środa, 17 lipca 2019

Toadpool - zakładam ogród warzywny na terenie dawnej kopalni węgla!








Parę tygodni temu pisałam o ciekawym (chociaż wymagającym bardzo dużo ciężkiej pracy) projekcie, którym teraz zajmuje się Andrew w ogrodzie przy Keythorpe Hall w hrabstwie Leicestershire. Jak to u Andrew – ogród wygląda fantastycznie, nawet jeśli większość nadal wymaga rekonstrukcji i rewitalizacji. W zeszłym tygodniu warzywami ( oraz jadalnymi kwiatami i ziołami) zasilał brytyjskiego MasterChef’a, a teraz szykuje się do odwiedzin Ogród Bellingham w Zgorzałem, a więc latem może będziecie go mogli tam spotkać podczas otwartych dni. A jak nie – to na miejscu będę ja lub Alina, a więc jeśli chcecie zobaczyć jak można uprawiać ogrody bez grama chemii i w systemie no-dig, to zapraszam serdecznie. Jesteśmy otwarci w soboty i niedziele do końca wakacji w godzinach od 12.00 do 16.00, a potem we wrześniu i październiku we wszystkie niedziele w tych samych godzinach.



Dary ogrodu kuchennego jadą do brytyjskiego Masterchef'a.


Póki co spędzam jeszcze kilka dni na pracy przy moim nowym projekcie-eksperymencie w ogrodzie na farmie Toadpool w hrabstwie Derbyshire. Na FB często wspominałam o tym miejscu, które po dziesiątkach lat wyzysku i niszczenia ze strony człowieka próbujemy przywrócić do życia. Nie jest to może projekt na skalę Eden Project – chociaż i tutaj była ogromna kopalnia odkrywkowa, która zdewastowała całą istniejącą wówczas przyrodę, ale udało mi się tu założyć i już zebrać plony z warzywnika oraz zagonów na kwiat cięty. Chcę teraz opisać Wam ten eksperyment, ponieważ nie jednemu ogrodnikowi moje doświadczenia mogą się przydać.



Mój ogród w Toadpool Farm:





W hrabstwie Derbyshire (tak jak i na pozostałym obszarze zwanym Midlands) od setek lat wydobywano cenne minerały i zasoby naturalne. W XIX wieku było tu tysiące kopalń, hut i innych industrialnych monstrum. Dzisiaj na szczęście pozostały po nich tylko wspomnienia – mocno zmieniony przez człowieka krajobraz usiany porośniętymi skąpo hałdami, nazwy ulic typu ‘Kopalniana’ czy muzea. Tak wyglądało tu w latach 1870-tych: 





Pamięta się tu oczywiście ciężką pracę ludzi, ale rozumie że ratunkiem dla wszystkich jest przywrócenie balansu naturalnego. Po latach świadomej rewitalizacji Derbyshire stało się przepięknym hrabstwem posiadającym jeden z najcudowniejszych krajobrazów, jakim jest Peak District. Dymiące kominy i kopalniane wieże wyciągowe zostały zastąpione plantacjami wierzby energetycznej, polami otoczonymi rozczochranymi żywopłotami z głogu, swobodnymi parkami ze stawami i jeziorami udostępnianymi dla lokalnej ludności do uprawiania sportów oraz na spacery.








Dookoła Toadpool Farm węgla dokopano się dopiero pod koniec XX wieku. Rozległa kopalnia odkrywkowa dochodziła prawie pod sam dom. W ogrodzie ‘ze starych czasów’ pozostało tylko jedno drzewo - jesion – reszta jest tu nowa. Tak się składa, że Toadpool jest teraz akurat moim drugim domem, a więc nie mogłam przepuścić okazji i nie zająć się tym intrygującym miejscem – od jesieni 2018 roku tworzę i główkuję.







Uwierzcie mi, że nie ma nic trudniejszego dla projektanta ogrodów niż założenie własnego ogrodu. W Zgorzałem ogród powstał organicznie, naturalnie, jakoś tak sam z siebie – pewnie to dla tego, że jednak jego styl oraz lokalizację w dużej części dyktował nam krajobraz tego pięknego miejsca na Kaszubach – las, stawy, pagórki, drogi i stare drzewa były dla nas wyznacznikiem i ramą ogrodu, który się delikatnie wpasował. Tutaj jest inaczej – dookoła domu poza ogromnym niebem jest jeszcze ogromniejsza przestrzeń porośnięta dzikimi trawami i podrośniętymi już trochę samosiejkami. Hmmmm … jak wpasować się w coś tak naturalnego? Gdy dookoła sarny, zające, bażanty i zyliony ptactwa na czele z ogromną białą sową. Nie można tego zaburzyć … od czego zacząć?






Mój przyjaciel Dawid twierdzi, że trzeba zacząć od kubka z gorąca herbatą hehe to zawsze jest dobry pomysł, ale tak na poważnie – to im więcej czasu tutaj spędzam, tym mniej wiem. Na początku w planach była preria, ogród żwirowy, taras … z wielu względów coraz mniej te pomysły mi się podobają. Jeśli chodzi o pielęgnację, to akurat preria czy ogród żwirowy potrzebują jej bardzo mało – chodzi bardziej o to, że te dzikości są lepsze! Są piękniejsze i z pewnością bardziej wyciszające czy kojące dla zapracowanego człowieka XXI wieku. Tak więc może nie od herbaty – ale jak dla mnie, to na pewno trzeba zacząć od uprawy własnego jedzenia czyli warzyw, owoców, ziół no i może kilku kwiatów do wazonu, które posłużą przy okazji za świetne pożywienie dla owadów. Marzyło mi się, że za kilka miesięcy ogród użytkowy będzie wyglądał właśnie tak, jak wygląda: 








Od czasu zasypania kopalni (czyli jakieś 10 lat temu) ktoś posadził tu kilka drzewek i krzewów owocowych, które były bardzo zaniedbane. Zimą przycięliśmy to wszystko i doprowadziliśmy do znośnego wyglądu – teraz sad odwdzięcza się owocami. W jednym kącie działki (pod starym jesionem) stały też 2 szklarnie, które oczywiście chętnie przygarnęłam i dziś pękają w szwach od pomidorów, bakłażanów i papryk. Tak samotnie wyglądały zeszłej jesieni: 









Niestety nic więcej nie było poza słabo rosnącą na kamienistym podłożu trawą. Szklarnie i co ważniejsze strony świata oraz słońce - podyktowały mi kształt warzywnika (który już wiem, że będę musiała powiększyć).

Oczywiście pytanie było tylko jak tu uprawiać cokolwiek w jałowym, kamienistym podłożu – czyli tym czymś – czym zasypano kopalnię (sama nie wiem co to w ogóle jest). No i szczęśliwie problem zamienił się w okazję – uprawa on-dig czyli bez kopania. Jestem ogrodnikiem od zawsze pracującym tylko i wyłącznie ekologicznie, więc taka właśnie uprawa pasowała mi w 100 procentach. Wiecie jak to jest – czasami intuicja podpowiada, że to coś to właśnie jest to i tyle. Po prostu ma sens!







Jesienią 2018 roku zbudowaliśmy 4 rabaty wzniesione na terenie zawładniętym przez perz, pokrzywę i osty. Staraliśmy się kopać jak najmniej - ale wieloletnie chwasty trzeba było usunąć raz a dobrze wykopując je widłami. Na zdjęciach Dawid walczy z morzem perzu ...








Potem każdą rabatę wyłożyliśmy grubym kartonem. Na karton wyrzuciliśmy grubą warstwę dosyć świeżego obornika końskiego i na to grubą warstwę kompostu miejskiego. 





Ciepły obornik i kompost  chłodnym listopadowym popołudniem - najs! 







Nie mieliśmy za bardzo wyboru – bo tak jak pisałam powyżej – ziemi tu nie ma, a gleby obcej sprowadzać nie chcę, wolę ją sama stworzyć. No właśnie zaczęłam to robić – wiadomo, że nie jest to idealne podłoże i nie wszystkie rośliny będą na tym dobrze rosły – ale to był eksperyment.  Ścieżki wyłożyliśmy czarną agrotkaniną i ząbkami wierzby energetycznej, a miejsce na rabatę 'na kwiaty cięte' pozostawiliśmy przykryte czarną folią.





Zimą było już zupełnie inaczej ... 







... a wczesną wiosną warzywnik zaczął wyglądać i pojawiły się warzywka :-) 








Marzec - na zdjęciu widać od lewej strony 4 rzędy bobu (z siewu wprost do gruntu), 2 rzędy buraczków (z multisiewu do wielodoniczek) i potem znowu kilka rzędów bobu (z multisiewu do wielodoniczek) i 2 rzędy marchewki (z siewu wprost do gruntu).  







Kwiecień i maj. Warzywnik  zaczął dawać nam plony. W jednej szklarni posadziłam pomidory, bazylię i aksamitki, a w drugiej postawiłam duże donice z bakłażanami i papryką. Wczesne plony przykrywałam białą agrowłókniną.









W czerwcu wszystko musiałam przykryć siatką, ponieważ moje kapustne zainteresowały zamieszkujące naszą tuję (tak! mam jedną wielką tuję!!!) grzywacze :-)









Rabatę na kwiaty cięte przygotowaliśmy w trochę inny sposób. Nie budowaliśmy rabaty wzniesionej i nie dodawaliśmy obornika – na istniejące (kiepskie!) podłoże poszła tylko gruba (10cm) warstwa kompostu miejskiego. Nic nie kopaliśmy. Jak już wspomniałam - wcześniej przez jakieś pół roku miejsce to było przykryte czarną folią, żeby pozbyć się chwastów.  Na folii widać przygotowany kompost - przyda się w maju, jak będziemy sadzić kwiaty (z wysiewu wewnątrz i pikowania do multiplatów).





Cały ogródek otoczyliśmy niskim płotkiem z wikliny – warzywnik musi być nie tylko pożyteczny, ale i ładny – czemu nie! Zobaczcie jakie rezultaty osiągnęliśmy w te kilka miesięcy w części warzywnej:











... i na rabatach na tak zwany kwiat cięty, gdzie rośnie kilka odmian kosmosów, białe driakwie, błękitne i białe ostróżeczki, niebieski żeniszek, kraspedia, proso rózgowate,  kilka odmian cynii, aminek, szarłaty i oczywiście dalie:










Oczywiście uprawa w takim podłożu ma swoje limity – ale jeśli ktoś nie ma wyjścia, ponieważ ma na działce bardzo kiepskie gleby – to naprawdę nie jest to zły pomysł. 



                   

                   


                        




Nasiona wysiewałam na rozsadach wewnątrz – najpierw na parapecie, potem w nieogrzewanej szklarni i do gleby sadziłam warzywa oraz kwiaty w postaci sadzonek z multiplatów. 








       



Siałam wprost do gleby tylko bób, pasternak i marchew. Na poniższym zdjęciu pasternak: 






Rośliny kapustne (kapusta, jarmuż, kaletes, brukselka, kalafior czy brokuł) i liściaste tupu sałaty, musztardówce czy szpinak rosną na tym podłożu jak zwariowane. Nigdy jeszcze nie maiłam tak pięknej i ogromnej sałaty – przypominam, że ogród nie był niczym dodatkowo nawożony. 




Sałaty wysiewane w marcu w maju były już takie ogromne! Tutaj w koszyku z wiosenna kapustą.




Pierwszy 'rzut' sałat był pomiędzy rzędami innych warzyw - póki te były jeszcze małe - np. kapusty, brukselki i bób. Najpyszniejsze jak dla mnie są sałaty kruche, rzymskie - uprawiałam tradycyjnie odmianę Little Gem i Intred.








Dobrze też rośnie marchew, pasternak i buraki oraz cukinia i dynie. Troszkę gorzej reagują na podłoże rośliny motylkowe – bób i groszki radzą sobie ok i zajadamy się już ich płodami, ale fasola pokazuje stres. Nie wiem tak do końca czy spowodowane jest to dużą ilością azotu (obornik) czy chodzi tu bardziej o chłodne lato – niestety w Anglii w tym roku jest szczególnie zimno. Nie pomaga nawet kot ogrzewający rabaty hehe










Czosnek sadzony jesienią niestety poległ – ogólnie żadne korzeniowe czy rosnące ‘pod ziemią’ warzywa nie lubią mocno obornikowanego podłoża, więc i tak jestem w szoku że tylko on nie dał rady.









Ogólnie jest to bardzo ciekawy eksperyment i fajne jest to, że jak najbardziej się udaje. Teraz każdej jesieni będę ściółkować zagony grubą warstwą kompostu i w ten sposób tworzyć własną glebę. Życie w postaci dżdżownic, grzybów i bakterii zapewne przyjdzie nie tylko z dodawanej materii organicznej ( np. kompost, obornik przekompostowany, ziemia liściowa, dobrze przekompostowane zrębki czy kora), ale i z istniejącego podłoża. Początek jest. A najważniejsze jest to, że nie kopiąc gleby:    

- zachowujemy w niej jak najwięcej wilgoci,

- grzyby mikoryzowe swobodnie rozrastają się i wspomagają wzrost korzeni,

- nie rujnujemy jej budowy a co za tym idzie wspomagamy dobre warunki wodno-powietrzne,

- mamy mniej chwastów - pamiętajmy, że kopiąc wyrzucamy  na powierzchnię coraz to nowe nasiona, które tylko czekają na okazję :-)

- wzrost chwastów hamuje również regularne zastosowanie ściółki, która w systemie no-dig jest konieczna, 

- zachowujemy w glebie ciepło podczas zimowych miesięcy, nie chłodzimy jej wywracając do góry nogami!

- nie trzeba kopać - mniej pracy dla nas!!! 








A co z chwastami? Dziś na rabatach tu i ówdzie wyrasta pojedyncze źdźbło perzu – ale jeszcze ani razu nie spędziłam dłużej niż 5 minut na odchwaszczaniu. Muszę powiedzieć, że perz (choć i tak nadal w bardzo małych ilościach) bardziej przerasta agrotkaninę, którą wyłożyłam ścieżki, ale i tu z łatwością wyrywam pojedyncze chwasty. Ogólnie można powiedzieć z ręką na sercu – że problem z chwastami tu nie istnieje! Super co?






Tyle póki co z ogrodu Toadpool. Za kilka dni będę na Kaszubach i postaram się napisać co słychać w Ogrodzie Bellingham. Podczas mojej nieobecności ogrodem zajmuje się Alina, która może być dumna ze swoich osiągnięć – ja jestem! Życzę wszystkim wspaniałych doznań w ogrodach i na łonie natury. Może do zobaczenia u nas? A jak nie – to koniecznie słuchajcie naszych podcastów Naturalnie o Ogrodach. Wszystkie odcinki (a jest ich już sporo) możecie bez limitu słuchać tutaj. Zapraszam serdecznie.









10 komentarzy:

  1. Witaj Kasiu. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej pracy i efektów! Wspaniałe :-) Podołałaś ogromnemu wyzwaniu. Coś niesamowitego, gratuluję. Czasami brakuje mi słonecznego ogrodu, gdzie mógłbym uprawiać warzywa czy kwiaty... Ale cóż, trzeba się cieszyć tym, co się ma :-) Urzekł mnie wszędobylski kotek :-) Serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Andrzej, dzięki serdeczne za komentarz - wiesz, ja to jestem od warzyw, a Ty od zimozielonych i tak już musi być :-) też podziwiam Twój ogród - to jest właśnie to - dobry ogrodnik uprawia taki ogród, na jaki pozwala mu naświetlenie, gleba itd. A ten kotek to Jelly - uwielbia obserwować moje ogrodowe wyczyny :-) uściski

      Usuń
  2. Ogromna dawka wiedzy Kasiu, przeczytałam z zapartym tchem i w moim, dzikim jeszcze ogrodzie, a również chcę założyć warzywnik spróbuję zastosować Twoje rady.
    Piękny ogród i cudowny klimat. Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę bardzo mi miło, dziękuję :-) bardzo polecam tą metodę, proszę sobie sprawdzić jeszcze https://www.charlesdowding.co.uk/
      Życzę powodzenia :-)

      Usuń
  3. Przepiękny ogród w kilka miesięcy! Aż nie można oderwać oczu. No-dig garden podczytuje i oglądam i bardzo mi się podoba. Jednak odkąd nie przekopuję mam straszny problem z nornicami. Wcześniej na ornej ziemi ich nie było, a teraz dziura na dziurze. Jak siebie radzić z nornicami? Niestety kota jeszcze nie mam i nie będę mieć póki tam nie zamieszkam. Co robić? Podgryzają wszystko ale najbardziej mi szkoda młodych drzewek owocowych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla takiej nowicjuszki jak, Twoje cenne rady są na wagę złota. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Berdzo fajnie udokumentowane powstawanie grzadek. Swietny pomysl z deskami pobokach. Czy tak wszyscy w UK buduja?

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudownie się na to patrzy, pięknie jest!!❤. Również zamierzam czerpać garściami z wiedzy jaką przekazujesz. Super, podziwiam i gratuluje

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie było mnie długo, wiem za długo, ale w końcu wróciłam, pracowite półtora roku spotkań z czytelniczkami po wydaniu mojej książki Moje podróże z lotką , Trips with shuttlecock. Mój ogród był zaopiekowany, spędzałam w nim każdą wolną chwilę. Żywokost od Ciebie pięknie sie rozrósł i robię nawóz, którym podlewam rośliny. Zmieniłam wygląd ogrodu, posadziłam więcej bylin, gdyż czas nieubłaganie leci a ja też nie jestem młódka. Piękny masz dom i ogród na Kaszubach i piękny jest ten ogród "preriowy". Pozdrawiam serdecznie,
    j

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzień dobry, dopiero zaczynam przygodę z własnym ogrodem i urzekła mnie metoda „ bez kopania„ i Pani ogród na Kaszubach. Mam jednak w związku z tym pytanie. Czy przed wysypaniem kompostu na rabatę kwietną usunęła Pani agrowłókninę? Mam bardzo dużą działkę z dziko rosnącą trawą i od tej jesieni chciałabym zacząć przygotowywać grunt pod uprawę rabat kwietnych w stylu angielskim. Ziemia jak to na Kaszubach gliniasto- piaskowa

    OdpowiedzUsuń