Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gotowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 października 2014

Pomarańczowy październik i JARMUŻ na tostach.

Pomarańczowy ... ale nie dla tego, że na płotkach migocą jeszcze małe dynie 'Red Kuri', a w spiżarni stoją słoiki ze złotymi przetworami z moreli i śliwek ... ani też dla tego, że w warzywniku ścieżki nadal wyznaczają rzędy kwitnących nagietków - pomarańczowy, bo nasz dom otoczony jest naturalnym lasem liścistym, w którym dominują tradycyjnie brzozy, buki, dęby i leszczyny - wszystkie te drzewa teraz są złoto-pomarańczowe!
 
 


Lubię las, bo łączy mnie z ludzmi, którzy żyli, pacowali czy chociażby chodzili po tym kawałku Ziemi 100, 200 a nawet i 300 lat temu ...  łączy mnie z niezliczoną ilością zwierząt, ptaków i insektów go zamieszkujących - jest tłem mojego  ogrodu i  mojego obecnego życia. No i oczywiście jest przepiękny - teraz właśnie płonie jesiennymi odcieniami pomarańczy, złota i nawet lekkiego różu.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
W warzywniku grab w żywopłocie też zaczyna się przebarwiać, co naturalnie łączy ogród z otaczającym go krajobrazem. Liście słoneczników też wyglądają bajecznie ... wkrótce przebarwią się delikatne listki szparagów.
 
 






 
 
 
Na powyższym zdjęciu widać kwaterę w warzywniku, na której rośnie zielony nawóz - przed nastaniem zimy przekopiemy go z glebą (pisałam o tym 2 wpisy temu ;-) aby na wiosnę wszytko było już gotowe do wysadzania kapustnych - tutaj w tym sezonie rosły oczywiście rośliny motylkowe (tradycyjnie, według płodozmianu)  ... jak najwięcej azotu dla kapuchy ... szczególnie, gdy inspekcja przychodzi każdego roku tradycyjnie już z lokalnej szkoły w Gołubiu ;-)
 
 


 
 
Tak, warzywnik w zeszłym tygodniu odwiedziły dzieci z zerówki Albercika (tym razem tylko 16 sztuk ;-). W związku z tym, że cały zeszły tydzień 'przerabiane' na zajęciach były warzywa ... i Albert nadal nie znał różnicy pomiędzy szczypiorem, a porem (faktycznie, w książce to wszystko wygląda podobnie) postanowłam zaprosić ich do nas ... ogród znowu ożył, a Albert dumnie oprowadzał kolegów po zagonach ...
 




 
 

***********
 
 
Prac jesienią jest sporo, ale i przyjemności nie braknie - szczególnie kulinarnych. Kilka dni temu zajadaliśmy się tostami z jarmużem - sama zdziwiłam się, jakie są dobre. Zrobione według przepisu Hugh Fearnley-Whittingstall Bruschetta z Nero di Toscana:


Jarmuż odm. 'Nero di Toscana'.



Składniki:

- około 150gr jarmużu (my, tak jak Hugh, uprawiamy i gotujemy jarmuż odmiana Nero di Toscana);

- 1 duży ząbek czosnku;

- 2 kromki chleba na zakwasie lub razowego (uwielbiamy chleb 'Szlachecki' z piekarni Mestwin, Stęzyca dostępny w Gołubiu i okolicy);

- 1 lub 2  łyżki stołowe oliwy z oliwek lub oleju tłoczonego na zimno (rzepak, słonecznik);

- Parmesan, twardy ser kozi lub inny ser o mocnym smaku;

- sól morska i świeżo mielony pieprz czarny.






Wykonanie:

- Na początku oberywamy liście jarmuża z pędów i wkładamy je do garnka. 1/3 ząbku czosnku odcinamy i odkładamy na później, resztę drobno kroimi i wkładamy do garnka z jarmużem. Zawartość garnka zalewamy wodą, solimy i ustawiamy na większym ogniu do zagotowania się - potem gotujemy już na zmniejszonym ogniu przez 4 - 5 minut ... lub troszkę dłużej, do czasu aż jarmuż stanie się miękki. Całość należy przecedzić przez sito.

- Ugotowany jarmuż i czosnek wykładamy na desce i kroimy na mniejsze kawałki, ale nie całkiem małe ;-) całość wrzucamy do gorącego garnka i mieszamy z oliwą, solą oraz pieprzem.

- Z kromek chleba robimy tosty i smarujemy je pozostałą częścią czosnku. Polewamy niewielką ilością oliwy i układamy na nich kupkę z jarmużu - posypujemy startym serem. Smacznego!
 
 
 
 
 
Mniam maniam ... smacznego panie kucharzu ;-)
 
 
W szklarni i inspektach zbieramy już ostatnie papryki oraz papryczki ... suszymy bardziej i mniej ostre papryczki podobnie do grzybów, na długich nitkach wiszących dosłownie wszędzie w kuchni i jadalni. Sporo ostrych papryczek zamknęliśmy w słoikach robiąc między innymi chili dżem (przepis TUTAJ) oraz salsa verde.
 


Papryczka pomidorowa jest mała, ale nie jest ostra - świetnie smakuje z grilla lub zapiekana w piekarniku.

Papryczka 'Jalapeno'.
 
 
Papryczki chili odm. Jalapeno należą do ostrzejszych. Są bardzo popularne na całym świecie i bez problemu rosną w naszym kraju. Pochodzą oczywiście z Południowej Ameryki i dorastają do około 4cm, na początku są zielone (takie zielone papryczki można spokojnie spożywać), lecz dojrzewając zmieniają kolor na głeboko szkarłatny. Ja uprawiam wszystkie papryczki w donicach ustawionych w inspekcie lub szklarni. Po zebraniu plonów rośliny idą na kompostownik.
 
Poniżej polska odmiana papryki słodkiej 'Mira' - dojrzewając zmienia kolor z żółtej na czerwoną. Bardzo soczysta. Jemy ją jako papryka żółta czy czerwona po prostu na surowo - chrupiemy ...


 
 
Na zbiory czekaja też kwiaty na rabatach na kwiat cięty. Kosmosy, dalie, werbeny patagońskie oraz cynie bija wszelkie rekordy i prześcigają się w obfitości kwitnienia. Szczerze mówiąc - kwiaty te trochę już nie pasują do pory roku ;-) ale nie gardzę wielkim, kolorowym bukietem co kilka dni ... mam tez lilie odm. 'Casablanca' - hmmmm - aminki i drakwie spoczywają już na kompostowniku, a w głowie rodzą się nowe plany 'zagospodarowania' ogrodu pod więcej kwiatów ... w inspekcie czekają dziesiątki doniczek z rozsadą goździków brodatych, laków pachnących i wieczorników damskich - jeszcze mi ich nie starczy.  Andrew obiecał 'dać' jedną rabatę wzniesioną jupi!





 
 
***********
 
 
 
A teraz cofamy się troszeczkę do tyłu. Mam sporo pracy i czasami ciężko mi nadążyć z wpisami - mam spore zaległości, które chciałabym nadrobić tej jesieni oraz zimą ;-)  ale ostatnimi dniami lata MUSZĘ się z Wami podzielić bez zwłoki ... bo było pięknie i fajnie ... oto wrzesień:

  
 
 
 
W pierwszej połowie września było tak bardzo sucho, że bez podlewania nie dalibyśmy rady. Stanowczo jednak nie polecam stosowania w warzywniku linii kroplującej - widziałam niejeden zagon warzywny zamieniony w omszone bagno - poważnie! Nie potrzebne są też żadne inne kosztowne sysyetmy nawadniające - wystarczy zadbać o to, aby w warzywniku było 1 lub 2 wyjścia rury, do której podłoczć można w razie potrzreby wąż ogrodowy ze zraszaczem uderzeniowym ... można w ten sposób zaoszczędzić kilka tysięcy złotych ;-)
 





20-go września odbyły się u nas w ogrodzie warsztaty kwiatowe - pogoda dopisała, a na zagonach było tyyyyle kwiatów ... aż przyjemnie było patrzeć jak dziewczyny je ścinały ...




Więcej wspomnień oraz dużo, dużo zdjęć znajdziecie na stronie warsztatowej naszego ogrodu TUTAJ. A ja już wkrótce postaram się zamieścić daty warsztatów na rok 2015.



 
 
O bukietach 'prosto z rabaty' i ogrodowej kwiaciarni możecie poczytać też Na Ogrodowej TUTAJ.
 
 




 
********
 
 
 
I jeszcze trochę wspomnień z września ...
 





 
 
 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę pięknej jesieni ... lub wiosny - w zależności po której stronie równika jesteście  ;-)
 

wtorek, 16 września 2014

Jesienne klimaty późnym latem i trochę o ZIELONYM NAWOZIE.

No i mamy jesień. Przyroda mądrze broni się przed tak długą suszą i szykuje się do wcześniejszego snu ... każdy ogrodnik wie z własnego doświadczenia jak kiepska i nieprzewidywalna jest ostatnimi laty pogoda - czy ktoś faktycznie jeszcze wątpi w globalne ocieplenie i radykalne zmiany klimatyczne na Ziemi ... my z Andrew widzimy tego skutki każdego dnia oberwując naturalny świat wokół nas - od najmniejszego robaczka, po ogromne drzewa ... 
 

 


Ogólnie robimy co się da, żeby już tej naszej zmęczonej planecie nie robić pod górkę. Tak na małą skalę, we własnym obejściu, we własnym życiu ... żeby można było sobie spojrzeć rano w lustrzanym odbiciu w twarz i pomyśleć 'nadal jesteś człowiekiem, jeszcze nie robotem' ;-) i z wielką radością mogę Wam powiedzieć , że nie jesteśmy sami. Podczas Święta Plonów i na Bylinowy Stragan przyjechało grubo ponad 70 osób, nie wspominam już o ludziach pomagających bezinteresownie w przygotowaniu tych imprez. Nadal jestem pod wrażeniem. My ze swojej strony postaramy się otwierać wrota naszego siedliska coraz częściej i regularnie powiększać ogród oraz kalendarz imprez i warsztatów. 

Ale teraz nadszedł błogi spokój. Ogród spoczywa na laurach i spokojnie dokwita. Około 8.30 rano oświetla go najcudowniejsze światło jesiennego słońca - warzywnik płonie pomarańczą dalii i karminem cynii. Po południu w zachodzącym słońcu widać mnóstwo małych muszek wirujących nad ogrodem. Na grządkach robi się coraz więcej pustuch miejsc. Wprawdzie tu i ówdzie Andrew dosiewa jeszcze jakieś super szybkie lub zimowe plony (dziś skusił się na posianie  buraka szpinakowego na zimę - zobaczymy czy jeszcze uda mu się wzejść), to ogólnie siewów jest coraz mniej. Na opustoszałe zagony wysiewa tzw. zielony nawóz bo:





Zielony nawóz (w tym przypadku facelia błękitna i gorczyca biała) rosnąc pobiorą wszystko to, co w glebie pozostało jeszcze po sezonie najlepsze - wszystkie składniki pokarmowe i minerały ... potem zostaną przekopane z glebą wraz z roślinami i zakumulowane w ten sposób do niej powrócą, aby wiosną służyć kolejnym uprawom - dobry pomysł, nie? Dodatkowo oczywiście nie ma nic gorszego niż taka 'ziemia' leżąca sobie do wiosny odkryta na to, co przyniesie pogoda - po fachowemu nazywa się to tak, że uprawa nawozów zielonych zapobiega erozji ;-) ... no i wypłukiwaniu gleby podczas jesiennych deszczy (o które się modlimy) - ogólnie jeśli jeszcze nad tymi zielonymi nawozami się nie zastanawialiście, to szorujcie po nasiona ;-) Facelię błękitną i gorczycę białą można spokojnie wysiewać jeszcze do końca września.

Poza tym w ogrodzie ...

Stało się ... nasz tunel kilka dni temu wreszcie się zawalił i tym samym zakończyły się nasze spekulacje na ten właśnie temat. Hmmmm ... lekcja tysiąc pięćset osiemdziesiąta czwarta - tunel wykonany z leszczyny wytrzyma TYLKO jeden sezon. Kurka, a mieliśmy nadzieję na dłużej - ale to nic. Już wszystko posprzątane i wiosną zdubujemy nowy - nie jest tak źle, bo załamały się tylko łuki zamocowane do palików, które pozostaną wbite do gruntu przez jeszcze kilka lat. Ktoś podczas festiwalu zaproponował, żebyśmy zamienili go na tunel metalowy ... eeeeeeeee - to nie o to chodzi, tunel metalowy nie pasuje ani do nas, ani do naszego ogrodu - chcemy aby był drewniany - zbudowany z gałązek leszczyny, którą uprawiam w tym właśnie celu w lesie ... wolę spędzić 1 dzień w roku na jego ustawienie, niż 365 na wkurzaniu się na metalowy tunel - nie szukam szybkich rozwiązań ... niestety. 

Tak wyglądał jeszcze niedawno - porośniety fioletowymi fasolami odm. 'Blauhilde' i małymi dyńkami odm. 'Red Kuri' - udało się go jeszcze zobaczyć 2 miłym Paniom, które wpadły w odwiedziny do ogrodu na dzień przed jego runięciem ... eeeeeee, szkoda ;-(


 


tak bajecznie było w lipcu ...
 

 
 
teraz już tak ... nie ma ... płasko ...
 
 
 
 
 
 
Cały tunel w postaci kupki połamantch badylków, wszystkie te fasole i groszki pachnące na taczce w drodze na kompostownik. Dynie na szczęście dalej wiszą na palikach tu i tam  ...
 
 
 


Strasznie mi brakuje tej struktury w ogrodzie, bez niej wydaje mi się totalnie łysy. Andrew nawet próbował ratować sytuację mówiąc - o! to nawet lepiej teraz tak wygląda ......   LEPIEJ!!! nie wydaje mi się ;-(  Ogród ogolony na łyso, i tyle. Wiosną robimy nowy. Koniec kropka.



 


******


 

Ale pomidory są ... i to wszędzie - troche jeszcze w szklarni, na zagonach i głównie w donicach na zewnątrz. Pomidorki w donicach udały się szczególnie dobrze - odmiany jawnie muszą być odporne na zarazę, gdyż zaupełnie niczym w tym roku nie były pryskane - jedynie podlewane rozcieńczoną gnojówką z pokrzywy, a potem obornika i na końcu z żywokostu. W donicy rozmaityści powyżej ;-) rośnie odmiana MiniBoy z firmy Volmary -  produkuje baaaardzo dużo owoców, z których regularnie co kilka dni robimy mój ukochany sos pomidorowy do wszystkiego - przepis zamiściłam TUTAJ. Polecam!





Tak, w kuchni bezsprzecznie królują pomidory i bakłażany oraz wszelka aromatyczna zielenina z ogrodu ziołowego, mamy nadzieję, że wkrótce dojrzeją wreszcie papryki słodkie oraz papryczki chilli. Zwariowaliśmy na punkcie przyrządzania własnej pizzy na super cienkim cieście z powyższym sosem i serem mozzarellą - takie to łatwe i co najważniejsze dzieciaki to uwielbiają, a latem zazwyczaj mamy tu u siebie sporo kolegów i koleżanek Alberta - i są to oczywiście tak jak sam Albert totalnie niejadki, ale pizza jest ekstra!

Zbiory przedwczesne porażonych zarazą pomidorów ze szklarni - dojrzały w szufladach z bielizną haha.
Fot. Maszka tu, Maszka tam.

Pomidory różnej maści ;-) czekaja na zapiekanie - będzie z nich sos do pizzy.

Szalotki drobno posiekane idą do dressingów (szczególnie japońskich), sosów i sałatek - pycha.
 


 
 
Tak więc zielone pomidory (bo przecież czasami trzeba je zerwać zanim dojrzeją) można schować pomiędzy reformami ;-)  w szufladzie albo można też przerobić je na naprawdę pyszny chutney. Oto przepis:
 
CHUTNEY  Z ZIELONYCH POMIDORÓW
 
 
SKŁADNIKI:

2,5 kg zielonych pomidorów
500 gr cebuli lub szalotki
1 łyżka soli
500 gr rodzynek sułtańskich
500 gr jabłek
500 gr cukru trzcinowego
1 litr octu  z czerwonego wina
1 łyżeczka zmielonego imbiru
1 łyżeczka zmielonego ziela angielskiego
1 łyżeczka zmielonych goździków
Opcjonalne dodaki: musztarda gruboziarnista, gorczyca,  papryczka chili (świeża lub suszona).
 
 
WYKONANIE:

1.Kroimy pomidory w kosteczkę lub plasterki (można zdjąć skórkę według własnego uznania) i drobno siekamy cebulkę (lub szalotkę). Układamy w dużej misce warstwami, solimy i pozostawiamy na noc.
2. Następnego dnia ... siekamy drobno rodzynki oraz jabłka (muszą być bez skórki i pestek). Do rondla wlewamy ocet i wsypujemy cukier – zawartość rondla należy dokładnie wymieszać i zagotować. Dodajemy rodzynki, jabłka i przyprawy, gotujemy na wolnym ogniu przez 10 minut. Wyciskamy przygotowaną mieszankę pomidorów oraz cebuli w cedzaku i pozostawiamy tak na 5 min (ale nie płuczemy!) i dodajemy do rondla.  Wrzucamy do rondla także opcjonalne dodatki.
3. Gotujemy wszystko przez około 1 godz. bez przykrywki, od czasu do czasu mieszając. W zależności od zawartości płynu w pomidorach, gotowanie może być dłuższe. Wszystko w rondlu powinno stać się gęstą papką. Przekładamy do przygotowanych słoiczków i gotowe.

 
Wprawdzie my tej jesieni nie zrobiliśmy jeszcze żadnych chutney'ów, ale jak widać po zebranych składnikach za chwilkę się za to zabieramy ...
 



 
Do bardziej tradycyjnego obiadu podajemy nadal własne ziemniaki i fasolkę szparagową z dodatkiem całych pędów młodego koperku, który rośnie po prostu wszędzie - pycha. Fasola tyczna obrobiona i pomrożona - Anglicy umrą bez niej, trzymam ją na przyjazd teściowej June w grudniu - to jej ulubione warzywo ;-)

 
 
 
 
Od kilku dni nad naszymi głowami przelatują głośno klucze gęsi - ta myśl pognała mnie do zorganizowania zamówień roślin cebulkowych kwitnących wiosną czyli tulipanów, narcyzów itd.  - jak na mnie to bardzo wcześnie, gdyż zawyczaj sadzę je dopiero w listopadzie, ale na starość człowiek robi się jakiś taki - bardziej pedantyczny hehe 
 
No i praca, praca, praca ... projektów dużo, a więc i w naszym kraju powstanie coraz więcej ogrodów ekologicznych i naturalistycznych (z których wybrane obiecuję pokazać Wam już niedługo ;-) ... i dużo pisania, a więc moje pomysły docierają do wielu rodaków - widzieliście może październikowy Poradnik Domowy? Znajdziecie tam znajomą buzię ... czytajcie: Ogrodniczko, jesień już
 
 


 
 
 
******
 
 

 
Na koniec jeszcze kilka fotek z wrześniowego ogrodu ... błogi ;-)
 









 
Wszsystkie donice nadal podlewam rozcieńczoną gnojówką z żywokostu i obornika ... lubią to ;-)
 
 

 


 
A! I jeszcze ten głóg śliwolistny Crataegus prunifolia - sadziliśmy go rok temu (pisałam o tym) i jestem w nim po uszy zakochana. Po prostu cudne drzewko - wiosną obsypane białymi kwiatkami teraz, na jesień przebarwia się nieziemsko pięknie ... no i ma owocki. Polecam!!! Jeśli coś takiego znajdziecie, to posadźcie sobie w ogródku ;-) zobaczcie:




 
 
Idę spać. Jest ciemno, a ja siedzę z laptopem w ogrodzie i już właściwie nie widzę nawet klawiatury. Pozdrawiam wszystkich i życzę pięknego września ;-) 
 
PS. Przepraszam za tak kiepskie odpisywanie na kometarze, ale trudno jest mi się ostatnio wyrobić ...