niedziela, 23 listopada 2014

Klub Pożądanego Nasionka 2014 - wymiana

Kochani zapraszam do wymiany nasion!  Klub Pożądanego Nasionka 2014 od dziś działa - może to rozweseli trochę nasze jesienne ogrodnicze serca gdy za oknem najbardziej szaro-bury miesiąc roku ;-)




Pomimo tego, iż pisałam w ostatnim mailu, że regulamin i zasady się nie zmieniają - to jednak się całkowicie zmieniają ;-) A wszystko za sprawą Klaudi K, która wspaniałomyślnie została wolontariuszką 'pakowaczką/rozsyłaczką' i dzięki niej nasza zabawa w wymianę nasion będzie jeszcze przyjemniejsza. Wszystko na temat zasad znajdziecie TUTAJ, a wymiana oczywiście tradycyjnie działa na forum Na Ogrodowej TUTAJ (nie w komentarzach ;-)


Oto moje nasionka (tu wersja ilustrowana ;-), na forum to wszystko też jest):

KWIATY:

- cynia wytworna

cynia wytworna z daliami i szałwią powabną



- szarłat purpurowy

szarłat w bukiecie z fioletową bazylią, daliami i werbeną patagońską



- Burplerum
- werbena patagońska



- tabaka leśna


tabaka leśna (Nicotiana sylvestris) jesienią



- szałwia powabna mix kolorów



- groszek pachnący mix kolorów






- dziewanna olimpijska

- drakiew (najprawdopodobniej kolor biały)




-wieczornik damski

wieczornik damski najpiękniej kwitnie na przełomie maja i czerwca



WARZYWA:

- jarmuż 'Nero di Toscana'



- brokuł szparagowy
- papryka pomidorowa (słodka)




- karczochy



-burak liściowy kolorowy 'Bright Lights'
- burak liściowy biały
- dynia 'Marina di Chioggia'
- wężymord


- fasola tyczna 'Lady Di'



- sałata mix baby leaves (młode listki)

ZIOŁA:

- lubczyk 
- czosnek szczypiorek




              Jeśli chciecie się wymieniać, to zapraszam TUTAJ ;-)



poniedziałek, 17 listopada 2014

Zapowiedź - Klub Pożądanego Nasionka 2014 i rośliny CIEPŁOLUBNE jesienią.



Klub Pożądanego Nasionka 2014


Serdecznie zapraszam wszystkich nowych i starych ;-) czytelników do wzięcia udziału w kolejnej edycji Klubu Pożądanego Nasionka. Zabawa polega na wymienianiu się zebranymi lub posiadanymi przez Was nasionami z innymi czytelnikami. Sprawa dosyć prosta i baaardzo przyjemna - dla wielu z nas to duża frajda. Nasionka należy teraz przejrzeć, policzyć, posortować, popakować i podpisać. Daję nam wszystkim na to czas do niedzieli 23-go listopda. W niedzielę podam na blogu jak będziemy się wymieniać - ogólnie dla biorących udział w zabawie z zeszłych lat nie będzie nic nowego ;-) Tak więc proszę Was bardzo zrobić porządek w nasionach i przygotować się do niedzieli ;-)


Ja też do tego czasu postaram się przebrnąć przez wszystkie moje nasiona i przygotować dla coś Was. Uprzedzam, że w tym roku mam baaaaaardzo dużo nasion wieczornika damskiego 'Alba' (czyli białego) - o którego zaletach na pewno będę pisała jeszcze w niedzielę. Poza tym w ogrodzie cisza, spokój. Podobno zima ma zawitać na Kaszuby dopiero w styczniu ... może prawda, może nie. Póki co Andrew sadzi w lesie przeróżne cebulkowe do naturalizacji, a ja bardzo powolutku pozbywam się wszystkich roślin jednorocznych z rabat i donic, gdzie później sadzę tulipany, narcyzy i szfirki na wiosnę. Więcej uwagi poświęcam teraz kolekcji moich ciepłolubnych roślin w doniczkach ...
  



Uwielbiam wszelkie gatunki pelargonii - szczególnie te botaniczne, dziwne i trochę inne od tych czerwonych, babcinych pelargonii tradycyjnych (te oczywiście też mam ;-) Nie wszystkie udaje mi się uprawiać z powodzeniem, gdyż nie poświęcam im zbyt dużo czasu w sezonie. Kiedyś miałam ogromną kolekcję pelargonii zapoczątkowaną podczas praktyk w ogrodzie u Księcia Karola w Highgrove - to tam nauczono mnie miłości do tych prostych lecz urzekających roślin. 

Podstawowa kolekcja pelargonii, które jednak w klimacie północnej europy nawet latem czują się lepiej w przewiewnej szklarni niż w ogrodzie.

Moja ulubiona pelargonia, jedna z niewielu pochodzących jeszcze z czasów Highgrove to pelargonia kutnerowata Pelargonium tomentosum - świetnie znosi lekkie zacienienie i roślnie horyzontalnie.



Teraz, po wielu przeprowadzkach i budowach moja kolekcja jest marna, ale powiększa się z każdym rokiem. Na jesień te pelargonie 'specjalnej troski' warto potraktować szczególnie dobrze, gdyż przez nieuwagę łatwo można je stracić. 


Pelargonie rozmnażam sama, dostaję od znajomych lub kupuję sadzonki tu czy tam - jak tylko wpadnę na coś ciekawego - wszystko jedno czy w Lidlu czy na wystawie w Londynie.  


Przeniosłam je wszystkie do szklarni i oczyściłam z martwych liści oraz zaschłych pędów - drzwi w szklarni podczas dnia otwieram gdyż mogą łatwo zgnić. Dokarmiam je delikatnie płynnym nawozem dla roślin kwitnących lub gnojówką z żywokostu ... to właśnie teraz naturalnie chcą kwitnąć - większość tych biedaków pochodzi z południowej półkuli gdzie teraz zaczyna się lato. Zawsze robi mi się szkoda tych roślin 'na wygnaniu' i robię co mogę, aby je pocieszyć. Teraz potrzebują ciepła, wody i nawozu. 





Niestety do ciepłolubnych muszę u siebie na Kaszubach zaliczyć także rozmaryn - jedno z moich naukochańszych ziół ;-( kupuję każdego roku wiosną małe sadzonki na targach w Lubaniu i sadzę w wielu miejscach ogrodu żwirowego (ziołowego). Korzystam z ich pysznych listków przy zapiekaniu warzyw i jagnięciny, ale na zimę całkowicie wycinam je w pień i suszę lub robię bardzo pyszne oleje ziołowe (klik). Niestety rozmaryny nie kwitną ... bo nie zdążą. Na poniższym zdjęciu jest akurat rozmaryn płożący, który jednak od września przepięknie kwitnie (dostałam go od firmy Volmary). Jego błękitne kwiatki są naprawdę bardzo ozdobne. Ten rozmaryn pozostawię na przyszły rok, ale muszę zabrać go w cieplejsze miejsce niż ogród.

Rozmaryn płożący (Rosmarinus officinalis 'Lavender carpet')


Nie mogę też żyć bez werbeny cytrynowej (Aloysia citrodora), która podobnie do innych moich ulubieńców pochodzi z Ameryki Połudnowej. Rośnie i świetnie zimuje w cieplejszych krajach europejskich - niestety w Polsce trzeba ją chronić przed mrozami. Ale opłaca się - jeden listek tego super aromatycznego zioła zalany wrzątkiem i relaks natychmiastowy ;-)

Werbena cytrynowa (Aloysia citrodora) w donicy.


W tym roku do tego smutnego orszaku ciepłolubnych roślin skazanych na polską zimę ;-) dołączyły agapanty, bez których nie wyobrażam sobie ogrodu latem. Rosną oczywiście w donicach, które wystawiam na zewnątrz w maju. Podobnie z drzewkiem eukaliptusa (kocham zapach jego liści!!! ) latem świetnie czuje się w donicy przy łąweczce, zimą jednak zamykam go w cieple. W domu mam kiepskie warunki, gdyż moje 'wiejskie' okienka i grube ściany skutecznie blokuja światło. Ogrodu zimowego jeszcze nie posiadamy, a więc będziemy eksperymentować ze szklarnią. Opowiem Wam później czy udało nam się te wszystkie cuda przezimować i jakim kosztem ;-) Podobno w czwratek temperatura ma spaść do zera - a więc zabieram się do roboty ;-)


Liczne skrętniki (Streptocarpus) zapewne powędrują na kuchenny parapet, gdyż nie potrzebują zbyt dużo słońca. Te ze zdjęcia rozmnażam i przesadzam każdego roku - w ten sposób posiadam tę właśnie białą odmianę już od ponad 10 lat!







środa, 29 października 2014

Jak się robi kompost?



Te jesienne poranki zwalają z nóg. O 7-mej rano zamiast biegać pomiędzy śniadaniem a wyciąganiem Alberta z łóżka ... biegam z aparatem, lub wystaję z nim do pasa za okno czy balkon. Nie chcę przegapić ani jednego promienia białego  październikowego słońca, które przecina zamgloną poranną atmosferę wiszącą ciężko nad ogrodem ... ani jednego opadającego złotego listka, ani jednego oszronionego pędu ...





Wygląda na to, że pod koniec października ogrodnicy dostają w prezencie jeszcze kilka pięknych dni. Oczywiście, każdy szanujący się ogrodnik leci na zagony ... i słusznie - też tam będę. Właśnie dla tego nie ma mnie przy komputerze, jesienny ogród jest bardzo wymagający ;-) ale jestem sprytna i przygotowałam dla Was coś już kilka dobrych tygodni temu. 

Tak ... krótkie spodenki i piękne słońce - to były ostatnie dni lata. Ale temat jest całkiem aktualny ;-)




W związku z tym, że teraz akurat w ogrodach ozdobnych i użytkowych oczyszczamy rabaty z roślin jednorocznych oraz obumarłych liści i pędów bylin - temat kompostownika jest na topie. I chociaż wiem, że pisałam o kompostowaniu już tysiące razy, to wiem również, że wiele osób jeszcze poczytałoby o tym chętnie. Podczas warsztatów zadawano nam dużo pytań na temat budowania pryzmy. Pamiętajcie, że najważniejsze jest aby nic zbytnio nie komplikować i myśleć logicznie ;-) 

Zrobiłam kilka zdjęć i poniżej piszę krok-po-kroku co i jak. Miłego czytania ;-) 


Andrew robi kompost tak:

1. Robimy zawsze tak zwany 'ciepły' kompost, który nadaje się do użytku w ogrodzie po pół czy jednym sezonie góra. Przez jakiś czas ukłądamy obok kompostownika wszystkie jego składniki* i dopiero jak już zbierze się ich sporo - ukłądamy pryzmę, do której już nie dorzucamy.


* składniki naszego kompostu to zazwyczaj:



- organiczne odpadki z kuchni poza mięsem i chlebem
- zielone odpadki z ogrodu (nie róże i ciemierniki, bo często są porażone chorobą grzybwą)
- obornik
- skoszona trawa
- kawałki papieru, tektura
- dodatki typu pokrzywa lub żywokost
- woda!!!




2. Kompostownik stoi wprost na glebie. Na dno pryzmy Andrew rzuca twardsze, suche lub niesuche pędy bylin dla drenażu (nie gałęzie drzew czy krzewów, bo one nadają się tylko do rąbaka czy na ognisko).

3. I zaczyna robić lasagne kompostową ;-) na tę warstwę daje warstwę odpadów z kuchni i ogrodu ...




... potem ścinki trawy i znowu odpaki organiczne z kuchni i ogrodu. Generalnie wszystko układa się warstwami. 




przy okazji jeszcze coś znalazło się w kuchni ...




Co jakiś czas pomiędzy warstwami dorzucamy obornika ...



UWAGA UWAGA UWAGA po każdej warstwie podlewamy!!! W pryźmie musi być wilgoć - inaczej nie ma szans na kompostowanie. Do pryzmy musi też być dostęp wilgoci z atmosfery, więc nie zakrywamy jej nigdy plastikiem!!!




Woda i powietrze to podstawa!




Często dodajemy do pryzmy 'polepszacze' typu liście i pędy pokrzywy lub żywokostu (więcej o żywokoście poniżej) czy obornik. Wszystko to potem jest super wartościowym tonikiem dla gleby i roślin.




O i jeszcze pozostałości po starej pryźmie - tam na samym dole były twarde, suche pędy 'drenażowe' które rozkładają się dłużej, a więc trafiają do środka nowej pryzmy po zebraniu kompostu ze 'starej' pryzmy (w której stoi Andrew):




Po ułożeniu i podlaniu pryzmy należy ją przykryć. Andrew tym razem użył wełnianego koca, który kupił w lumpeksie - ale świetnie do tego celu nadają się kawałki starej wykładziny lub kartony. Chodzi o to, że kompost musi być przykrytu aby się nagrzać (aby 'pracować'), musi mieć też dostęp powietrza i wilgoci - takie naturalne materiały sa najlepsze. Nigdy plastik. Pod plastikiem na zdjęciu widać obok leżą już pryzmy z gotowym kompostem i przekompostowanym obornikiem - chronimy je przed wpłukiwaniem przez deszcz.




************




A tutaj Andrew pokazuje, że chociaż po ułożeniu pryzma może być dosyć duża ... to po kilku tygodniach zrobi się jej bardzo mało ;-) a czemu? bo ... gdy mikroorganizmy zabiorą się do pracy i materiał zacznie się rozkładać, to jakiekolwiek przestrzenie wypełnione powietrzem pomiędzy odpadkami z ogrodu i kuchni znikną - wszystko się zbije w jedną masę, zapadnie, zawali ;-) Tlen jest przecież potrzebny mikroorganizmom do rozkładania tego wszystkiego. 




***********




A to jest właśnie nasze poletko żywokostu posadzone w czerwcu tego roku. Odmiana 'Bocking 14'  - zakupiona od Garden Organic TUTAJ. Z maleńkich sadzonek wyrosły takie wielkoludy - i właśnie o to w tej odmianie chodzi ( w porównaniu do żywokostu rosnącego na dziko) duży i szybki przyrost, ogromna zawartość potasu w stosunku do azotu i fosforu. Zobaczcie jakie wieeeelkie liście ...





Żywokost jest rośliną szybko rozrastającą się, więc warto poświęcić mu osobną rabatę. Nasza rabata żywokostowa znajduje się obok kompostowników (dla wygody) i jest wyściółkowana grubą warstwą ścinków trawy, dzięki czemu ani razu nie musieliśmy jej podlewać - chwasty też nie rosną ;-)  





Żywokost (tak jak i pokrzywa czy obornik) świetnie nadaje się do robienia gnojówki. Zbieramy liście  i wkładamy je do worka, który zawieszamy w dużej beczce z wodą (u nas z deszczówką).Otrzymany w ten sposób super śmierdzący lecz cenny płyn to nawóz o dużej zawartości potasu - jest używany w ogrodzie do podlewania (głównie szklarni) w momencie, gdy rośliny wytwarzają kwiatostany i owoce (np.pomidory) - podlewanie ich w tym stadium rozwoju pokrzywą czyli nawozem o dużej zawartości azotu nie jest już potrzebne (teraz nie dbamy już tak bardzo o części zielone rośliny). Tak wygląda nasza beczka. Do połowy czerwca 'topimy' w niej pędy pokrzywy, potem tylko żywokost i obornik, który tworzy coś w stylu 'gnojówki uniwersalnej'. 




I pamiętajcie - na pryzmę kompostową powinno się przeznaczyć najlepszy kawałek ogrodu ;-) ładnie nasłoneczniony i zaciszny. Powodzenia!

poniedziałek, 13 października 2014

Pomarańczowy październik i JARMUŻ na tostach.

Pomarańczowy ... ale nie dla tego, że na płotkach migocą jeszcze małe dynie 'Red Kuri', a w spiżarni stoją słoiki ze złotymi przetworami z moreli i śliwek ... ani też dla tego, że w warzywniku ścieżki nadal wyznaczają rzędy kwitnących nagietków - pomarańczowy, bo nasz dom otoczony jest naturalnym lasem liścistym, w którym dominują tradycyjnie brzozy, buki, dęby i leszczyny - wszystkie te drzewa teraz są złoto-pomarańczowe!
 
 


Lubię las, bo łączy mnie z ludzmi, którzy żyli, pacowali czy chociażby chodzili po tym kawałku Ziemi 100, 200 a nawet i 300 lat temu ...  łączy mnie z niezliczoną ilością zwierząt, ptaków i insektów go zamieszkujących - jest tłem mojego  ogrodu i  mojego obecnego życia. No i oczywiście jest przepiękny - teraz właśnie płonie jesiennymi odcieniami pomarańczy, złota i nawet lekkiego różu.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
W warzywniku grab w żywopłocie też zaczyna się przebarwiać, co naturalnie łączy ogród z otaczającym go krajobrazem. Liście słoneczników też wyglądają bajecznie ... wkrótce przebarwią się delikatne listki szparagów.
 
 






 
 
 
Na powyższym zdjęciu widać kwaterę w warzywniku, na której rośnie zielony nawóz - przed nastaniem zimy przekopiemy go z glebą (pisałam o tym 2 wpisy temu ;-) aby na wiosnę wszytko było już gotowe do wysadzania kapustnych - tutaj w tym sezonie rosły oczywiście rośliny motylkowe (tradycyjnie, według płodozmianu)  ... jak najwięcej azotu dla kapuchy ... szczególnie, gdy inspekcja przychodzi każdego roku tradycyjnie już z lokalnej szkoły w Gołubiu ;-)
 
 


 
 
Tak, warzywnik w zeszłym tygodniu odwiedziły dzieci z zerówki Albercika (tym razem tylko 16 sztuk ;-). W związku z tym, że cały zeszły tydzień 'przerabiane' na zajęciach były warzywa ... i Albert nadal nie znał różnicy pomiędzy szczypiorem, a porem (faktycznie, w książce to wszystko wygląda podobnie) postanowłam zaprosić ich do nas ... ogród znowu ożył, a Albert dumnie oprowadzał kolegów po zagonach ...
 




 
 

***********
 
 
Prac jesienią jest sporo, ale i przyjemności nie braknie - szczególnie kulinarnych. Kilka dni temu zajadaliśmy się tostami z jarmużem - sama zdziwiłam się, jakie są dobre. Zrobione według przepisu Hugh Fearnley-Whittingstall Bruschetta z Nero di Toscana:


Jarmuż odm. 'Nero di Toscana'.



Składniki:

- około 150gr jarmużu (my, tak jak Hugh, uprawiamy i gotujemy jarmuż odmiana Nero di Toscana);

- 1 duży ząbek czosnku;

- 2 kromki chleba na zakwasie lub razowego (uwielbiamy chleb 'Szlachecki' z piekarni Mestwin, Stęzyca dostępny w Gołubiu i okolicy);

- 1 lub 2  łyżki stołowe oliwy z oliwek lub oleju tłoczonego na zimno (rzepak, słonecznik);

- Parmesan, twardy ser kozi lub inny ser o mocnym smaku;

- sól morska i świeżo mielony pieprz czarny.






Wykonanie:

- Na początku oberywamy liście jarmuża z pędów i wkładamy je do garnka. 1/3 ząbku czosnku odcinamy i odkładamy na później, resztę drobno kroimi i wkładamy do garnka z jarmużem. Zawartość garnka zalewamy wodą, solimy i ustawiamy na większym ogniu do zagotowania się - potem gotujemy już na zmniejszonym ogniu przez 4 - 5 minut ... lub troszkę dłużej, do czasu aż jarmuż stanie się miękki. Całość należy przecedzić przez sito.

- Ugotowany jarmuż i czosnek wykładamy na desce i kroimy na mniejsze kawałki, ale nie całkiem małe ;-) całość wrzucamy do gorącego garnka i mieszamy z oliwą, solą oraz pieprzem.

- Z kromek chleba robimy tosty i smarujemy je pozostałą częścią czosnku. Polewamy niewielką ilością oliwy i układamy na nich kupkę z jarmużu - posypujemy startym serem. Smacznego!
 
 
 
 
 
Mniam maniam ... smacznego panie kucharzu ;-)
 
 
W szklarni i inspektach zbieramy już ostatnie papryki oraz papryczki ... suszymy bardziej i mniej ostre papryczki podobnie do grzybów, na długich nitkach wiszących dosłownie wszędzie w kuchni i jadalni. Sporo ostrych papryczek zamknęliśmy w słoikach robiąc między innymi chili dżem (przepis TUTAJ) oraz salsa verde.
 


Papryczka pomidorowa jest mała, ale nie jest ostra - świetnie smakuje z grilla lub zapiekana w piekarniku.

Papryczka 'Jalapeno'.
 
 
Papryczki chili odm. Jalapeno należą do ostrzejszych. Są bardzo popularne na całym świecie i bez problemu rosną w naszym kraju. Pochodzą oczywiście z Południowej Ameryki i dorastają do około 4cm, na początku są zielone (takie zielone papryczki można spokojnie spożywać), lecz dojrzewając zmieniają kolor na głeboko szkarłatny. Ja uprawiam wszystkie papryczki w donicach ustawionych w inspekcie lub szklarni. Po zebraniu plonów rośliny idą na kompostownik.
 
Poniżej polska odmiana papryki słodkiej 'Mira' - dojrzewając zmienia kolor z żółtej na czerwoną. Bardzo soczysta. Jemy ją jako papryka żółta czy czerwona po prostu na surowo - chrupiemy ...


 
 
Na zbiory czekaja też kwiaty na rabatach na kwiat cięty. Kosmosy, dalie, werbeny patagońskie oraz cynie bija wszelkie rekordy i prześcigają się w obfitości kwitnienia. Szczerze mówiąc - kwiaty te trochę już nie pasują do pory roku ;-) ale nie gardzę wielkim, kolorowym bukietem co kilka dni ... mam tez lilie odm. 'Casablanca' - hmmmm - aminki i drakwie spoczywają już na kompostowniku, a w głowie rodzą się nowe plany 'zagospodarowania' ogrodu pod więcej kwiatów ... w inspekcie czekają dziesiątki doniczek z rozsadą goździków brodatych, laków pachnących i wieczorników damskich - jeszcze mi ich nie starczy.  Andrew obiecał 'dać' jedną rabatę wzniesioną jupi!





 
 
***********
 
 
 
A teraz cofamy się troszeczkę do tyłu. Mam sporo pracy i czasami ciężko mi nadążyć z wpisami - mam spore zaległości, które chciałabym nadrobić tej jesieni oraz zimą ;-)  ale ostatnimi dniami lata MUSZĘ się z Wami podzielić bez zwłoki ... bo było pięknie i fajnie ... oto wrzesień:

  
 
 
 
W pierwszej połowie września było tak bardzo sucho, że bez podlewania nie dalibyśmy rady. Stanowczo jednak nie polecam stosowania w warzywniku linii kroplującej - widziałam niejeden zagon warzywny zamieniony w omszone bagno - poważnie! Nie potrzebne są też żadne inne kosztowne sysyetmy nawadniające - wystarczy zadbać o to, aby w warzywniku było 1 lub 2 wyjścia rury, do której podłoczć można w razie potrzreby wąż ogrodowy ze zraszaczem uderzeniowym ... można w ten sposób zaoszczędzić kilka tysięcy złotych ;-)
 





20-go września odbyły się u nas w ogrodzie warsztaty kwiatowe - pogoda dopisała, a na zagonach było tyyyyle kwiatów ... aż przyjemnie było patrzeć jak dziewczyny je ścinały ...




Więcej wspomnień oraz dużo, dużo zdjęć znajdziecie na stronie warsztatowej naszego ogrodu TUTAJ. A ja już wkrótce postaram się zamieścić daty warsztatów na rok 2015.



 
 
O bukietach 'prosto z rabaty' i ogrodowej kwiaciarni możecie poczytać też Na Ogrodowej TUTAJ.
 
 




 
********
 
 
 
I jeszcze trochę wspomnień z września ...
 





 
 
 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę pięknej jesieni ... lub wiosny - w zależności po której stronie równika jesteście  ;-)