Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lato. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2015

Pełnia lata w ogrodzie czyli RAJ NA ZIEMI.




Od początku sierpnia zadaję sobie pytanie: a co się stało z lipcem? czy już był? no niestety był, ale tak kiepski, że nie można zakwalifikować go do lata. Tygodnie bez słońca, deszcze i bardzo zimne noce poważnie zestresowały ogród i roślinność. Staraliśmy się bardzo, ale cudów nie ma. Mili goście odwiedzający nasz ogród nie narzekają, ale wiecie jak to jest - gospodarz widzi, co u niego 'kuleje' ;-) No ale sami mi powiedzcie - jak to możliwe, że jeszcze nie rozkwitły kosmosy i driakwie ?





Na szczęście ogród kolorują ciepłe barwy dalii, które pędziłam w szklarni od początku kwietnia - kwitną już grubo ponad miesiąc. Tunel leszczynowy już prawie całkowicie pokryty jest pachnącymi groszkami i dostarcza pysznych bukietów do domu od 5 tygodni. Kwitły też w swoim czasie byliny na rabatach i w ogrodzie ziołowym. Tylko te jednoroczne jakoś tak powoli idą, że zaczynam się niecierpliwić - już marzą mi się te wielkie bukiety ... no, może będą akurat na Rodzinny Festiwal Plonów 16-go sierpnia ;-) 




Noooo może ogólnie nie jest tak źle - dzięki naszemu tunelowi foliowemu zbieramy już całkiem fajne plony pomidorów, bakłażanów, papryk słodkich i papryczek chili - tak więc będzie co pokazać podczas Tomato & Chili Fiesta 6-go września ;-) 




... karczochami i innymi warzywami objadamy się od miesiąca, a krzaczki porzeczek obrodziły przepięknie - ale i tak nadziwować się pogodzie w naszym rejonie tego roku nie możemy.  





Tradycyjnie już latem, z przyjaciółką Anią robimy aromatyczne oleje z ostrej papryczki chili, czosnku, rozmarynu i bazylii, którymi później doprawiamy sałatki, potrawy z makaronem, pizzę i zupy-kremy. Te oleje są naprawdę pyszne i bardzo łatwe w wykonaniu. Pamiętajmy tylko, że niektóre papryczki są diabelsko hot hot hot i warto do ich krojenia ubrać rękawiczki i nawet maseczkę na buzię i nos - wiem z własnego doświadczenia hehe




Nie ma świeży czosnek prosto z ogrodu ;-) 


Słoiki wypełniłyśmy pokrojonymi papryczkami, czosnkiem i rozmarynem (każdy oczywiście osobno) tak, aby ich części nie wystawały powyżej poziomu oleju (Uwaga! Bazylię się blenduje z olejem). Sam olej przed zalaniem ziół czy owoców/warzyw można delikatnie podgrzać w kąpieli parowej, aby aromaty wydobyłaby się szybko i olej był gotowy w przeciągu jednego lub dwóch dni. Nasze oleje jednak stoją 2 tygodnie w nasłonecznionym miejscu i podgrzewają się naturalnie przykryte jedynie czystą ściereczką. Po tym czasie zostaną przelane przez drobne sito do ozdobnych słoiczków i buteleczek, podpisane i odstawione na półkę w chłodnej spiżarni. Do buteleczek można włożyć gałązkę rozmarynu lub kilka 'nowych' ząbków czosnku czy papryczkę chili dla ozdoby.






Ciekawe jest to, że oleje te wzbudzają szczególnie duże zainteresowanie i sporo kontrowersji. Jaki olej dodajemy? Czy rafinowany czy nie? Czy oliwa z oliwek jest lepsza - i czy extra? Czy przypadkiem oleje nie są trujące - bo przecież stoją 2 tygodnie na słońcu ... hmmmm ja osobiście nie jestem naukowcem jeśli chodzi o oleje, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że w domu naszym i naszych przyjaciół są robione od lat i póki co wszyscy żyjemy ;-) myślę, że na co dzień jemy o wiele więcej 'podejrzanych' produktów, a takie oleje są wśród nas od setek lat. 

Jeśli chodzi o rodzaj oleju do zalewania ziół w słoikach, to zawsze wybieram produkt jak najbardziej lokalny czyli w naszym kraju będzie to z pewnością słonecznik oraz rzepak. Do takiej mieszanki dolewam niewielka ilość oliwy z oliwek, ale niekoniecznie extra - olej i tak będzie bardzo aromatyczny i nie potrzeba już więcej smaków narzuconych przez oliwę.    




Takie samo podejście do sprawach olejów, lokalnych produktów i wielu wielu innych spraw życiowo-żywieniowych ma właśnie Ania, która posiada ogrooooomną wiedzę jeśli chodzi o zastosowanie ziół i ogólnie roślin w domowej apteczce. Jest moim doradcą jeśli chodzi o naturalne leczenie mojej rodziny - za troskę, rzetelność i cierpliwość ;-) serdecznie jej dziękuję.

A oto właśnie Ania z najmniejszym i najsłodszym członkiem jej rodziny - Franusiem ;-) podczas zbierania kwiatków na wyciąg z nagietka. O zastosowaniu nagietka i innych popularnych kwiatków/ziółek dostępnych w naszych ogródkach lub zaroślach i przydrożach opowie podczas wykładu na naszym zbliżającym się Rodzinnym Festiwalu Plonów 16-go sierpnia




******

Powolutku  zagospodarowujemy ogród leśny za szklarnią. Do niedawna kwitło tam tyle naparstnic, że trudno było oderwać od tego miejsca wzrok. Mamy nadzieję, że się teraz ładnie porozsiewają i będą tam rosły już do końca świata ;-)  tego samego oczekujemy po ciemiernikach. 




Ogród ziołowy (żwirowy), z którego czerpiemy do naszej kuchni i apteczki domowej większość ziół wieloletnich zmienia się z miesiąca na miesiąc - nie ma już śladu po fioletach i purpurach, a teraz panują tu lekkie kolory złota, srebra i błękitu. Tunbergia w donicy przed szklarnią nie zawiodła - jak zawsze jest piękna, delikatna i zdrowo rośnie pnąc się po czym tylko się da ;-) 






Nasza praca polega teraz głównie na podlewaniu - szczególnie roślin w donicach, w szklarni i oczywiście pomidorów i reszty 'psianek' w tunelu foliowym. W warzywniku większość warzyw i kwiatów udało nam się wyściółkować sianem skoszonym z naszej łąki ponad 2 lata temu, co wspaniale wpływa na zatrzymywanie wilgoci w glebie (nie wspominam już o hamowaniu wzrostu chwastów) - dzięki temu w warzywniku na razie udaje się bez ciągłego ustawiania polewaczek. Ale oczywiście podlewać warzywa trzeba, bo będą mało smaczne. Trzeba też regularnie pamiętać o zbieraniu plonów (cukinie, ogórki sałatkowe, pomidory i groszki pachnące zbieramy codziennie), o przywiązywaniu roślin na rabatach do podpór, o ogławianiu roślin kwitnących (szczególnie tych w donicach na balkonach czy tarasach)  i ogólnie trzeba mieć oko na ogród żeby przypadkiem czegoś nie przegapić - pamiętajmy, że każdy stres osłabia rośliny i takiego słabeusza łatwiej mogą dopaść wszelkie choroby i szkodniki - nieuwaga grozi też zasuszeniem !!!

Poza podlewaniem rośliny teraz dokarmiamy - jedna sprawa, że po deszczach wszystko trzeba było podrzucić nawozem np. granulowanym obornikiem, gdyż świetnie wymyły one składniki pokarmowe z gleby (więc bez takiego szybkiego 'dopalacza' wiele kwiatów i warzyw wyglądałoby marnie). A druga sprawa, to regularne dokarmianie roślin silnie kwitnących lub owocujących. Wszyscy mieszkańcy tunelu foliowego (pomidory, ogórki sałatkowe, bakłażany, papryki słodkie i ostre) dostają regularnie przy podlewaniu dobra dawkę gnojówki z żywokostu, a ozdobne donice z kwiatami ustawione tu i tam w ogrodzie dostają przy podlewaniu nawozu z dżdżownic kalifornijskich. W prawdzie przy sadzeniu  wszystkich donic (ozdobnych oraz tych z pomidorami itd) do podłoża dodawaliśmy obowiązkowo porcję dobrze przekompostowanego obornika - to takie sierpniowe dokarmianie jest jak najbardziej wskazane.  


Śliczne liliowce - prezent od Talibry DZIĘKUJE ;-) 

Już myślałam, że się nie doczekam w tym roku moich jeżówek !!! 


Rabata bylinowa w tym roku była zdominowana przez lunarię w odm. 'Canon Went' (widoczna poniżej), ale tylko do czasu gdy wraz z przywrotnikiem ostroklapowym, łubinami i kocimiętką poszły 'pod sekator' jakieś 3 tygodnie temu. Dzięki temu na rabacie zrobiło się miejsce na kwiaty jednoroczne (które przez bylinowy gąszcz posadziłam w tym roku strasznie późno), a bylinki powolutku dochodzą do siebie tworząc rozety liści - pewnie będą próbowały kwitnąć raz jeszcze, ale już na pewno nie zagłuszą jednorocznych.  Ta rabata też jest wyściółkowana grubą warstwą przekompostowanego siana z łąki i naprawdę świetnie zachowuję wilgoć w glebie. 





Niestety podczas letniego sezonu nie jestem w stanie przekazać Wam wszystkich moich myśli - chociaż chciałabym bardzo. Strasznie dużo inspiracji i świetnych pomysłów zamieszkało w mojej głowie po odwiedzinach angielskich ogrodów najpierw w czerwcu z Mają, a potem w lipcu podczas mojej wycieczki z Angielskimi Ogrodami. O samej wycieczce napiszę jeszcze w osobnym poście, a ogrody odwiedzone w tym roku chciałabym przedstawić jeszcze przy innej okazji - bo wszystkie były niesamowitym natchnieniem. 






Pamiętajmy, aby podczas upalnych dni nie moczyć liści i pędów roślin. Podlewamy tylko wczesnym rankiem lub późnym wieczorkiem ;-) 







Dużo, dużo więcej piszę o letnich ogrodach polskich i angielskich w najnowszym wydaniu magazynu Vita Rustica, do którego lektury serdecznie wszystkich namawiam - oto letnia okładka i spis treści aktualnego wydania ... mam nadzieję, że Was zaciekawi: 






*******


Nasze czarne malwy pięknie rosną osłaniane z północy i zachodu laskiem. Te, które znajdują się w lekko wilgotniejszej glebie mają się stanowczo lepiej. Niestety i do tych dotarła rdza malwy - jedynym sposobem, który stosuję to usuwanie i palenie lub wyrzucanie do odpadów zmieszanych (tylko nie do kompostownika!!!) porażonych liści - podobnie robię w przypadku ciemierników, których liście wycinam całkowicie przed kwitnieniem. 




Kwiaty jednoroczne dopiero rozkwitają, ale dalie nie zawiodły. Każdego roku uwielbiam je coraz bardziej i sadzę ich coraz więcej. W czerwcu i lipcu komponowałam je w bukietach z wcześnie kwitnącymi bylinami (np. ostróżka, wilczomlecz, przywrotnik ostroklapowy i goździk brodaty), a teraz zacieram ręce na kosmosy, tabakę ozdobną,  driakwie, aminki egipskie i szarłaty. Ale !!! dalie wyglądają super pięknie w bukietach same ze sobą - nawet po jednej sztuce :-) 







A moją najpiękniejszą dalią w tym roku jest z pewnością delikatna, o jak dla mnie wymarzonym rozmiarze i formie kwiatostanu dalia w odm. 'Offshore Dream', którą kupiłam ze wszystkimi moimi daliami wiosną w sklepie NaOgrodowej.pl - oto ona w bukieciku z groszkiem pachnącycm: 





Groszki pachnące, tak jak dalie - to najlepsza inwestycja dla ogrodu 'na kwiat cięty'. Kolor na rabatach i materiał do bukietów zapewniony jest dzięki nim już od czerwca. Są piękne, pachnące i kwitną jak zwariowane. Im więcej kwiatów ścinamy - tym więcej kwiatów rozwija się następnego dnia. Cud natury ;-) ale lubią wilgotne podłoże, więc warto ściółkować i oczywiście koniecznie regularnie ogławiać. 




Inspiracje do bukiecików czerpię głównie z samych kwiatów - bo są tak piękne, że aż proszą się o układanie w wiązanki! Ale jest taka jedna czarodziejka Maszka - która zamieniłaby nawet zaschłe róże kwiaciarniowe (już nie mogę nic gorszego wymyślić ;-) w najpiękniejszy bukiet świata. Uwielbiam jej kompozycje, jej zdjęcia, jej ogród, jej dom i oczywiście sama czarodziejkę. Buziaki  i ten skromniutki bukiecik ślę! 


Z aminkiem majowym ...

... cynią (obowiązkowo) ...

... i oczywiście daliami ;-)



Jeśli ktoś miałby ochotę na trochę wiejskich kwiatków we własnym wazonie, to zapraszam po groszki pachnące, dalie oraz bukieciki do gdyńskiej Oficyny w czwartki. Zachęcam również do brania udziału w naszych warsztatach KWIATY CIĘTE Z WŁASNEGO OGRODU




Aaaaa - zapomniałabym o najważniejszym! Serdecznie zapraszam wszystkich mieszkańców Trójmiasta i okolic do słuchania mojej audycji ogrodniczej na antenie Radia Gdańsk. Od 17-go sierpnia regularnie co poniedziałek o godz. 11.00  ;-) Osoby mieszkające poza zasięgiem mogą odsłuchać wszystkich audycji na stronie radiogdansk.pl 






Teraz idę już pomóc Andrew robić kapustę kiszoną i przypilnować, żeby zamiast kminku nie dodał do niej znowu (!) kminu rzymskiego ;-) Potem tylko jezioro i na kolację karczochy ...





                                                                  
                                Pozdrawiam gorąco i życzę wszystkim pięknego sierpnia ;-)



środa, 23 lipca 2014

Karczochy, kartofelki ... ogród użytkowy to naprawdę FAJNA rzecz!


Lato jest dla mnie chyba najbardziej pracowitą porą roku. Nawał roboty na wszystkich frontach i jeszcze na kilku dodatkowych ;-) No, ale niestety latem są też wakacje - a tak się składa, że mieszkam w bardzo 'wakacyjnej' części Kaszub i generalnie ciężko mi w tej atmosferze w ogóle coś robić ... poza jeziorami, kajakami i pogaduszkami z moimi nowymi koleżaneczkami ze wsi na pomoście przy lemoniadowej shandy ;-) Tak więc wstaję już o 5 rano i w czasie, gdy 'normalny' świat śpi - nadrabiam zaległości, które mi się okropnie napiętrzyły po wycieczce do angielskich ogrodów. Jednym z priorytetów jest publikacja tego posta, który napisałam właściwie aż 2 tygodnie temu ...
 




Załóżmy więc, że jest pierwsza połowa lipca. Na rabacie jest baaaardzo niebiesko i totalny nieład artystyczny ... tak się to nazywa, żeby było dobrze ;-) ...
 
hmmmmmmmmm .......   wygląda słodko i naprawdę w bardzo wiejskim stylu, ja jednak wiem i męczy mnie to bardzo - w tym roku nie udało mi się poświęcić tym rabatom wystarczająco czasu i teraz nie jest najlepiej. Moje profesjonalne oko i dusza cierpią ... nie czepiam się, ale ja to widzę ;-(


 
 
Oczywiście ostróżeczki są boskie - trudno o drugi, tak śliczny kwiat. Jest delikatny, ale jednocześnie bardzo wyfikany. Może stać w bukiecie na stole w wiejskiej chacie, może zdobić pałace ... no i właśnie ostróżeczek mam bardzo dużo, ponieważ po zeszłym sezonie sporo się samo wysiało. To samo z szałwią powabną ... chociaż pewno powinnam była połowę wyrwać. Nie miałam serca ani czasu ... teraz te rabaty to totalny busz. Dla mnie nowe doświadczenie (chociaż czy nowa mądrość?) - rabata sama nie będzie perfekt, trzeba jednak poświęcić jej czasu i pomyślunku. Teraz się już za nią zabieram i czekam niecierpliwie na urozmaicenie scenerii ze strony czosnków główkowatych, które za 5 sekund rozkwitną ;-)  




 
***********
 
 
Jak uchwycić ten moment?
 
No właśnie, wyglądam z okna znad projektu czy komputera i widzę, że jest pięknie i leniwie ... i tak się gapię w nieskończoność.  Słońce akurat zachodzi u nas w miejscu, gdzie jest przerwa pomiędzy brzózkami - bajka. Strasznie zawsze chce się zatrzymać tę chwilkę na zawsze! 


 
O! I koniec, już zaszło ... cisza, spokój. Dookoła wisi lekka mgła ... po słońcu pozostał tylko zapach ciepłych zbórz. Ha! Gdyby tylko jeszcze nie było komarów ;-) Chociaż ja i tak pracuję w chmurach tych ostro wkurzających insektów. Po zajściu gorącego słońca można wreszcie 'posiedzieć' w ogrodzie czyli raczej 'porobić' i żaden komar na drodze mi nie stanie - hobby czy obsesja? Cokolwiek to jest, ja mam nogi i ramiona w swędzących kropkach. Trudno ... warto.
 




 
Raniutko znowu słońce zagląda do ogrodu i od wschodu do zachodu zapieka mi warzywa z ziołami ;-) i kwiaty. Próbuję 'łapać' piękne chwile za pomoca aparatu o różnych porach dnia. Oczywiście rano jest najcudowniej, ale akurat w moim nowym żwirowym ogrodzie ziołowym słońce pojawia się dopiero około godz 8 - czyli jak na letniego fotografa, to dosyć późno ;-)  Ale gdy już zaświeci, to wypala z mgły również i nasz warzywnik. Potem już jest patelnia ...









Jak widać - mamy co jeść - warzywnik pęka w szwach. Na mięso nawet nie chce mi się patrzyć. Ucztujemy przy wielkich michach warzyw strączkowych i przecudnych młodych ziemniaczków. Sporo też mrozimy - teraz właśnie bób, groszek i fasolę tyczną (pnącą).


 
 
Rabaty wzniesione sprawdzają się fantastycznie. Ja zawsze je uwielbiałam. Andrew je dla nas tej wiosny wybudował, ale czułam że nie do końca jest przekonany - on jest idealistą i wydawało mu się, że woli zagony 'normalne'. No i okazało się, że uwieeeeeeeeeeelbia teraz te rabaty. Nie wiem czemu dopiero teraz się do nich tak naprawdę przekonał, bo mieliśmy je już w tylu warzywnikach ... i swoich, i u klientów i w pracy. Tak to jest - 15 lat spędzam z człowiekeim i dopiero teraz dowiaduję się, co myśli o rabatach wzniesionych ;-))))
 
 



Tak więc dla niedowiarków - oficjalnie - warzywa rosną na rabatach wzniesionych lepiej! Szczególnie jeśli warzywnik jest na kiepskiej glebie! TUTAJ jest trochę więcej o tych naszych rabatch i jak je budowaliśmy.




Podczas warsztatów o eko-warzywniku opowiadam o tym, żeby pozwolić naturze załatwiać swoje sprawy. Zobaczcie - poniżej widać jak nam kardy zaatakowała mszyca. Nic nie robiliśmy i po 2 tygodniach po mszycy nie ma śladu - mamy za to kupę objedzonych biedronek i opitych sokami mszycowymi (fuj) mrówek! I tak to działa w przyrodzie, tylko musimy jej dać żyć!




Jeszcze kilka widoczków, bo nie mogę się powstrzymać. Uwielbiam ten mój ogród. To taka wielka skrzynia skarbów ... pełna żarcia, kwiatów i jeszcze w dodatku taka ładna - no i dobrze, że mam w domu tak wspaniałego kucharza, który potrafi z tych obfitości wyczarować nabardziej wyszukane potrawy ;-) Ogród użytkowy to naprawdę fajna rzecz! ... a dodatkowo całkiem zdrowe i modne hobby ... dla nas sposób na życie.





**********





Moja koleżanka - Magda z Łodzi (pozdrawiam ;-)) zapytała ostatnio kiedy najlepiej jest zbierać karczochy. Kiedy są już gotowe? My z Andrew właściwie zbieramy je już od kilku tygodni, gdyż ...




... karczochy, które najlepiej nadają się do spożycia są małe, ciężkie i mają jeszcze całkiem mocno zamknięte kwiatostany, na końcówkach których widoczne są purpurowe przebarwienia - nie ma co czekać, aż kwiaty będą duże. Często zjadamy nie ten duży, dorodny kwiatostan uwieńczający  główny pęd wzrostu karczocha, tylko jego mniejszych kuzynów wyrastających z pędów bocznych – to właśnie one mają najsmaczniejsze, najdelikatniejsze tzw. ‘serce’ i małą ilość niejadalnych płatków. Nigdy nie wybieramy do spożycia karczochów ‘posiniaczonych’ ani przebarwionych. A jeśli zbieramy je na kilka godzin przed przyrządzeniem potrawy, to koniecznie zamaczamy je w chłodnej wodzie z cytryną - inaczej karczochy bardzo szybko ciemnieją.

NaOgrodowej.pl podaję super przepis na niesamowicie smaczne Karczochy w białym winie i ziołach TUTAJ - zapraszam ;-)





 
 
 *******
 
 





Rustykalne frytki – najsmaczniejsze na świecie.

Uwielbiamy takie frytki i ciągle je wcinamy z sałatą lub po prostu same – szczególnie zrobione z naszych młodych ziemniaków z ogrodu i serwowane z sałatą rzymską i surowym, młodym bobem.
 





Nie są zbytnio podobne do ‘normalnych’ frytek z budki na plaży czy KFC - to bardziej ćwiarteczki niż słupeczki, ale smakowo są o niebo lepsze … i co ważniejsze są z pewnością zdrowsze, ponieważ nie  smaży się ich na głębokim oleju w garnku, tylko zapieka na oliwie z oliwek w piekarniku. Koniecznie spróbujcie!

Składniki:

50 ml oliwy z oliwek
6 dużych ziemniaków (lub 10 mniejszych)
30 gr mąki
płatki soli Maldon lub morska sól gruboziarnista
świeżo zmielony czarny pieprz

Wykonanie:

Rozgrzewamy piekarnik do 230oC – musi być bardzo bardzo gorący i całkowicie nagrzany zanim zaczniesz zapiekanie frytek. Do dużej blachy lub naczynia żaroodpornego wlewamy olej i wkładamy do piekarnika na 3 – 4 minuty.
 



W tym czasie szykujemy ziemniaki: myjemy je dokładnie (nie obieramy) i kroimy wzdłuż na ćwiarteczki … i potem na połóweczki te ćwiarteczki. 




Wyciągamy z piekarnika naczynie z rozgrzanym olejem i wrzucamy do niego pocięte ziemniaki. Wszystko posypujemy mąką, solą i pieprzem. 




Zapiekamy dalej 45 minut aż ziemniaczki zrobią się złociste i chrupiące jak frytki. Aby je ‘rozluźnić’ przed podaniem – blaszkę można lekko potrząsnąć. I tyle. Smacznego! 




A! Do ziemniaków (do blaszki podczas zapiekania) dorzucamy zazwyczaj młodego czosnku - prosto z zagonu. Obmywamy go tylko pod wodą, oczyszczamy z korzeni i łodyg ...




 
 
... i kroimy na mniejsze kawałki. Taki zapiekany czosnek jest przesmaczny - słodziutki, miękutki i o takim jakimś naprawdę pysznym smaku. Bardzo polecam!
 
 


No i jeszcze trzeba coś na deser ... w pierwszej połowie lipca królowały truskawki - które jakoś w tym roku szybko się skończyły - wcale się nimi nie zdążyłam najeść. A miałam na nie kilka super sposobów. Tu na zdjęciu jest coś w stylu deseru z bezą o nazwie Eton Mess. Baaaaardzo angielski deser, który tradycyjnie serwowany jest w słynnym Eton College podczas letnich rozgrywek w krykieta. Nic prostrzego - robimy bezy i kruszymy je na mniejsze kawałki, potem w szklaneczkach lub miseczkach do deseru mieszamy z truskawkami i bitą śmietaną - i tyle!!! Pychota taka ... Desery ze zdjęcia 'poszły' na piknik, więc podawane były w papierowych szklaneczkach z Ikea.
 
Teraz zamiast truskawek robię ten deser z malinami - równie smaczny ;-)



 
********



 
 
Jesteśmy bardzo dumni z naszego dzidziusia - nowego ogrodu żwirowego. Pośród 'normalnych' zioł (bo ma to być głównie ogród ziołowy) rosną tu i ówdzie gwiazdy z zupełnie innej bajki ... na przykład moje ulubione dziewanny - nie wyobrażam sobie bez nich ogrodu żwirowego! Teraz już przekwitają i zamiast nich zaczyna się czas malw. Bardzo malowniczo ... szkaoda, że tak rzadko mam czas posiedzieć tu na ławeczce.
 







Nie zapominajcie o konkursie ziołowym Na Ogrodowej - warto wziąć w nim udział, bo można wygrać prenumeraty czasopisma Zieleń to Życie. Wystarczy zrobić zdjęcie ziołu lub ziołom u siebie w ogródku/na balkonie czy parapecie albo gdziekolwiek ;-)
 
Moje mięty i bazylia rosną w glinianych donicach ustawionych w starych skrzynkach dla niosek - poniżej:


 
 
********
 
 
W mojej 'donicy rozmaitości', która jest najzwyczajniej na świecie ogromną, pomalowaną na zielonkawo plastikową donicą po drzewie - posadziłam w tym roku wszystko, co mi wpadło w ręce - z liliami rosną szczepione pomidorki pochodzące od firmy Volmary, funkia sebolda i sadzonki ostnicy cieniutkiej - która jest jeszcze malutka, więc mało co ją widać. Mam nadzieję, że w drugiej połowie lata ostnica zdominuje kompozycję - dosadzę do niej po przekwitnięciu lilii kolorowe kosmosy. Duża donica musi mieć duże rośliny!!!
 
 




 
 
W pierwszej połowie lipca lilie pachniały jak zwariowane. Wieczorami calutki ogród był zasłodzony ich perfumami. Ja to uwielbiam. Sadzę więc 'normalne' wysokie lilie w większych donicach i ustawiam wokół 'miejsc siedzących' w ogrodzie. Te białe to lilie królewskie, a różowe odm. 'Pink Perfection' .
 



 
 
Teraz jednak cudny zapach lilii zastępują już powoli słodkie groszki  ...