Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sadzonki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sadzonki. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 kwietnia 2014

Prace nad 'zapleczem ogrodnika', jak zimowały KARCZOCHY i nasiona do oddania.

Troszkę popadało i ogród świeżo oddycha. Uświadamiam sobie, że właśnie rozpoczęła się napiękniejsza pora roku i muszę z niej korzystać. Na rabacie dosłownie w przeciągu kilku godzin pojawiły się małe siewki szałwi powabnej i urosły jak na drożdzach maleńkie ostróżeczki - coś mi się wydaje, że w przyszłym roku w ogóle nie będe robić rozsad z tych kwiatów, skoro i tak same rosną. Podoba mi się to. Coraz to więcej kwiatów mnoży się bez proszenia - za kilka lat chyba otworzę hurtownię czosnków ozdobnych ;-) Wysianych kilka tygodni temu warzywek też już nie trzeba szukać z lupą ...
 
 


Do szklarni chodzę kilka razy dziennie. Nawet jeśli calutki dzień muszę spędzić nad projektem lub w terenie, to zawsze sprawdzam rano i wieczorem czy aby wszystko jest ok. Zaniedbanie siewek w tak krytycznym momencie mogłoby być totalną masakrą dla ogrodu. Nie ma mowy, żebyśmy w kwietniu lub maju wyjechali nawet na kilka dni - maluchy w szklarni są zbyt ważne. 
 
Jednej nocy mieliśmy stracha, ponieważ wyłączona została jadna faza prądu - oczywiście ta, dzięki której działa nasza szklarniowa dmuchawa ciepła i podgrzewana mata. Przykryliśmy wszystko włókniną, ale temperatura nad ranem spadła do zera. Taki nagły spadek temperatury raczej nie zaszkodzi warzywom oraz kwiatom odpowiednim do wczesnego siewu - ale z pomidorami może być różnie. Są one strasznie wrażliwe na dosłownie wszystko co się z nimi teraz dzieje - wystarczy raz je przechłodzić lub przesuszyć, a można spowodować zahamowanie wzrostu całej rośliny lub trwałe uszkodzenie stożka wzrostu głównego pędu, które będzie widoczne za kilka tygodni ...  i nawet można spowodować deformację owoców.
 
Hmmm ... na wszelki wypadek naprawiliśmy stary agregat i mamy nadzieję, że pomidorom tamtej nocy nic się nie stało.



Szklarnię ogrzewamy taką prostą dmuchawą, która służy nam już wiele lat. Gdy jest chłodno nagrzewa powietrze, a latem podczas upałów działa jako wentylator - zapobiega to chorobom grzybowym u pomidorów.



Dla tych siewek są to ostatnie chwile spędzone w szklarni. Na dniach wystawię je do nieogrzewanego inspektu, ponieważ muszę zrobić miejsce tackom z rozsadami wysiewanymi na początku kwietnia. Tylko pomidory, papryki, bakłażany, dalie i dopero co kiełkujące siewki pozostaną w szklarni - ostróżeczki, ośmiały, aminki, szałwie powabne, werbeny patagońskie oraz byliny wysiane na początku marca (kocimiętka, ostrogowiec czerwony i ostróżka) mogą już spokojnie zamieszkać pod szkłem, ale w chłodniejszych warunkach.





Z obu stron szklarni są już inspekty. Ten widoczny na powyższym zdjęciu jest jeszcze niedokończony - czekamy na okna od stolarza i póki co okrywamy jego zawartość białą agrowłókniną, którą podczas ciepłych dni ściągamy na bok. Inspekt za szklarnią jest dla roślin lubiących lekkie lub całkowite zacienienie (póki co to zwykły namiocik z Lidla za 100zł) - obecnie zapchany jest naparstnicami, które czekają na wysadzenie do ogrodu leśnego oraz tu i ówdzie w tłuczniu wokół domu (gdzie rosną już wieczorniki damskie i samosiejki bratków oraz niezapominajek).
 
Na szklarni jest zielona siatka, którą blokujemy mocne promienie słoneczne podczas dnia. Wieczorem ją odsłaniamy. Będzie naprawdę potrzebna latem, aby chronić pomidory przed upalnym słońcem. Wolę taką siatkę niż białą farbę fuj ... ale marzę o zrobieniu sobie zwykłych bambusowych rolet ... albo i kupieniu jak będzie czas pojechać do sklepu.





Groszek pachnącu już ukrócony do 4 listków i ładnie się rozkrzewia (zagęszcza). Od kilku dni wraz z kilkoma warzywami (cebulą, selerem, sałatą i fasolą) mieszka w inspekcie, ale przy takiej pogodzie myślę, że wysadzę go na rabaty wzdłuż tunelu za jakiś tydzień. Groszek pachnący nie boi się chłodu i przymrozków - ważne jest jednak aby go zahartować i nigdy nie sadzić wprost do ogrodu z ciepłej szklarni. To samo tyczy się wszystkich innych roślin ... również tych kupowanych w marketach ;-)



 
 
Posadziłam już do doniczek wszystkie dalie, niech sobie podrosną zanim wysadzę je do ogrodu - zawsze kilka tygodni kwitnienia do przodu ;-) W tym roku powinnam mieć ich sporo, ponieważ poza zeszłorocznymi karpami (miałam ich aż 3 wielkie worasy ;-)) zaopatrzyłam się w SKLEPIE NaOgrodowej w kilka bardzo ładnych odmian ... między innymi 'Arabian Night', 'Black Springer', 'Lover Boy' i czekoladową 'Black Touch'. Zapraszam - jeśli jeszcze nie kupiliście dalii to robi się późno!
 
 
 
 
 
*******



 
Poza wiosennymi pracami w ogrodzie oraz lesie zajmujemy się nadal przygotowaniem do naszych tegorocznych warsztatów, z których pierwsze odbędą się już 31go maja. Odzyskaliśmy (z rąk śmietniska pobudowlanego ;-) dosyć dużą część ogrodu za warzywnikiem i jesienią zeszłego roku postawiliśmy tu wiatę z 'pokoikiem ogrodnika' oraz szklarenkę. Potem ułożyliśmy 'kocie łby' pod wiatą, wyprofilowaliśmy cały teren i umocniliśmy go kamieniami polnymi, Andrew zbudował inspekt ze starych cegieł pochodzących z poniemieckiej cegielni w Lęborku ....


 
... potem ścieżkę z kamieni polnych prowadzącą z warzywnika do wiaty ...
  

 
 
... i zaczął prace nad umacnianiem niewielkich skarpek za szklarnią za pomocą prostych, plecionych płotków. Wyznajemy zasadę, że to co jest pod ręką, to zawsze najlepiej pasuje do naszego ogrodu. Stosujemy więc kamienie, które są na polach, drewno, którego jest sporo w lesie i na przykład gałęzie brzozowe, które zostały pościnane przez pracowników zakładu energetycznego gdzieś tam na tyłach naszej działki. Nie jesteśmy radykałami, ale jak można - to staramy się zaoszczędzić i żyć ze spokojnym sumieniem jeśli chodzi o ekologię.
 
Jeśli tylko deszcze nam na to pozwolą, to jak najszybciej musimy dokończyć tą część ogrodu - jeszcze trzeba zbudować ładną platformę/wejście do szklarni, dosadzić niski żywołot z bukszpanu, dorobić trochę płotków, posadzić roślinność, zrobić ogródek ziołowy, ustawić ławeczkę i ślicznie obsadzone donice ... a i wszędzie rzucić tłuczeń - ufff.  A potem .... a potem schody do leśnego ogrodu (z ziołowego ogrodu) i całą tamtą część - ale wydaje mi się, że to zostawimy już na lato/jesień. Nawet nie wiecie jak długo zastanawiamy się nad każdym krokiem przy wykonaniu naszego ogrodu - jak na projektantów ogrodu, to baaaaaardzo słabo ;-)))
 


Hmmmm ... ale włochaty płotek ... czy można go zjeść?
 
 
**********


Las za warzywnikiem to śliczne, kolorowe tło. Tam tworzymy ogród leśny - pomiędzy brzozami, bukami i dębami dosadziliśmy kilka świdośliw, dosyć już podrośniety głóg śliwolistny, derenie i przebiśniegi, a na obrzeżach kilka jabłonek rajskich odm. 'Golden Hornet', śliwę wiśniową odm. 'Pissardii' i jeszcze więcej dereni ;-)))

Ogródek ziołowy, które dotychczas znajdował się w warzywniku (na zdjęciu w samym środku, na pierwszym planie) w tym roku zostanie wyeksmitowany na nowe (docelowe już) miejsce - zioła będą rosły w tłuczniu (taki ogródek żwirowy) w okolicy szklarni. A te modrzewiowe dechy widoczne na pierwszym planie zdjęcia, to zaczątki rabat wzniesionych, które zaczniemy budować w przyszłym tygodniu ...


 
 

No i z wielką przyjemnością ogłaszam, że KARCZOCHY i KARDY  spokojnie przetrwały zimę. Jupii! Na początku myślałam, że nic z tego nie będzie, bo po odsłonięciu słomy karczochów całkiem nie było widać.

Zeszłoroczne kardy na początku kwietnia - wygladają ślicznie.



 
Kardy wyglądały o wiele lepiej, gdyż pod słomą nadal widać było ich pożółkłe pędy i liście ... ale karczochów zero. Andrew jednak dodłubał się jakiegoś oczka na pędzie pod powierzchnią gleby i powiedział, że będzie ok. Faktycznie w przeciągu ostaniego tygodnia wypuściły sporo nowych liści. Biedaki jeszcze musiały przeżyć przesadzenie do innej części warzywnika ... twarde sztuki! Oto one:
 
 
Przezimowane karczochy na początku marca - tylko kilka wyglądało na żywe ;-(
 

... w kwietniu okazało się, że wszystki świetnie przetrwały mrozy pod grubą warstwą słomy.
 
 
 
 
Andrew pościągał agrowłókninę z warzyw posianych kilka tygodni temu (pisałam o nich w poprzednim poście). Wszystko ładnie kiełkuje. Pod spodem widać czosnek (kilka odmian) sadzony jesienią zeszłego roku. Przezimował naprawdę dobrze i pewno podczas zimowych chłodów zawiązał świetne buwy - Andrew twierdzi, że od czerwca będziemy go już zbierać ... mniammmmm
 


Nasiona pierwszych marcowych siewów (marchew, pasternak, pietruszka) oraz międzyplony (sałaty) już kiełkują ...



Doczekałam się kolejnej rabaty ... miałam dużo pomysłów, ale chyba zrobię tu po prostu normalną rabatę bylinową.

W ogrodzie leśnym póki co powstał szałasik dla Albercika ...

... a pod wiatą jest dobre miejsce na odpoczynek i zabawę (tutaj też jeszcze tyyyle pracy).

 
********
 

Jeśli macie ochotę poczytać jeszcze troszkę o kwietniowym ogrodzie, to zapraszam do mojej rubryki na strony miesięcznika Zieleń to Życie.


 
 

 
 
 
 
A ja wracam do projektów - za oknem tak kiepska pogoda,  że mogę z czystym sumieniem siedzieć przy biurku. Na rozgrzewkę wyskoczę do mojego ukochanego 'pokoju ogrodnika' na troszkę pikowania i wysiewy - dziś idą 'pod nóż' kosmosy i cynie ... i to już właściwie będzie koniec rozsad na kwiecień i prace przeniosą się do ogrodu (w maju/czerwcu będę siała byliny i kwiaty dwuletnie). Na dniach wysadzę groszek pachnący ... a w sobotę wielkie zakupy na Targach Ogrodniczych w Lubaniu. Przyznam Wam się, że to moje ulubione targi - są o dobrej porze roku i nie próbują być niczym innym niż po prostu masową sprzedażą duuuużej ilości roślin na wielkim polu. Jadę tam po zioła do ogrodu ziołowego (zawsze jest duży wybór), rośliny do donic i cokolwiek innego wpadnie mi w oko ... a potem piwko w plastikowym kubku i kaszebska kiełbaska ;-))))
 
Pozdrawiam serdecznie!!!!
 
 
 
 
PS. Drodzy warzywkowicze - do odbioru zestawów nasionek proponowanych w ramach Zielonego Kącika Badawczego 2014 nie zgłosiły się jeszcze 3 osoby, które zapisały się na Zestawy 3 oraz 4. Tak więc zestawy te są do oddania. Jeśli ktoś z Was ma ochotę się pobawić w eksperymenty warzywkowe (zobaczcie o co chodzi TUTAJ) to proszę napisać o tym w komentarzu (kto pierwszy, ten lepszy) - napiszcie koniecznie który numer zestawu chcecie i podajcie swojego maila ;-) oto zestawy:
 
 
Zestaw trzeci (angielskie eko nasiona) - do oddania 2 zestawy:
 
- Groszek Sugar Pea Norli, strąki jemy w całości, jeszcze zanim urosną nasiona – już wtedy jest słodki i pyszny
- Buraczki 'Barabietola di Chioggia', buraki ćwikłowe o ciekawym wybarwieniu
- Fenkuł czyli koper włoski odm. 'Romanesco', warzywo pyszne, ale mało znane jeszcze w naszych ogrodach
Zestaw 3
 
 
Zestaw czwarty (angielskie nasiona) - do oddania 1 zestaw:
 
- Brokuły szparagowe 'Purple Sprouting Early' , okazała, dekoracyjna roślina o jadalnych kwiatach
- Dynia niebieska 'Marina di Choggia', ciekawe wybarwienie i oryginalny smak
- Purpurowa marchew odm. 'Purple Haze', nietypowy kolor, ciekawe, czy smakuje jak normalna marchewka?

 
Zestaw 4
 
 

niedziela, 23 marca 2014

Jak zapewnić sobie WCZESNE PLONY z ogrodu i kwiaty dwuletnie na wiosnę

Właśnie kończą się prace nad kolejnym wydaniem mojego ZIELENIAKA i dostałam telefon z redakcji z zapytaniem, czy te warzywka ze zdjęć są rzeczywiście zebrane teraz z mojego ogrodu. Szczerze mówiąc, to wcale nie zdziwiłam się na to pytanie - faktycznie Andrew po wykopaniu z gleby tak porządnie je wyszorował i związał gumką, że wyglądały jak z supermarketu ... no tylko, że teraz nawet i w supermarkecie nie znajdziecie tak świeżych i co ważniejsze młodziutkich por, marchewek, pasternaków i pietruch.
 Marcowo/kwietniowe zbiory z warzywnika - warzywa siane późnym latem. Seler pochodzi z zapasów przechowywanych w skrzyniach z piaskiem w chłodnej spiżarni, gdyż nie znosi mrozów.



W dzisiejszych plastikowych czasach odeszliśmy od 'produkcji własnego jedzenia' tak daleko, że sam pomysł wykopania tak smakowitych warzyw z ogrodu w marcu/kwietniu wydaje się graniczyć z cudem. Ale uwierzcie mi - jest to możliwe i każdy może przynosić do domu takie naręcza zdrowych, ekologicznych warzyw z ogrodu (lub spiżarni) przez calutki rok. Teraz mogę już sama za to poręczyć, bo wypróbowaliśmy to tu, na Kaszubach i nasze doświadczenia nie są oparte już tylko na tradycji angielskiej ale klimacie polskim.
Andrew wykopuje młode pory z warzywnika. Podczas mrozów miałam nagorsze myśli i bardzo się zdziwiłam, że po nadejściu wiosny wyglądały jakby nigdy nic ;-) Są pyszne, twarde i zdrowe ... ale czas oczyścić zagony pod inne warzywka.
Po zimie usuwamy 'zmęczone' liście pietruszki - niech wyrosną młode, my je chętnie zjemy ;-)  a i aromatycznym, białym korzeniem nie pogardzimy ... w szklarni już posiane nasiona pietruch na ten rok.

Bez względu na to, czy uprawiamy warzywa, kwiaty czy może storczyki lub kaktusy - złota zasada ogrodnictwa jest jedna: eksperymentuj i nie bój się siegać po nowe! Wiem, że już o tym kiedyś pisałam, ale jest to niesamowicie istotne - trzeba próbować różnych roślin i metod, myśleć samemu i analizować. Nie chcę tu zacząć żadnej burzy w szklance wody - ale tak między nami mówiąc, to bielenie drzewek jest nonsensem ... sama to podejrzewałam, ale teraz usłyszałam to z ust tylu sadowników, że mogę  ogłosić to wszem i wobec ;-) Bielimy .... bo wszyscy bielą. Lubimy być tradycyjni, ale przecież życie jest zbyt krótkie, żeby ciągle klepać to samo ;-) A jak ktoś lubi bielić, to niech chociaż doda jakieś kropeczki ...
Po przeczytaniu nowego wydania boBio u WAY, bardzo zaciekawił mnie artykuł Gorzkiej Jagody pt. "Kiedy skończyło się jedzenie z zeszłorocznych zbiorów, a nowe jeszcze nie urosło, to był przednówek" - naprawdę ciekawy tekst. Znalazłam w nim to, co najcenniejsze - doświadczenia i przekazy 'prawdziwych' ludzi. Jagoda pisze o swoich babciach - jedna z nich była bardzo tradycyjną kobietą, która pora, szpinaku, selera czy podobnych 'fanaberii' do swojego warzywnika nie wpuszczała ;-) Druga zaś babcia przed wojną znała nawet szparagi i karczochy, gdyż uprawiano je w jej okolicy 'na potrzeby państwa' ... czyli można było, tylko nie każdy chciał ... a szkoda, bo zupa bez pora, selera czy pietruszki musi być baaardzo mdła.
Koniec mądrości, bo pewno już zasypiacie. Teraz pokarzę Wam jak my z Andrew zapewniamy sobie wczesne plony. Dziś był pierwszy alarm końca zapasów - ostatni kompot truskawkowy wypity - tragedia!!! (serio)  Już to widzę ... za kilka dni będzie ostatni por z zagonu, ostatni seler z komórki i potem co ... no nic, bo w ogrodzie już wszystkiego pełno. W najgorszych momentach, tak jak ci XVIII-wieczni żeglarze będziemy walczyć ze szkorbutem kiełkami i marmoladą pomarańczową (fuj).



Jak zapewnić sobie wcześniejsze plony w ogrodzie?
  • robić własne rozsady w domu lub szklarni - wtedy w momencie, gdy gleba w ogrodzie jest wystarczająco ciepła i gotowa do wysiewów, to mamy już ładnie podrośnięte rośliny, które będą miały plony minimum 2 -3 tygodnie wcześniej, a czasmai nawet więcej (to samo dotyczy warzyw i kwiatów jednorocznych); 
  • przygotować glebę w ogrodzie poprzedniej jesieni. My pod koniec sezonu (w listopadzie) nawozimy rabaty przekompostowanym obornikiem i przekopujemy. Wiosną, gdy tylko gleba będzie już lekko osuszona od wody pochodzącej z topiących się śniegów lub deszczów i nie przylkeja się do butów ;-) delikatnie ją wzruszamy widłami ogrodowymi, grabimy i w ten sposób jest gotowa do wysiewów lub pod sadzonki. Robienie czynności związanych z obornikowaniem dopiero wiosną zabiera dużo cennego czasu i nie pozwala zbyt szybko 'wejść' na glebę;
  • przed wysianiem większe nasiona zawsze moczymy w wodzie, gdyż po posianiu do gleby szybciej wykiełkują i nie będą miały okazji być zjedzone przez szkodniki lub  zgnić zanim wytworzą korzonki;
  • sadzeniaki ziemniaków zawsze podpędzamy na miesiąc przed wysadzeniem w marcu;
  • wysiewamy wczesne nasiona i sadzimy sadzonki (np. bób, marchew, groch ogrodowy, pasternak, dymka, szalotki) aby następnie okryć je własnej roboty tunelami z białej agrowłókniny. Takie tunele ochronią rośliny przed chłodną pogodą, deszczami i gradem - zapewnią wyższą niż na na zewnątrz temperaturę;





Ogólnie okrywanie wysianych nasion i młodych sadzonek warzyw jest dla nas bardzo ważne. Używamy też mikrosiatki, która poza pogodą chroni rośliny przed szkodnikami. My jednak mamy już trzeci sezon dobrze uprawianej gleby z dużą zawartością humusa (kompostu, obornika) - więc te wszystkie techniki są łatwe w wykonaniu. Jeśli ktoś ma warzywnik na kiepskiej glebie po budowie domu, to najlepszym wyjściem jest zbudowanie rabat wzniesionych i wypełnienie ich czarnoziemem wymieszanym z humusem. Glebę na rabatach wzniesionych uprawia się bardzo łatwo i niezmiernie szybko się ona nagrzewa wiosną.  Myślę, że w tym roku zbudujemy kilka takich rabat w jedej części naszego warzywnika. Dla przyspieszenia dojrzewania roślin na rabatach można też zastosować czarną agrowłókninę, która przy okazji pomoże zahamować wzrost chwastów i zatrzymać wilgoć w glebie.






Tak jak wspominałam wcześniej - Andrew wysiał już bób - jest to super warzywo, które właścicwie nie boi się chłodów. Jeśli też chcecie teraz siać bób - to koniecznie zaopatrzcie się w nasiona odmiany, która jest najwcześniejsza. Nasz wysialiśmy najpierw na samym początku marca w szklarni do multipalet i kilka dni temu posadziliśmy młode siewki w podwójnym rzędzie w warzywniku.







Potem ten sam rząd przedłużyliśmy siejąc nasiona tej samej odmiany - będą rodzić plony mniej więcej od 2 do 4 tygodni później, więc będziemy mieli duuuuużo bobu non-stop ;-) Odmiana, którą używamy nazywa się Longpod. W sumie pewno będziemy wysiewać kolejne porcje bobu w 2 lub 3 tygodniowych odstępach (do połowy maja) co zapewni nam plony bez końca! Do wysiewów wiosennych wykorzystamy jednak odmiany późniejsze.






Na zagonie, gdzie kilka tygodni temu posadziliśmy dymki i szalotkę - tydzień temu wysialiśmy również wczesną marchewkę.  Do takich wczesnych siewów należy wybrać odpowiednią odmianę, która toleruje niższe temperatury - nasza odmiana marchwi to Amsterdam Forcing.  Jak widać na wcześniej przygotowanych zagonach Andrew pracuje 'z deski' - świetny sposób na minimalne ugniatanie gleby.





Po ich wytyczeniu i wykopaniu za pomocą krawędzi małej łopatki - rządki do których powędrowały nasionka marchwi zostały podlane mieszanką wody i ekstraktu z wodorośli, który wzbogacając aktywność mikroorganizów w glebie wspomaga zdrowe kiełkowanie i wzrost siewek.

Dodatkowo takie 'przedwczesne' podlewanie pomaga przy wyrównaniu dna rowków pod nasiona i zapewnia potrzebną do kiełkowania wilgotność. Nie ma potrzeby już podlewać ich po sianiu - pamiętajmy, iż to nadmiernie przyczynia się do  'uklepania' wierzchniej warstwy gleby.







Do marchewek dołączyły pasternaki i wszystko po wysianiu zostało przykrtye łukami z leszczyny oraz białą agrowłókniną. Marchewki będziemy zbierać już za 6 - 8 tygodni ... czyli w połowie maja jupiii! Pasternaki dopiero zimą ...




*********




Jeśli chodzi o rośliny ozdobne, to oczywiście poza wysiewami w szklarni - mam jeszcze w zanadrzu kwiaty dwuletnie siane w czerwcu zeszłego roku: wieczornik damski Hesperis matronalis i lak pachnący Erysimum cheiri. Obie rośliny świetnie przezimowały (bez żadnej osłony) i teraz szykują się do wiosennego kwitnienia.
Wieczornik damski widać na pierwszym planie (przed deskami) na powyższym zdjęciu - okaz zdrowia i szczęścia ;-) Właściwie mogłam już sadzić je na miejsca stałe we wrześniu zeszłego roku - ale nie do końca wiedziałam, gdzie mają być ... teraz posadziłam wieczornik 'masowo' na rabatach na kwiat cięty (jest to świetna i cudnie pachnąca roślina do wazonu)  - tak więc w maju i czerwcu będzie tam chmura wonnych kwiatków ... i opychających się ich pyłkiem owadów, gdyż wieczornik jest szalenie miododajny.






*******




Laki pachnące (niestety nie mam zielonego pojęcia jakie to były odmiany, gdyż po zimie zaginęły wszystkie  etykiety ;-) posadziłam tradycyjnie już w donicach z bratkami, narcyzami i tulipanami, a także pod płotem warzywnika w żwirze - laki lubią takie 'niewygodne' miejsca. Jest to dla mnie wielka radość, bo to pierwszy raz jak mam je tu, w Polsce. W Anglii bez laków nie byłoby wiosny - uwielbiam je. Pisałam o nich kiedyś TUTAJ.




Chciałam pochwalić się jak bardzo wypchałam siewkami naszą nową szklarnię i inspekt ... i w ogóle pokazać jak pięknieje ta część ogrodu. Ale chyba pozostawię to już na następny raz, bo jak zwykle rozpisłam się baaaardzo. Poniżej fotka z początku marca - na półce pomidory i sałaty, a pod nią chryzantemy w donicach (na kwiat cięty) i siewki cebuli w tle.






A wracajac do mojego ZIELENIAKA w czasopiśmie Zieleń to Życie - to naprawdę mam nadzieję, że  Wam się spodobał. Wygląda na to, iż w tym sezonie rubryka ta będzie pojawiała się regularnie co miesiąc.  Mnie osobiście nie bardzo wypada zachwalać swoje artykuły, ale szczerze podobały mi się materiały współautorów tego numeru. Bardzo ciekawe artykuły o egzotykach Eugeniusza Radziula oraz o pierwosnkach Jacka Marcinkowskiego, fajny pomysł na wierzbowy wianek z cebulką oraz świetny materiał Klaudyny Hebdy o zbieraniu soku z brzóz - ale najbardziej zachwycił mnie artykuł Wiesława Gawrysia pt. 'Nasze rośliny cebulowe'  - fascynujące!!!  Do długiej listy moich marzeń dołączył teraz taki a'la botaniczny wyjazd w celu zobaczenia na własne oczy tych cudów natury.  Jeśli nie mieliście jeszcze okzaji zajrzeć do marcowego wydania ZtoŻ, to TUTAJ jest podgląd do kilku ciekwych stron z tego numeru.

Tyle na dziś ... pędzę do ogrodu ;-)))