piątek, 7 czerwca 2013

Rabarbar, zielone odcienie WARZYWNIKA i kilka kwiatków



Pierwsze plony w większości warzywników to chyba właśnie rzodkiewki, a potem kroczek po kroczku skradają się inne chrupiące warzywka na które aż ślinka leci. Czy ja mam obsesję? Po prostu na samą myśl o własnych plonach z ogrodu przechodzą mnie ciarki ... pewnie za miesiąc już tak nie będzie, ale teraz jestem pozimowo wygłodniała tak, że chyba zjadłabym sałatę razem ze ślimakiem ;-)

Tak więc każdego dnia przynosimy pierwsze zielsko z warzywnika i bardzo to przeżywamy. Rzodkieweczki natychmiast odcinamy od liściastych ogonów i wkładamy do miseczki z wodą - a potem rzucamy się na nie jak wygłodniałe bestje ... no mój angielski mąż ma większe panowanie nad sobą niż ja - dziewczyna o goracej wschodniej krwi, a więc stoi z boku i lekką irytacją ogląda moją ucztę. Co! Sam mówił, że rzodkiewek to mamy tyle, że trzeba jeść codziennie - no to je jem nie? ;-)

Poza tymi rzodkiewkami uczepiłam się równiez rabarbaru. Niestety nasz młody,  niedawno posadzony rabarbar ma ze 3 łozygi na krzyż - ale za rok będzie już co podjadać. Oczywiście mamy zamiar go tradycyjnie pędzić wiosną za pomocą glinianych kloszy na rabarbar (na fotkach poniżej)  ... nie zawsze byłam fanką rabarbaru, chociaż mój dziadek oczywiście miał wielkie rabarbaruchy rosnące przy kompostowniku, ale jakoś mieszkając w Polsce warzywo to ominęło mnie. W Anglii jednak rabarbar jest skarbem narodowym i od początku byłam faszerowana wszelkimi potrawami typu rhubarb crumble, ruhbarb and custard tart, rhubarb and apple pie, rhubarb compote, rhubarb chutney ... generalnie teraz też jestem uzależniona. 




W każdym zakładanym przez nas warzywniku jest rabarbar. Ostatnio rozmawaiłyśmy długo z właścicielką ogrodu z Warmii (który jest w programie Maja w Ogrodzie odc. 434) o tam jak go zatrzymać w jak najświeższym stanie na jesień i zimę. Oczywiście można zrobić z niego pyszne kompoty i przetwory, ale można go również mrozić na różne sposoby. Oto one: 
  • Mrożenie tzw. suche: rabarbar myjemy, wycieramy i kroimy na 2,5cm kawałki. Wrzucamy do garnka z wrząca woda na 1-2 minuty i natychmiast wyciągamy, odcedzamy, suszymy - a następnie wkładamy do pojemniczków lub torebek i mrozimy. Potem rabarbar nadaje się do użycia przy robieniu ciast, napoi i deserów.
  • Mrożenie w konsystencji gęstego syropu: rabarbar przygotowujemy tak jak wyżej i wkładamy do pojemników typu tupperware, a następnie zalewamy schłodzonym słodkim suropem - syropu dolewamy tak na 2,5cm pod brzeg naczynia i mrozimy. Potem rabarbar nadaje się do użycia przy robieniu ciast, musów i deserów typu crumble.
  • Mrożenie w konsystencji puree: pokrojony jak wyżej rabarbar gotujemy na średnim ogniu z dodatkiem cukru często mieszając, a następnie nakładamy do pojemniczków lub torebek i po wystygnięciu mrozimy. Zamrożony w ten sposób rabarbar nadaje się do użycia przy robieniu sosów owocowych oraz musów. 



Jeśli macie jednak ochotę posmażyć trochę dżemu lub wykonać aromatyczną konfiturę to baaaaardzo polecam przepisy z bloga MOJE TWORY PRZETWORY.  Spośród wielu blogów kulinarnych tego  odwiedzam szczególnie często i staram się publikować jak najwięcej przepisów Ewy na Na Ogrodowej - potrawy są przystępne, proste w wykonaniu i przepyszne. Poniżej jest fotka autorstwa Ewy przedstawiająca wykonaną przez nią konfiturę z rabarbaru i truskawek z kardamonem - też usmażyłam już tę konfirurę i ręczę za to, że jest to po prostu 'niebo w gębie'!




************





W warzywniku teraz zajmujemy się głównie podlewaniem, odchwaszczaniem (za pomoca cudownej przenajlepszej na świecie haczki szwajcarskiej o nazwie  SWISS OSCILLATING HOE którą widać na poniższym zdjęciu) i obserwowaniem wzrostu roślin. Czerwiec jest dla nich jeszcze dosyć wczesnym okresem wegetacji - rośliny zapuszczają korzenie, rozpuszczają pędy i liście - teraz mogą dorwać je choroby i szkodniki. Trzeba je właściwie codziennie doglądać zwracając uwagę na kolor i kształt młodych pędów oraz liści. W naszym warzywniku zaobserwowaliśmy lekko żółty kolor najmłodszych listków - przyczyną prawdopodobnie był nagły spadek temperatury i mało słońca, ale brak chlorofilu może być także spowodowany niskim poziomem magnezu w glebie. Nasz ogród przecież powstał dosłownie na placu budowy - 'zbudowanie' dobrej i zasobnej gleby zajmie nam jeszcze wiele lat. Poza humusem, regularnie musimy dodawać do gleby wapno dolomitowe z zawartością magnezu. 

Podobno ogólnie w Polsce są małe zasoby magnezu w glebie, a przecież bez niego rośliny nie są w stanie przyswoić innych ważnych składników pokarmowych z gleby. Jeśli Wasze rośliny nagle dostają chlorozy, to właśnie to może być przyczyną ich niszczenia - pani w sklepie oczywiście natychmiast wykrzyknęła ZARAZA!!!! i sięgnęła na chemiczną półkę, ale uwieżcie mi - chodzi o magnez ... albo po prostu mało słońca. U nas od 2 dni gorąco i słonecznie, a liście znowu zrobiły się zielone.



Haczka o nazwie  SWISS HOE to cud świata - ma ruchomą część odcinającą chwiasty i jest niesamowicie łatwa w użytku. Uwielbiamy ją ;-)



Nasze ziemniaki były pędzone od lutego i w czasie sadzenia miały już spore wąsy (widoczne poniżej), a więc teraz są już prawie gotowe do jedzenia. Nie możemy się doczekać - chyba w weekend zrobimy uroczyste wykopanie pierwszych pyrek czy bulw - ciekawe jak w Waszych stronach mówią na ziemniaki? Andrew nauczył się mówić od Albercika 'ziemniaczki' - ale to słodkie, nie poprawiam go ... a w sklepie i restauracji kelnerkom się to też podoba ... 




******




Moja rabata póki co się załubinowała. Przymykam oko, bo ładnie wygląda ... ale zaczynam wątpić, że w tym przypadku mieszanie bylin i jednorocznych zdaje egzamin. Wydaje mi się, że te rabaty są na coś takiego zbyt małe. Mam nadzieję, że posadzone wśród łubinów, czosnków ozdobnych, przywrotnika ostroklapowego oraz wilczomleczy kwiaty jednoroczne poradzą sobie i to właśnie one będą za miesiąc lub półtora górowały nad wszystkim. Codziennie doglądam rabaty i wyrywam chwasty 'na bieżąco' (a właściwie ' na idąco') - w ten sposób się człowiek nie napracuje ;-) Pomimo tego, że wiosną rabata dostała ściółkę z obornika, to jeszcze wczoraj podlałam całą rabatę naturalnym nawozem płynnym (z obornika). 





Właściwie to wszystkie rośliny dostały odżywkę w formie naturalnego nawozu płynnego wykonanego przez Andrew z obornika. Jest prosty i tani w wykonaniu nawóz - TUTAJ możecie zobaczyć jak go robimy i jak używamy.  

Jak widać na powyższym zdjęciu mikrosiatka, o której pisałam więcej w artykule o ochronie roślin kapustnych (czy kapustowatych) TUTAJ, została już zdjęta z kapust, brukselek i jarmużu ponieważ jest bardziej potrzebna na nowo posianych zagonach z kapustami orientalnymi typu Pak Choi - ich zmorą są pchiełki. Na kapuchy nałożymy teraz inną, lżejszą siatkę chroniącą warzywa przed bielinkiem. Zobaczymy czy będzie skuteczna.



Naturalny nawóz płynny gotowy do użytku w ogrodzie. 

Andrew podlewa nawozem z obornika młode warzywa.

Młode liście jarmużu Niro de Toscana.

Zapchany warzywnik - uprawy właściwe z przedplonami typu szpinak, sałata, koperek.

Groszek wspomagany gałązkami z brzózki.



********




Bratki przed domem jeszcze kwitną. Szkoda się ich pozbywać - zapach cudowny. Prawda jest taka, że za kilka tygodni zaczynamy prace nad tarasem, balkonem i wiejściem do domu (wszystko jest połączone) i donice i tak będą musiały być usunięte - wtedy już z czystym sumieniem pozbędę się tych cudnych kwiatków. Pozdrawiam wszystkich i ślę wesołe buźki bratków, Kx



czwartek, 30 maja 2013

Wrażenia z CHELSEA FLOWER SHOW 2013 - kwiaty w deszczu ...




I już po wycieczce, i już po wystawie Chelsea Flower Show 2013 ... ja dochodzę do siebie i tylko wspominam te cudowne miejsca odwiedzone w zeszłym tygodniu. Wycieczka udała się na sześć plus - towarzystwo prześwietne! Dziękuję wszystkim uczestnikom wycieczki za taką wspaniałą atmosferę, śmiech i ciekawe rozmowy. Mam nadzieję, że wszyscy dotarli do domu ... wiem już, że było kilka przygód autobusowo-samolotowych ;-) O wycieczce możemy pogadać na forum TUTAJ. Pozdrawiam bardzo ciepło Joasię i Panią Lilianę, Karolinę z Mamą Aleksandrą, Bogdana i Izę, Lucynkę z Anią, Danusię i Witka a także Alicję, Hanię, Anię, dwie Grażynki i dwie Małgosie, i oczywiście moją drogą Jolę. Takie znajomości są bezcenne! A obiecany program wycieczki jest na forum.

O samej wycieczce i cudownych ogrodach, które udało nam się w tym roku odwiedzić napiszę w kolejnych postach, teraz kilka słów o samej wystawie plus super wielkie zdjęcia - abyście mogli się porządnie napatrzeć. Gdyby nie okropna pogoda - zimno i mokro i jeszcze do tego wszystkiego wietrznie!!! - to pewnie byłoby bardzo ciekawie. Ale takie wskakiwanie i wyskakiwanie z budynków na szybkie 'podejrzenie' ogrodów było mało fajne. Dobrze, że Jola spędziła tam cały dzień - mogę dzięki temu pokazać Wam to i owo. Ale generalnie kochani - teraz jest moda na naturę ...






... w instalacjach ogrodów pokazowych królowały nieformalne nasadzenia z roślin jednorocznych i dwuletnich, bylin, roślin cebulowych, drzew i krzewów. Były to głównie rośliny o swobodnym wyglądzie - wiele z nich można znaleźć na naturalnych stanowiskach w Europie, również w Polsce.  Ucieszyło mnie, że w bardzo wielu ogrodach były karmniki i budki lęgowe dla ptaków oraz przeróżne formy domków dla insektów (jak poniżej) i nawet ule.




Te swobodne nasadzenia wypełniały już bardziej formalne ramy ogrodów. Być może jest to spowodowane faktem, iż większość ogrodów pokazowych jest wpisana w kwadratowe lub prostokątne kawałki parku przyszpitalnego w Chelsea - ale większość ścieżek, płotków, rabat czy tarasów miało proste linie i ostre kąty. Takie zmieszanie stylu formalnego i swobodnego jest popularne na Chelsea już od paru sezonów i osobiście bardzo mi się podoba - szczególnie jako rozwiązanie dla ogrodów w miastach lub przy domach na nowych osiedlach zakładanych wokół nich. Ciężko jednak byłoby takie ogrody wpasować w naturalne przestrzenie większych ogrodów ... wtedy pewnie trzeba byłoby zastosować podział przestrzeni na pokoje ogrodowe jak w Sissinghurst Castle Gardens czy Hidcote Manor. 





Najważniejsze jest jednak to, że światowe tendencję idą w stronę ogrodów faktycznie wypełnionych roślinnością - a nie betonem, kostką czy ... no ... niestety iglakami. Dodatkowo - bardzo poważnie zaczyna się myśleć o naturze, co widać patrząc na rośliny stosowane przez projektantów. Pierwszeństwo mają rośliny miododajne oraz te obficie owocujące na jesień. Wśród drzew i krzewów najpopularniejsze były dobrze nam znane głogi, jarzębiny, kaliny, wierzby oraz klony. Na żywopłoty wybierano głównie bukszpan, cis, głóg oraz grab lub buk. Oczywiście w każdym ogrodzie była woda, a także wiele naturalnych materiałów typu kamień czy drewno. Oto kilka fotek z drogocennego czasu 'pomiędzy ulewami': 











************





W Wielkim Pawilonie (króty był świetnym miejscem na przeczekanie częstych ulew) były bogactwa trudne do opisania. Najlepsi szkółkarze wystwiali swoje najcenniejsze rośliny w przeróżnych aranżacjach, czasami piękniejszych niż same ogrody pokazowe. Oj w tym pawilonie same cuda ... ach sami zobaczcie:









Nie miałam czasu ani zbytnio miejsca w walizeczce na zakupy, ale cudnych pierdołek do kupienia też tu nie brakowało. Liczne, małe stoiska ustawione wzdłuż wejściowej alejki i te porozrzucane po całym terenie parku były bardzo zachęcające. Nadal ludzi przyciągają starocie i wszystko vintage - wcale się nie dziwię ;-)




Generalnie wrażenia z wystawy bardzo pozytywne - może nie było w tym roku żadnych szoków, ale komu są one potrzebne? Panująca moda bardzo mi odpowiada, więc nasze z Jolą zdjęcia będziemy często pokazywać Na Ogrodowej - bo przecież są, aby się nimi dzielić ... dodatkowo ostro zmokłyśmy aby je zdobyć. Życzę miłego oglądania ;-)

czwartek, 23 maja 2013

W warzywniku już tłoczno, osłonki na dynie i BABY-RABATKA.



Niestety w tym roku maj był dla mnie zbyt pracowity. Nie mam czasu ani na pisanie, ani wogólę na chwilkę spokoju. Ale nie będę Wam tu marudzić, tylko zamiast dużo pisać wstawiam kupę fotek i krótkie relacje. 

W ogrodzie udało nam się z Andrew zrobić bardzo dużo. Wszystko już wysiane, wysadzone i nawet odchwaszczone ;-) Pomiędzy wyjazdami do pracy (bliżej i o wiele dalej) pracujemy u siebie i nasz ogród się odwdzięcza pięknem. Dookoła tyle ptaków - zimowe dokarmianie opłacało się, teraz mamy tu prawdziwą oazę spokoju. A więc w zeszłym tygodniu było tak:

Sadzenie przebiśniegów - tak, ja je staram się zawsze sadzić nie jesienią, ale właśnie po przekwitnięciu i wciąż z zielonym liściem. W ten sposób o wiele więcej z nich się przyjmuje. W zeszłym roku teściowa June przysłała mi w paczce sporo przebiśniegów od siebie z ogrodu i od sąsiadki, ja podzieliłam je i po jednej cebulce ( wciąż z listkami ) posadziłam na skraju lasku - wszystkie się przyjęły i było to dla mnie wiosną wielką radością. Tak więc teraz wykopałam kilka przerośniętych kępek u Mamy w ogródku i posadziłam jeszcze więcej na skraju tego samego lasku.


Przebiśniegi gotowe do sadzenia - tylko 'w zielonym' ;-)

Dalie wysadzone już jakieś 2 tygodnie, pogoda sprzyja - rosną pięknie. Pomiędzy nimi posadziłam czerwone i zielone mieczyki. Wszystkie bulwy dalii ze sklepu Benex wypuściły pędy i cudne, zdrowe liście. Ale będzie rabata ...

Ptaszki zakładają u nas gniazda w każdym zakamarku - nawet w zapasowym kole, które jest przykręcone z tyłu naszego samochodu. Andrew musiał zrobić 'niby-koło' i przenieść gniazdo, ale i tak jajeczka się najeździły. W przyszłym roku instalujemy masę budek lęgowych. 


Przy wejściu do domu posadziłam w starym kamiennym poidle dla zwierząt goździki -  tylko jedna roślinka, a zapach starcza na wszystkich ;-)


**********




W warzywniku już wszystkie zagony wypełnione. W tym roku będziemy eksperymentować z karczochami, wprawdzie w Anglii i Irlandii uprawialiśmy je w każdym ogrodzie - ale w Polsce jest to nasz pierwszy raz. Póki co są oczywiście maleńkie, ale rosną bardzo szybko. Ciekawa jestem ich baaardzo!





A tu akurat sadzimy kukurydzę ... mniam na samą myśl ślinka leci ...




... groszek cukrowy już wykiełkował i idzie do góry jak strzała, gałązki brzozy zapewnią mu podpórkę ...




... wszelkie cebule, szalotki i dymki też szczęśliwie zapuszczają korzenie obok mojej rabaty na kwiat cięty ...




... no i ziemniaczki, które są regularnie kopczykowane ... 




***********




Specjalnie dla dyń, których w tym roku mamy sporo - Andrew zrobił osłonki z plastikowych butelek. Nie są może zbyt piękne, ale zdają egzamin i mamy ich pod dostatkiem. Takie 'klosze' ogrodowe są bardzo przydatne, gdyż dzięki nim można spokojnie sadzić młode i oczywiście nielubiące chłodu dynie już w połowie maja.





Każda sadzonka dyni dostała na własny użytek wiadro obronika i badylek, który wbity przy samej nasadzie pędu głównego będzie pokazywał nam dokładnie gdzie podlewać rozrośniętą już roślinę.






Martwiliśmy się na początku, że roślinki mogą się zaparzyć ( trzeba pamiętać o odkręceniu zakrętki ), ale tylko się troszkę spociły -  rosną jak na drożdżach, aż miło. Dynie posadziliśmy ponad tydzień temu i cały czas są pod osłonkami.




Z osłonkami ogród wygląda jak stacja badawcza na księżycu ... no i właściwie już i tak nie wygląda tak, bo przez tydzień wszystko bardzo urosło. Przepraszam Was, że te moje relacje trochę przedawnione, ale czasu brak. Poprawię się z nadejściem lata i (mam nadzieję) spokoju ... raz wysiany i wysadzony wiosną ogród, powinien pozwolić nam troszkę odsapnąć.




O! A tu jeszcze Andrew wysadza rządek słoneczników, a właściwie przepikował je tam z miejsca znajdującego się zimą pod karmnikiem - czyli ptaki go posiały i teraz my z tego korzystamy, oby tylko dojrzał ... nasiona oczywiście znowu powędrują do ptaków ;-)





A to już część warzywnika zamknięta płotkiem. Tu królują moje rabaty na kwiat cięty. Tulipany (już wykopane) kwitły niesamowicie długi i bardzo pięknie pachniały. Regularnie zbierałam bukiety dla siebie i Mamy, a ich nadal było sporo. Tyle radości ... trzeba tylko jesienią się ponownie zaopatrzyć w cebulki.




złapana na goracym uczynku ...



Trawa wskrzeszona po zimowym śnie baaaardzo wolno dochodzi do siebie. Została napowietrzona i posypana granulowanym obornikiem - jest jeszcze młoda i Andrew denerwuje się jej 'żarówiastym' kolorem - ale ja go uspokajam, a i trawa rośnie. Chłopaki mają już boisko.




***********




Kilka tygodni temu Albercik dostał swoją pierwszą prawomocną rabatę warzywną. Tak, wprawdzie jest to piaskownica - ale teraz już nią nie jest! Wszyscy przegłosowaliśmy jednomyślnie, iż będzie to super rabata wzniesiona i faktycznie mamy teraz prawdziwą frajdę. Albercik posadził na niej kilka sałat rzymskich i posiał nasionka marchwi, rzodkiewki oraz nasturcji, które dostał na urodziny od swojej kuzyneczki Milly.









Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło i jadę na Chelsea. Bye!