie sporo się nazbierało materiału ... i oczywiście sadzenie roślin z odkrytym korzeniem. 

O tym sadzeniu roślin z odkrytym korzeniem mówię i pisze zawsze, wszędzie ile się da - wiele ludzi jednak nadal uważa, że sadzenie roślin z doniczek zakupionych w szkółce jest lepsze - NIE, NIE JEST - no może najwyżej o wiele droższe he he. Piszę o tym dużo w mojej książce, oto maleńki urywek:

   Bez względu na to, czy planujemy żywopłot, sad czy też nasadzenia swobodne na rabatach lub w trawniku - sadzenie w ogrodzie drzew i krzewów z odkrytym korzeniem jest zawsze wskazane bardziej, niż sadzenie roślin zakupionych w doniczkach. Jest lepsze dla roślin, dla środowiska i naszej kieszeni. Wiąże się to między innymi z tym, iż rosnąc na specjalnie przeznaczonych dla nich polach (bo rośliny uprawiane do sprzedaży z odkrytym korzeniem są kopane właśnie z pola) są mniej narażone na przesuszenie, niż stojąc w szkółkach czy centrach ogrodniczych w całkowicie sztucznych warunkach. Naturalne opady atmosferyczne zapewnią im często lepsze nawadnianie niż najdroższy system irygacyjny.  Dodatkowo ich podłożem jest 'normalna' gleba, a nie mieszanka torfu i nawozu – jak wiemy torf trzyma wodę jak gąbka, ale gdy ją straci to bardzo mocno się przesusza i później trudno jest odpowiednio go nawilżyć. 
        Drzewa i krzewy uprawiane na sprzedaż w donicy,  podczas wielu lat spędzonych w pojemnikach są całkowicie uzależnione od pracowników ogrodnictwa czy szkółki – jeśli nie zostaną na czas i regularnie podlane, to mają powód do stresu. Podobnie jak u ludzi – stres szybko prowadzi do nadmiernej podatności na choroby, szkodniki … co później (czasami nawet kilka lat po posadzeniu w ogrodzie) powoduje słaby wzrost i sztuczne utrzymywanie jej przy życiu za pomocą środków chemicznych (nawozów sztucznych, oprysków przeciw szkodnikom i chorobom). Kupując więc rośliny z odkrytym korzeniem możemy mieć większą pewność, że podczas swojego życia w szkółce miały minimum stresu - dzięki czemu nasz ogród będzie rósł szybko i zdrowo, a także bez potrzeby dodatkowych zabiegów pielęgnacyjnych i w sposób całkiem przyjazny dla środowiska.

Niestety nie wszystkie rośliny można kupić z odkrytym korzeniem - na przykład przeróżne kaliny pachnące, którymi też lubimy się otaczać, kupujemy w donicach. Ale z odkrytym korzeniem w tym roku nadal sadzimy derenie - ich nigdy nie jest za wiele, kaliny koralowe, leszczyny, trzmieliny europejskie, głogi oraz sosny,  a w okolicy stawu olchy coby się skutecznie od sąsiada odsłonić ;-) 


Rośliny zakupione z odkrytym korzeniem obowiązkowo chronimy przed
słońcem i wiatrem.  

Do czasu sadzenia na miejsca stałe można je z powodzeniem zadołować
na przykład w warzywniku. 

O! I jeszcze butem docisnąć ;-) 

Rośliny te nie maja korzenia, więc aby zapowiedz zbytniemu
'bujaniu na wietrze' zawsze dołujemy je w ziemi pod kątem.



Nadal sadzimy też drzewa i krzewy owocowe. O drzewkach napiszę później, bo ich najzwyczajniej na świecie jeszcze nie mamy, ale za to mamy maliny, porzeczki, borówki oraz agrest i zabieramy się za tworzenie jagodnika.  O właśnie tutaj on będzie ;-) 




Poznajecie może poletko, które latem obsiane było zielonym nawozem? Najpierw był tu 'samosiewkowy' kiepski lasek, który został wycięty zeszłej zimy (takie prace robi się zimą ze względu na ptaki). Pozostałości po drzewach zostały wyciągnięte (nie zepchnięte!!!) koparką dla zachowania jak największej ilości oryginalnego czarnoziemu. A potem już same przyjemności - nasz zaprzyjaźniony gospodarz Marian zaorał poletko parę razy swoim pługiem (oj sporo było korzeni itd), rozrzucił gówienko ze swojego gospodarstwa (mix z obory i chlewika) i na koniec zbronował ... aż strach patrzeć na te zdjęcia ile to roboty było ... 


Andrew 'ogarnia' swój nowy ogród na początku maja.

Marian i Albercik na ciągniku. 

Andrew wysiewa zielony nawóz.


Późną wiosną Andrew posiał mieszankę łubinu oraz facelii i na początku lipca było tak cudnie - również dla pszczół i motyli ... 




Teraz nadszedł czas sadzenia pierwszych krzewów owocowych. Zielony nawóz został przez Mariana zmieszany z gleba za pomocą pługa we wrześniu. Teraz ziemia wygląda tu naprawdę świetnie. Oto pierwsi kandydaci do jagodnika, który będzie częścią tego nowego ogrodu ... 






Maliny wczesne i późne, jeżyny i porzeczki z odkrytym korzeniem oraz borówki amerykańskie w donicach (przynajmniej były zadołowane w tych donicach w szkółce, a to już dobrze) kupiliśmy w poniedziałek i natychmiast zadołowaliśmy je w ziemi. Wielkie sadzenie w czwartek ;-)  relację zdam obowiązkowo.








Nasze psiaki nigdy nie próżnują i w czasie gdy my dołowaliśmy rośliny - nasza mała Molly zajmowała się zrywaniem pozostałych jeszcze na wigwamach dyń - uwielbia je, choć nie mam pojęcia co z nimi robi ... jakoś słoików w spiżarce nie przybywa he he






Tak jak pisałam mieliśmy też trochę pracy przy kompostowniku. Wiadomo - jesienią zawsze nazbiera się sporo materiału z ogrodu i kuchni (jak zawsze).   Na początku trzeba było zrobić miejsce w jednej z 'zatoczek', więc Andrew przerzucił gotowy już kompost do drugiej kupki gotowego już kompostu ;-)  Jak widać na zdjęciu materiał czeka na dużej pryzmie - wszystko teraz będzie przemieszane i w razie potrzeby rozdrobnione za pomocą szpadla ...





 ... i oto gotowa pryzma, którą teraz przykryjemy starym kocem.






Mamy też w jednym z kompostowników siano, które ścinamy każdego roku z naszej łąki i układamy na pryzmę pod przykryciem. Materiał, który z tego powstaje jest naprawdę niezastąpiony jeśli chodzi o ściółkowanie w sadzie, jagodniku, warzywniku i przy rabatach ozdobnych oraz kwiatach ciętych.  Nie posiadamy własnych zwierząt hodowlanych, które zapewniałyby nam obornika, więc zginęlibyśmy bez tego sianka ;-)






Ten materiał ma jednak to do siebie, że jest dosyć suchy - a więc przy układaniu 
pryzmy kolejne warstwy podlewamy obficie. Na wiosnę będzie pyszna ściółka, bo ściółka to podstawa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!







********






20-go któregoś tam października odbyło się też obowiązkowe, jesienne sadzenie czosnku ozimego (innego w ogóle nie uprawiamy). Tym razem z pomocą przyszedł nasz młody ogrodnik ;-) i udało nam się posadzić go naprawdę sporo, bo jednak każdego roku zbyt szybko kończą się jego zapasy - a ten sklepowy jest wiadomo jaki ...  Trochę więcej o tym na naszym facebook'u TUTAJ






*********








Warzywnik nadal obdarowuje nas pysznym jedzeniem. Zajadamy się zdrową zieleniną czyli liśćmi szpinaku, jarmużem, brokułem szparagowym i burakiem szpinkaowym (ojej można sobie język połamać od tych nazw).  Kopiemy ziemniaczki, marchew i seler. Zaczynamy podkradać się do pasternaków ;-) 

Pasternak jest super warzywem. W Anglii bardzo popularny - jedno z głównych warzyw podawanych na stół podczas Świąt Bożego Narodzenia! U nas mało znany z różnych dziwnych powodów, ale to nic nie znaczy ...  do odważnych świat należy. Jest warzywem dosyć twardym , a więc najlepiej smakuje zapiekany w piekarniku lub gotowany na parze a potem ucierany dla dzieciaczków - maluchy uwielbiają go, bo jest słodki, a mamy cieszą się bo oczywiście jest zdrowy - tak więc kto spodziewa się maleństwa powinien na 100% uprawiać pasternak w ogrodzie. My robimy z niego czipsy lub zapiekamy. Sposób jest taki:

- myjemy i obieramy pasternak

-  podgotowujemy delikatnie w wodzie w całości

- wyjmujemy z wody i ostrożnie skrobiemy 
do góry i na dół widelcem, żeby go 'pochropowacieć' 

- smarujemy oliwą, solimy i pieprzymy (możemy też posmarować miodem) 
i wkładamy do rozgrzanego piekarnika na 200oC do czasu aż pasternak będzie miękki, 
chrupki i złocisty (pewnie jakieś 30-40 min)

I tyle - pycha!!!!


Po więcej pasternakowych (parsnip ang.) przepisów zapraszam do BBC GoodFood ;-) 






Rabaty przed domem też jeszcze cieszą oko. Rudbekie rozsiały się, więc będę mogła posadzić je do indywidualnych doniczek i powiększyć swoja kolekcję - wszystko się kiedyś przyda. Przesadzam do indywidualnych doniczek wiele innych roślin, które same się u nas wysiewają i dziele już sporo bylin z przeznaczeniem do mojej szkółki ;-) Ale jak pisałam wcześniej - niewiele przycinam. Nie boję się martwych (uschniętych) roślin ani na rabatach ozdobnych, ani w warzywniku - bo przecież to całkiem naturalne, aby zostawić je aż do wczesnej wiosny, gdy zaczynają wypuszczać młode pędy - wtedy dopiero złapię się za sekator. Jeżeli stworzymy teraz w ogrodzie zimową pustynię - to będzie to moim zdaniem przestępstwo. 






Wprowadzamy trochę zmian w ogrodzie ziołowym (przesadzamy, dosadzamy) i koncentrujemy się na ogrodzie leśnym za szklarnią (na zdjęciu powyżej). Posadziliśmy w nim wiosną sporo cieniolubnych bylin i trochę krzewów. Latem wszystko strasznie pozarastało chwastami i siewkami topoli (okropność!!!) - ale po jednym dniu pracy spośród zielska wyłoniły się miodunki, bodziszki, epimedium, telimy, rutewki, serduszki piękne i dwa gatunki ciemierników.  Teraz wreszcie widać co i jak, i gdzie trzeba dosadzić więcej roślin i oczywiście cebulek. Wiosna będzie bajka!


Ach uwielbiam tego bodziszka w odmianie 'Ann Folkard' - tutaj oszroniony
i troszkę podmrożony, ale nadal bardzo ozdobny w porannym słońcu jesiennym.

Wiaderka już puste ... czekają na kolejne obsadzenia. Lada dzień posadzę
w nich narcyzy i laki pachnące - akurat będzie uczta na kwiecień/ maj.
Takie wiaderka nie rozpadną mi się pod wpływem mrozu, więc
spokojnie mogę sobie je zostawić przy ławeczce na zimę. 


O i jeszcze kilka fotek cykniętych dziś rano z dużego pokoju ;-) nie mogłam się powstrzymać ... 







UWAGA UWAGA ;-)  na zakończenie coś miłego ...

Z wielką przyjemnością zapraszam wszystkich czytelników ogrodników do wymiany nasionek - w tym roku już 4-ty raz (jejku jak ten czas szybko leci!) będziemy ruszać z Klubem Pożądanego Nasionka. Zabawa ta jest darmowa i naprawdę bardzo fajna, więc zaglądajcie do portalu NaOgrodowej.pl bo to właśnie przez tamtejsze FORUM będziemy mogli się wymieniać. A ja oczywiście jeszcze dam znać na blogu co i jak ... ale szykujcie się na początek listopada czyli już już za moment ;-) 


Życzę wszystkim dużo słońca na ten tydzień, a w szczególności na weekend. Z pewnością będziecie odwiedzać groby swoich bliskich i znajomych, ja osobiście bardzo lubię spacerować po pięknym cmentarzu Srebrzysko we Wrzeszczu - szczególnie jesienią. A w poniedziałek o 11.00 zapraszam do słuchania mojej audycji w Radio Gdańsk ;-)