Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogrody Warzywne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogrody Warzywne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 stycznia 2017

Żywokost rosyjski - zastosowanie, uprawa i sprzedaż sadzonek.






Każdej wiosny w szkółce roślinnej na terenie naszego ogrodu na Kaszubach prowadzimy sprzedaż sadzonek żywokostu rosyjskiego. Sadzonki pobierane są z naszego własnego poletka i są przez nas dzielone. W kwietniu sadzonki są ukorzenione i gotowe do sprzedaży wysyłkowej lub odbioru osobistego. Koszt 1 sadzonki to 15zł, a wielkość widoczna jest na zdjęciu poniżej. Ilość jest ograniczona. Zainteresowane osoby proszę o kontakt w celu rezerwacji sadzonek na adres biuro@angielskieogrody.com (w temacie proszę wpisać "żywokost").


Sadzonki żywokostu rosyjskiego są do nabycia w naszej 
ogrodowej szkółce (sprzedaż wysyłkowa). 

Prosimy składać zamówienia na adres mailowy:biuro@angielskieogrody.com 

Wysyłka marzec/kwiecień 
Cena 15 zł/sadzonka
ilość sadzonek jest ograniczona





A czemu polecamy żywokost rosyjski? 

Polecamy go, ponieważ jest najlepszym naturalnym (ekologicznym) źródłem potasu  dla naszych roślin. Można go bezpiecznie stosować do nawożenia roślin ozdobnych oraz jadalnych - szczególnie wartościowy jest przy uprawie pomidorów, papryk, i bakłażanów. Obok pokrzywy jest jednym najlepszych materiałów na tzw. gnojówki, można dodawać go do kompostu lub robić nawóz skoncentrowany (wszystkie sposoby opisuję poniżej). 

Szczególnie cennym źródłem potasu (ponad 2 - 3 razy więcej niż w oborniku bydlęcym) jest gnojówka z żywokostu rosyjskiego (ogrodowego)  Symphytum x uplandicum. Jest to roślina wieloletnia o bardzo mocnym wzroście - produkuje więcej liści niż kwiatów i ma zdolność prawie nieograniczonego przyrostu w ciągu sezonu, dzięki czemu można ją ścinać wiele razy od wiosny do jesieni. Te cechy właśnie różnią ją od żywokostu lekarskiego.  


Jaka jest różnica pomiędzy gnojówką z pokrzywy a gnojówką z żywokostu?

Różnica jest zasadnicza - odmienny skład chemiczny, a co za tym idzie całkiem odmienne zastosowanie.  W pokrzywie jest bardzo dużo naturalnego azotu, a w żywokoście - potasu. I to jest właśnie najważniejsza rzecz jeśli chodzi o te dwa nawozy -  w związku z tym używamy ich o różnych porach roku, gdy rośliny są w różnych stadiach wzrostu.


Kiedy używać żywokostu?


Na początku sezonu wzrostu, gdy zależy nam na zdrowym i silnym przyroście części zielonych roślin (pędy, liście) stosujemy nawozy o większej zawartości azotu czyli sięgamy po pokrzywę. Robimy z niej gnojówkę, która już po niespełna tygodniu jest gotowa do użytku. Takim pełnym azotu nawozem płynnym (rozcieńczonym w miarę potrzeby) podlewamy sadzonki w szklarni lub inspekcie, a także zieleniejące byliny na zagonach do czasu, gdy pojawią się na nich pierwsze kwiaty ... wtedy dostarczanie roślinom azotu spowoduje nadmierne przyrosty zielone zamiast kwiatów i owoców - tak więc gnojówki z pokrzywy zastępujemy żywokostem.W celu wspomożenia wzrostu i rozwoju kwiatów oraz owoców (czy nasion) musimy dostarczyć roślinom potasu.





W naszym ogrodzie wszystko uprawiane jest bez chemii i tylko dzięki odpowiedniemu nawożeniu środkami ekologicznymi  (i oczywiście dzięki innym dobrym praktykom ogrodniczym) osiągamy tak piękne, pyszne i zdrowe plony. 





Jak uprawiać żywokost rosyjski w ogrodzie? 

Żywokost rosyjski charakteryzuje duży i szybki przyrost, ale rośliny tworzą rozety i nie wędrują po rabacie - a więc nie ma problemu z inwazyjnością. Często ścinane rośliny nie mają szansy zakwitnąć, a więc roślina nie rozsiewa się. Jednak w związku z dużą masą liści żywokost rosyjski nie lubi mieć zbyt sucho i gorąco - najlepiej jest stworzyć mu rabatkę w miejscu lekko zacienionym, zacisznym i na glebie lekko wilgotnej. Koniecznie rabatę z żywokostem rosyjskim trzeba ściółkować - to zapobiega utracie wilgoci podczas gorących dni oraz niechcianym chwastom. Nasza rabata żywokostowa znajduje się obok kompostowników (dla wygody) i jest wyściółkowana grubą warstwą ścinków koszonej trawy, dzięki czemu nigdy nie musieliśmy jej podlewać.



Przycięty żywokost rosyjski na wyściółkowanej rabacie. 



Do jakich roślin stosować żywokost?

Do wszystkich, które mają nas cieszyć kwiatami, owocami lub nasionami. Rośliny liściaste użytkowe (np. kapusta, sałata czy rukola) lub ozdobne z liści (np. paprotka) chętniej skorzystają z azotu. 

Nawozy z żywokostu rosyjskiego stosujemy zarówno przy uprawach w gruncie oraz na rabatach podwyższonych, jak i do roślin rosnących w donicach lub skrzyniach.







*******************






Jak zrobić gnojówkę z żywokostu rosyjskiego?

Żywokost rosyjski (tak jak i pokrzywa czy obornik zwierzęcy) świetnie nadaje się do robienia gnojówki. Za pomocą sekatora lub nożyc ogrodowych tniemy liście  nad samą ziemią i wkładamy je do worka, który zawieszamy w dużej beczce z wodą (u nas z deszczówką i beczka umiejscowiona jest w umiarkowanie nasłonecznionym miejscu) na 5 - 7 dni. Po tym czasie super śmierdzący lecz cenny płyn - nawóz o dużej zawartości potasu - jest gotowy .

Na zdjęciu powyżej widać jak wygląda nasza beczka. Do połowy czerwca 'topimy' w niej pędy pokrzywy, potem tylko żywokost i obornik, który tworzy coś w stylu 'gnojówki uniwersalnej'. Do podlewania rozcieńczamy gnojówkę z wodą tak, aby miała kolor herbaty - zazwyczaj wychodzi to w proporcjach 1 do 10. 




***************






Liści żywokostu rosyjskiego można również dodawać do pryzmy kompostowej - nie tylko wzbogacą ją o cenny potas, ale są też świetnym aktywatorem dla procesów rozkładu  ...




...  my każdego roku wykonujemy z żywokostu rosyjskiego także skoncentrowaną gnojówkę:






Liście ścinamy nad ziemią i upychamy je gęsto w baniaku do robienia wina :-) nie dodajemy ani kropli wody, tylko w podstawie baniaka robimy maleńki otworek i szczelnie zakręcamy go od góry. Baniaczek umieszczamy w ciepłym, lekko nasłonecznionym miejscu. Po kilku dniach z wywierconego w podstawie otworu zacznie kapać bardzo ciemny płyn -  to jest właśnie ta skoncentrowana gnojówka. Płyn przelewamy do butelek i rozcieńczamy z wodą w celu podlewania. 

UWAGA! Przy pracy z żywokostem rosyjskim warto ubierać rękawiczki ochronne, ponieważ liście są szorstkie i można się nimi podrapać. Natomiast sama gnojówka jest śmierdząca :-) i pozostawia plamy na jasnych tkaninach. 





Pomidorki uprawiane na naszej gnojówce z żywokostu rosyjskiego smakowały także Mai :-) 





wtorek, 12 maja 2015

Kolorowe wiosenne donice - moja duma i radość ...

Na dobry początek zapraszam serdecznie na nasz Wiosenny Kiermasz Sadzonek, który odbędzie się w niedzielę 24-go maja. Z powodu rekordowo chłodnej wiosny musieliśmy wydarzenie to 'popchnąć' o tydzień do przodu - mamy nadzieję, że pod koniec miesiąca nie będzie już żadnych niespodzianek i wszystko pójdzie pomyślnie ;-) ... chociaż prognozy są nadal szokujące.


   


Szykujemy dla Was naprawdę fajną imprezę połączoną z wykładami i oczywiście pysznym jedzeniem. Gotować dla nas będzie sezonowe przysmaki ekologiczna kuchnia Oficyna z Gdyni. Więcej szczegółów na temat imprezy znajdziecie TUTAJ. Zapraszamy ;-)  






W naszym ogrodzie nareszcie cieszymy się wiosną.  Donice wyglądające jeszcze kilka tygodni temu całkiem skromnie, teraz są przepełnione kolorową roślinnością - rozstawione w okolicy wejścia do domu i po ogrodzie dają nam teraz tyle radości - dodatkowo przepysznie pachną kwitnące w nich narcyzy odm. 'Geranium' i 'Scarlet Gem'. 





Pomiędzy narcyzami tulipany, szafirki i oczywiście bratki ... trochę organizacji jesienią naprawdę się opłaca ... gdy w ogrodzie dopiero zaczyna się zielenić, w donicach jest już szał. Polecam! 





Nasz ogród tej wiosny celebruje już 3 latka ;-) ku naszej radości zaczyna się już w nim dziać dużo rzeczy od nas niezależnych - w żwirze rozsiewają się same wieczorniki damskie, malwy i niezapominajki - a natura jest naprawdę najlepszą projektantką - tam gdzie nasiona zaniesie wiatr i gdzie wykiełkują - wyglądają najurokliwiej.  Nie warto mieć wszystkiego pod linijkę ... czasami swoboda i luz są o wiele bardziej relaksujące - i co z tego, jeśli tu i tam rośnie jakiś chwast :-)



Posadzone w doniczkach bratki w tym roku na pewno rozsieją się same. Nasiona w żwirze kiełkują naprawdę świetnie - tak więc następnej wiosny będę miała pod oknem domku ogrodnika kolorowy dywan.


Obiecuję, że w następnym poście zaserwuję Wam więcej porad praktycznych. Póki co tradycyjnie już przekazuje Wam njusy przestarzałe, z braku czasu nie podaję informacji na bieżąco i powracam jeszcze do kwietnia ...  dużo się działo, bardzo wiele wyjazdów na realizacje ogrodów, próby regularnego zasiadania do pisania mojej książki i dużo, dużo pracy w szklarni  ...  nie wspominam już nawet o robotach ziemnych z okazji naszego tunelu foliowego (ma przybyć w ten piątek jupii!!!). Na szczęście koparki, rury, elektrycy i wywrotki z tłuczniem już za nami ;-)  A miłym akcentem było to, że w Empiku ukazało się nowe czasopismo - kwartalnik Vita Rustica, w którym są moje teksty na tematy ogrodnicze oczywiście - pięknie wydany magazyn dla miłośników życia za miastem, warto poczytać.

                 
                             



No i nie może się obejść bez wspomnień z kwietniowych warsztatów. Chyba nigdy nie zapomnę jak było zimno hehe ale zapał uczestniczek był tak niesamowity, że z tego ich żaru pasji i ciekawości - zrzuciłam kurtkę i szalik ;-) 







Jak to bywa wiosną w ogrodzie - dużo było o siewach na wszelakie sposoby, o przygotowaniu gleby oraz jej zasobności, wiele też o ekologicznych nawozach. Kolejne warsztaty odbędą się 23-go maja, ale zajmiemy się już innymi zadaniami ... i miejmy nadzieję wśród lepszej aury.  



Andrew pokazuje jak łatwo jest zrobić samemu nawóz płynny z obornika.






Warzywnik z dnia na dzień zmienia się nie do poznania. Nie nadążam z robieniem zdjęć! Oto widoczki sprzed kilku dni ... ale już totalnie nieaktualne ;-) 






W lesie kolorowo. Młode liście na dereniach białych wyglądają bosko - szczególnie w delikatnym, wiosennym świetle ... kwitną jeszcze śliwy wiśniowe i za chwilkę oprószą się kwiatkami świdośliwy, a za nimi w kolejce już stoją jabłonki rajskie - żyć i nie umierać!






*****





Tak, tak - o lakach pachnących pisałam już tysiąc razy i jeszcze tysiąc razy napiszę - bo je uwielbiam i chciałabym zainfekować Was wszystkich miłością do tych kwiatów.  Nie wiem jak to jest, jeśli uprawia się je jako roślinę jednoroczna - myślę, że jeśli miałyby konkurować latem na rabatach z pięknościami takimi jak dalie, piwonie czy lilie ... to może nie skradłyby mi serca aż tak bardzo. Ale uprawiając je jako roślina dwuletnia cieszę się nimi teraz, gdy dookoła mało tak ślicznych i tak mocno pachnących kwiatów - o! a nie wspominam już o zapotrzebowaniu na wczesne miododajne rośliny dla wygłodniałych wiosna pszczół i trzmieli ;-)  







Zaczęło się to bardzo dawno temu w pewnym ogrodzie w Kent. Byłam tam dopiero od kilku tygodni i niewiele w ogóle wiedziałam. Chodziłam krok w krok za moją główna ogrodniczką Sue, która żywo gestykulując i ze wspaniałym południowo-afrykańskim akcentem uczyła mnie tylu ciekawych rzeczy ...  któregoś dnia zaczęła gorączkowo wymachiwać rękoma i krzyczeć KASZA! WE NEED WALLFLOWERS!!!  co??? Wallflowers to po angielsku właśnie laki wonne czy pachnące i totalna podstawa każdego szanującego się ogrodu w kwietniu oraz maju. No ale skąd się biorą? Ano w Anglii jesienią można kupić je dosłownie wszędzie - łącznie z supermarketami - w wiązkach po 10 jak jakiś chrust i posadzić sobie na rabacie lub donicy. Tak też zrobiłyśmy tej jesieni z Sue ... ale mi z głowy te laki wyjść nie chciały. 

Każdego roku uprawiałam własne i po przyjeździe do Polski zaczęłam eksperymentować z nimi w naszym klimacie. Teraz już wiem, że w ogóle się nie przejmują bardzo mroźnymi temperaturami (nawet do minus 20-kilka stopni), ale nie lubią zalegającego na liściach śniegu. Tak więc wysiewam w czerwcu na zagonach ich rozsadę i we wrześniu przesadzam do doniczek wielkości P9 lub P11. Stoją sobie w zacisznym miejscu i rosną aż do pierwszych porządnych śniegów - wtedy chowam je do nieogrzewanej szklarni - nie boja się mrozów, ale nie lubią tego ciężkiego i blokującego światło śniegu - i wiosną jak tylko ziemia się rozmrozi sadzę na rabatach lub do donic z powoli rosnącymi już narcyzami. Ot taki prosty przepis na kolorowa wiosnę. 






Już za chwilkę rozkwitną wszystkie laki (obie odmiany 'Vulcan' oraz 'Fire King') i tulipany. Będzie super - obiecuje fotki. Sama nie mogę się już doczekać ;-)

A w tych lakach poniżej, dla zmyłki mieszkają póki co śliczne tabliczki ceramiczne autorstwa mojej Joli Piekarz. Strasznie mi się podobają jej wyroby i zawsze z wizyty w Warszawie wracam załadowana przeróżnymi cudeńkami. Teraz w sklepie NaOgrodowej.pl te wszystkie tabliczki mają - 15%   ;-)  






Życzę wszystkim prawdziwie majowego tygodnia i nie zapominajcie o kiermaszu, przyjdźcie i cieszcie się naszym ogrodem,  wiosną i towarzystwem innych zielonych maniaków razem z nami! 




środa, 9 kwietnia 2014

Prace nad 'zapleczem ogrodnika', jak zimowały KARCZOCHY i nasiona do oddania.

Troszkę popadało i ogród świeżo oddycha. Uświadamiam sobie, że właśnie rozpoczęła się napiękniejsza pora roku i muszę z niej korzystać. Na rabacie dosłownie w przeciągu kilku godzin pojawiły się małe siewki szałwi powabnej i urosły jak na drożdzach maleńkie ostróżeczki - coś mi się wydaje, że w przyszłym roku w ogóle nie będe robić rozsad z tych kwiatów, skoro i tak same rosną. Podoba mi się to. Coraz to więcej kwiatów mnoży się bez proszenia - za kilka lat chyba otworzę hurtownię czosnków ozdobnych ;-) Wysianych kilka tygodni temu warzywek też już nie trzeba szukać z lupą ...
 
 


Do szklarni chodzę kilka razy dziennie. Nawet jeśli calutki dzień muszę spędzić nad projektem lub w terenie, to zawsze sprawdzam rano i wieczorem czy aby wszystko jest ok. Zaniedbanie siewek w tak krytycznym momencie mogłoby być totalną masakrą dla ogrodu. Nie ma mowy, żebyśmy w kwietniu lub maju wyjechali nawet na kilka dni - maluchy w szklarni są zbyt ważne. 
 
Jednej nocy mieliśmy stracha, ponieważ wyłączona została jadna faza prądu - oczywiście ta, dzięki której działa nasza szklarniowa dmuchawa ciepła i podgrzewana mata. Przykryliśmy wszystko włókniną, ale temperatura nad ranem spadła do zera. Taki nagły spadek temperatury raczej nie zaszkodzi warzywom oraz kwiatom odpowiednim do wczesnego siewu - ale z pomidorami może być różnie. Są one strasznie wrażliwe na dosłownie wszystko co się z nimi teraz dzieje - wystarczy raz je przechłodzić lub przesuszyć, a można spowodować zahamowanie wzrostu całej rośliny lub trwałe uszkodzenie stożka wzrostu głównego pędu, które będzie widoczne za kilka tygodni ...  i nawet można spowodować deformację owoców.
 
Hmmm ... na wszelki wypadek naprawiliśmy stary agregat i mamy nadzieję, że pomidorom tamtej nocy nic się nie stało.



Szklarnię ogrzewamy taką prostą dmuchawą, która służy nam już wiele lat. Gdy jest chłodno nagrzewa powietrze, a latem podczas upałów działa jako wentylator - zapobiega to chorobom grzybowym u pomidorów.



Dla tych siewek są to ostatnie chwile spędzone w szklarni. Na dniach wystawię je do nieogrzewanego inspektu, ponieważ muszę zrobić miejsce tackom z rozsadami wysiewanymi na początku kwietnia. Tylko pomidory, papryki, bakłażany, dalie i dopero co kiełkujące siewki pozostaną w szklarni - ostróżeczki, ośmiały, aminki, szałwie powabne, werbeny patagońskie oraz byliny wysiane na początku marca (kocimiętka, ostrogowiec czerwony i ostróżka) mogą już spokojnie zamieszkać pod szkłem, ale w chłodniejszych warunkach.





Z obu stron szklarni są już inspekty. Ten widoczny na powyższym zdjęciu jest jeszcze niedokończony - czekamy na okna od stolarza i póki co okrywamy jego zawartość białą agrowłókniną, którą podczas ciepłych dni ściągamy na bok. Inspekt za szklarnią jest dla roślin lubiących lekkie lub całkowite zacienienie (póki co to zwykły namiocik z Lidla za 100zł) - obecnie zapchany jest naparstnicami, które czekają na wysadzenie do ogrodu leśnego oraz tu i ówdzie w tłuczniu wokół domu (gdzie rosną już wieczorniki damskie i samosiejki bratków oraz niezapominajek).
 
Na szklarni jest zielona siatka, którą blokujemy mocne promienie słoneczne podczas dnia. Wieczorem ją odsłaniamy. Będzie naprawdę potrzebna latem, aby chronić pomidory przed upalnym słońcem. Wolę taką siatkę niż białą farbę fuj ... ale marzę o zrobieniu sobie zwykłych bambusowych rolet ... albo i kupieniu jak będzie czas pojechać do sklepu.





Groszek pachnącu już ukrócony do 4 listków i ładnie się rozkrzewia (zagęszcza). Od kilku dni wraz z kilkoma warzywami (cebulą, selerem, sałatą i fasolą) mieszka w inspekcie, ale przy takiej pogodzie myślę, że wysadzę go na rabaty wzdłuż tunelu za jakiś tydzień. Groszek pachnący nie boi się chłodu i przymrozków - ważne jest jednak aby go zahartować i nigdy nie sadzić wprost do ogrodu z ciepłej szklarni. To samo tyczy się wszystkich innych roślin ... również tych kupowanych w marketach ;-)



 
 
Posadziłam już do doniczek wszystkie dalie, niech sobie podrosną zanim wysadzę je do ogrodu - zawsze kilka tygodni kwitnienia do przodu ;-) W tym roku powinnam mieć ich sporo, ponieważ poza zeszłorocznymi karpami (miałam ich aż 3 wielkie worasy ;-)) zaopatrzyłam się w SKLEPIE NaOgrodowej w kilka bardzo ładnych odmian ... między innymi 'Arabian Night', 'Black Springer', 'Lover Boy' i czekoladową 'Black Touch'. Zapraszam - jeśli jeszcze nie kupiliście dalii to robi się późno!
 
 
 
 
 
*******



 
Poza wiosennymi pracami w ogrodzie oraz lesie zajmujemy się nadal przygotowaniem do naszych tegorocznych warsztatów, z których pierwsze odbędą się już 31go maja. Odzyskaliśmy (z rąk śmietniska pobudowlanego ;-) dosyć dużą część ogrodu za warzywnikiem i jesienią zeszłego roku postawiliśmy tu wiatę z 'pokoikiem ogrodnika' oraz szklarenkę. Potem ułożyliśmy 'kocie łby' pod wiatą, wyprofilowaliśmy cały teren i umocniliśmy go kamieniami polnymi, Andrew zbudował inspekt ze starych cegieł pochodzących z poniemieckiej cegielni w Lęborku ....


 
... potem ścieżkę z kamieni polnych prowadzącą z warzywnika do wiaty ...
  

 
 
... i zaczął prace nad umacnianiem niewielkich skarpek za szklarnią za pomocą prostych, plecionych płotków. Wyznajemy zasadę, że to co jest pod ręką, to zawsze najlepiej pasuje do naszego ogrodu. Stosujemy więc kamienie, które są na polach, drewno, którego jest sporo w lesie i na przykład gałęzie brzozowe, które zostały pościnane przez pracowników zakładu energetycznego gdzieś tam na tyłach naszej działki. Nie jesteśmy radykałami, ale jak można - to staramy się zaoszczędzić i żyć ze spokojnym sumieniem jeśli chodzi o ekologię.
 
Jeśli tylko deszcze nam na to pozwolą, to jak najszybciej musimy dokończyć tą część ogrodu - jeszcze trzeba zbudować ładną platformę/wejście do szklarni, dosadzić niski żywołot z bukszpanu, dorobić trochę płotków, posadzić roślinność, zrobić ogródek ziołowy, ustawić ławeczkę i ślicznie obsadzone donice ... a i wszędzie rzucić tłuczeń - ufff.  A potem .... a potem schody do leśnego ogrodu (z ziołowego ogrodu) i całą tamtą część - ale wydaje mi się, że to zostawimy już na lato/jesień. Nawet nie wiecie jak długo zastanawiamy się nad każdym krokiem przy wykonaniu naszego ogrodu - jak na projektantów ogrodu, to baaaaaardzo słabo ;-)))
 


Hmmmm ... ale włochaty płotek ... czy można go zjeść?
 
 
**********


Las za warzywnikiem to śliczne, kolorowe tło. Tam tworzymy ogród leśny - pomiędzy brzozami, bukami i dębami dosadziliśmy kilka świdośliw, dosyć już podrośniety głóg śliwolistny, derenie i przebiśniegi, a na obrzeżach kilka jabłonek rajskich odm. 'Golden Hornet', śliwę wiśniową odm. 'Pissardii' i jeszcze więcej dereni ;-)))

Ogródek ziołowy, które dotychczas znajdował się w warzywniku (na zdjęciu w samym środku, na pierwszym planie) w tym roku zostanie wyeksmitowany na nowe (docelowe już) miejsce - zioła będą rosły w tłuczniu (taki ogródek żwirowy) w okolicy szklarni. A te modrzewiowe dechy widoczne na pierwszym planie zdjęcia, to zaczątki rabat wzniesionych, które zaczniemy budować w przyszłym tygodniu ...


 
 

No i z wielką przyjemnością ogłaszam, że KARCZOCHY i KARDY  spokojnie przetrwały zimę. Jupii! Na początku myślałam, że nic z tego nie będzie, bo po odsłonięciu słomy karczochów całkiem nie było widać.

Zeszłoroczne kardy na początku kwietnia - wygladają ślicznie.



 
Kardy wyglądały o wiele lepiej, gdyż pod słomą nadal widać było ich pożółkłe pędy i liście ... ale karczochów zero. Andrew jednak dodłubał się jakiegoś oczka na pędzie pod powierzchnią gleby i powiedział, że będzie ok. Faktycznie w przeciągu ostaniego tygodnia wypuściły sporo nowych liści. Biedaki jeszcze musiały przeżyć przesadzenie do innej części warzywnika ... twarde sztuki! Oto one:
 
 
Przezimowane karczochy na początku marca - tylko kilka wyglądało na żywe ;-(
 

... w kwietniu okazało się, że wszystki świetnie przetrwały mrozy pod grubą warstwą słomy.
 
 
 
 
Andrew pościągał agrowłókninę z warzyw posianych kilka tygodni temu (pisałam o nich w poprzednim poście). Wszystko ładnie kiełkuje. Pod spodem widać czosnek (kilka odmian) sadzony jesienią zeszłego roku. Przezimował naprawdę dobrze i pewno podczas zimowych chłodów zawiązał świetne buwy - Andrew twierdzi, że od czerwca będziemy go już zbierać ... mniammmmm
 


Nasiona pierwszych marcowych siewów (marchew, pasternak, pietruszka) oraz międzyplony (sałaty) już kiełkują ...



Doczekałam się kolejnej rabaty ... miałam dużo pomysłów, ale chyba zrobię tu po prostu normalną rabatę bylinową.

W ogrodzie leśnym póki co powstał szałasik dla Albercika ...

... a pod wiatą jest dobre miejsce na odpoczynek i zabawę (tutaj też jeszcze tyyyle pracy).

 
********
 

Jeśli macie ochotę poczytać jeszcze troszkę o kwietniowym ogrodzie, to zapraszam do mojej rubryki na strony miesięcznika Zieleń to Życie.


 
 

 
 
 
 
A ja wracam do projektów - za oknem tak kiepska pogoda,  że mogę z czystym sumieniem siedzieć przy biurku. Na rozgrzewkę wyskoczę do mojego ukochanego 'pokoju ogrodnika' na troszkę pikowania i wysiewy - dziś idą 'pod nóż' kosmosy i cynie ... i to już właściwie będzie koniec rozsad na kwiecień i prace przeniosą się do ogrodu (w maju/czerwcu będę siała byliny i kwiaty dwuletnie). Na dniach wysadzę groszek pachnący ... a w sobotę wielkie zakupy na Targach Ogrodniczych w Lubaniu. Przyznam Wam się, że to moje ulubione targi - są o dobrej porze roku i nie próbują być niczym innym niż po prostu masową sprzedażą duuuużej ilości roślin na wielkim polu. Jadę tam po zioła do ogrodu ziołowego (zawsze jest duży wybór), rośliny do donic i cokolwiek innego wpadnie mi w oko ... a potem piwko w plastikowym kubku i kaszebska kiełbaska ;-))))
 
Pozdrawiam serdecznie!!!!
 
 
 
 
PS. Drodzy warzywkowicze - do odbioru zestawów nasionek proponowanych w ramach Zielonego Kącika Badawczego 2014 nie zgłosiły się jeszcze 3 osoby, które zapisały się na Zestawy 3 oraz 4. Tak więc zestawy te są do oddania. Jeśli ktoś z Was ma ochotę się pobawić w eksperymenty warzywkowe (zobaczcie o co chodzi TUTAJ) to proszę napisać o tym w komentarzu (kto pierwszy, ten lepszy) - napiszcie koniecznie który numer zestawu chcecie i podajcie swojego maila ;-) oto zestawy:
 
 
Zestaw trzeci (angielskie eko nasiona) - do oddania 2 zestawy:
 
- Groszek Sugar Pea Norli, strąki jemy w całości, jeszcze zanim urosną nasiona – już wtedy jest słodki i pyszny
- Buraczki 'Barabietola di Chioggia', buraki ćwikłowe o ciekawym wybarwieniu
- Fenkuł czyli koper włoski odm. 'Romanesco', warzywo pyszne, ale mało znane jeszcze w naszych ogrodach
Zestaw 3
 
 
Zestaw czwarty (angielskie nasiona) - do oddania 1 zestaw:
 
- Brokuły szparagowe 'Purple Sprouting Early' , okazała, dekoracyjna roślina o jadalnych kwiatach
- Dynia niebieska 'Marina di Choggia', ciekawe wybarwienie i oryginalny smak
- Purpurowa marchew odm. 'Purple Haze', nietypowy kolor, ciekawe, czy smakuje jak normalna marchewka?

 
Zestaw 4