
Wydaje mi się, że w tym roku Wielkanoc nadeszła bardzo szybko. Nagle patrzę, a tu Niedziela Palmowa a za tydzień Święta. Fajna niespodzianka! Jest kolejny powód aby zająć się dekoracjami. Chociaż słońce wychodzi jakoś mało, a za oknem silny wiatr i w porywach nawet śnieg pruszy - to ja zabrałam się za jaja i wesołe żąkilki, bez których dla mnie nie ma wiosny i nie ma Wielkanocy.
W domu wyciągnęłam ulubione książki kucharskie i obmyślam co by tu upichcić, jestem zapaloną specjalistką od wszelakich ciast, ciasteczek i puddingów angielskich. Zastanawiam się jakie są zwyczaje w Polskich domostwach, nasz kraj taki duży ... pewno w każdym zakątku te Święta obchodzone są troszkę inaczej. Ja muszę zapoczątkować tradycję dla polsko-angielskiego domu na Kaszubach - to nasza pierwasza Wielkanoc na własnym skrawku Ziemi.
**********
Oto typowe rabaty bylinowe angielskie: są pełne roślin - w sezonie nie widać na nich ani ściółki, ani gleby ani żadnych przestrzeni pomiędzy bylinami. Oczywiście zimą jest inaczej z wiadomych powodów, ale w głównym okresie wzrostu roślin na rabatch jest busz. Aby i Wasze rabaty tak wyglądały pamiętajcie koniecznie, że:
- bez względu na wielkość rabaty NIGDY nie należy sadzić po jednym gatunku danej rośliny, zawsze sadzimy w grupach 3 lub więcej! Jeśli rabata jest mała i damy radę posadzić tylko kilka gatunków - to nic, w tym przypadku "mniej jest więcej";
- jeden gatunek rośliny podsadzamy innym, np. czosnek ozdobny ma niezbyt ciekawe liście więc powinien przez coś się "przebijać" - może podsadzić go zawilcem japońskim, który akurat podczas kwitnienia czosnku wytwarza ładne duże liście? A może różowym bodziszkiem dla delikatnego romantycznego efektu? To samo na rabatach wiosennych - wokół rozwijających się purpurowych pędów piwonii mogą kwitnąć niebieskie hiscynty, wygląda to super i nie ma pustych plam. Brzydkie liście umierających hiacyntów szybko zostaną przykryte pędami i kwiatami piwonii.
- to o czym piszę powyżej to tak zwane "sukcesywne sadzenie" czyli umieszczanie na rabacie roślin ozdobnych z pędów, ulistnienia, kwiatów lub nasion i owoców przez cały sezon, a nawet rok. Jedne zamieniają drugie i nie widać żadnych wolnych miesc. W grę wchodzą drzewa, krzewy, rośliny cebulowe, jednoroczne, dwuletnie, trawy ozdobne i oczywiście byliny - dla ekscentryków polecam jeszcze rośliny tropikalne, które zimują w szklarni, oranżerii lub mieszkaniu a latem są umieszczane na rabatch;
- rozstawa sadzenia pomiędzy bylinami to tradycyjnie około 30cm;
- aby wyrusł nam busz rośliny trzeba obowiązkowo nawozić obornikiem lub granulowanymi odchodami kurzymi/obornikiem i podczas suchych, wietrznych dni podlewać;
- niestety nadal trzeba odchwaszczać, chociaż przy tak gęstych rabatach pracy jest o wiele mniej niż na plackowatych rabatach z kilkoma roślinkami posadzonymi 1m od siebie;
- i .... błagam nie robimy rabat wąskich z prostą linią brzegową, biegnących pod ścianą domu czy wzdłuż płotu - dajmy roślinom więcej przestrzeni, zaokrąglmy zarys rabaty - może grubszy tu i chudszy tam ... polecam równiez rabaty "wyspy" na np. darni lub nawierzchni żwirowej.
Na zdjęciach poniżej jest rabata bylinowa z przeznaczeniem na "kwiat cięty", którą zaprojektowałam na Mazurach. Znajduje się w ogrodzie kuchennym więc musiałam trzymać się prostych linii ścieżek. Za rabatą jest szklana ściana ogromnej oranżerii - w środu wydaje się, jakby rabata była w zasięgu ręki. Rośliny są regularnie przycinane, przywiązywane do palików i dokarmiane ogromną ilością obornika. Rozrastają się bardzo szybko, tu rabata ma zaledwie jeden pełny sezon za sobą a już właściwie należałoby niektóre byliny dzielić - szczególnie trawy i rozchodniki!
*********
U nas wszystko w jak najlepszym porządku. Oprócz tego, że ja jestem chora, samochód czeka na wymianę alternatora u mechanika a za oknem zawieja śnieżna - wszystko gra. Niedawno zostaliśmy szczęśliwymi nabywcami kilku dobrych ton obornika, a to zawsze przynosi ulgę ... mamy co rzucić roślinności na pożarcie!
Po przekopaniu ogródka warzywnego trzeba było zabrać się za zbieranie kamieni, które w tak niesamowity sposób są regularnie "wypluwane" przez naszą glebę. Oczywiście kamienie się przydadzą - ja nie narzekam ... darmowy materiał z lasu czy pola to świetna sprawa. Jak widać Albercik bardzo pomagał, uwielbia być potrzebny w ogrodzie.
**********
Na naszym Wielkanocnym stole dekoracją będą zwykłe wiosenne kwiatki. Urocze i delikatne ale bardzo obficie kwitnące żonkilki Tete-a-Tete oraz różowe stokrotki to podstawa. Od kilku lat zakochana jestem w pełnych formach stokrotek (pomponach), kupiłam już nasionka i mam nadzieję, że w przyszłym roku będę miała swoje własne. Może w przyszłym roku pokuszę się na wykonanie jakiś bardzo ozdbnych wydmuszek - widziałam na blogach jakie piękne wyroby zdobią domostwa koleżanek i kolegów - ale tym razem niezawodne jaja przepiórcze wyglądają wystarczająco świątecznie - i są bardzo bardzo smaczne (szczególnie zamaczane w soli selerowej i siup do buzi ... ).
Jak widać na fotografiach uwielbiam stare haftowane obrusy, które często kupuję na wyprzedażach wiejskich w Anglii lub sklepach z antykami i używaną odzieżą w Polsce. Z tych samych miejsc pochodzą wiktoriańskie kielichy szklane, kryształowy dzbanek i biało-niebieskia zastawa belgijska.
**********
Nareszcie nadszedł czas pikowania pomidorków i innych meksykańców. Z małych glinianych doniczek powędrują już do własnych M1 w postaci tak zwanych donic P9 (czyli 9-cio centymetrówek) tak jak widać na zdjęciu poniżej. Gdy jeszcze troszkę podrosną zostaną wysadzone do "worków dla pomidorów". Coś mi się wydaje, że raczej nie znajdę tych worków w kraju, więc sama je sobie zrobię (wszystko opiszę na blogu oczywiście jak nadejdzie czas). Te specjalnie worki różnią się tym od zwykłych worków z podłożem, które można kupić u nas w sklepach ogrodniczych, że mają bardziej praktyczny kształt i podłoże w nich jest wzbogacone tak - aby służyć warzywom owocującycm (np truskawki, pomidory, bakłażany, papryki i ogórki). Ja itak dokarmiam moje pomidory jak tylko pokażą się pierwsze owocki, a z kształtem worków też sobie jakoś poradzę. Najważniejsze jest coś innego ...
Jak widać na poniższych fotografiach - pomidorki nie rosną w samych workach, lecz w takich jakby zielonych kominkach. I właśnie to jest klucz to sukcesu. Kominki nie maja dna i są wbite w worki za pomocą ząbkowanej podstawy. Są podwójne - do środkowej części (tam gdzie rośnie pomidor) wlewa się wodę z nawozem ponieważ tu włąśnie są korzonki przybyszowe, które pobierają pokarm. Do zewnętrznego koła wlewa się samą wodę w celu dostarczenia jej do korzenia głównego - aby roślinę napoić. To jest cudowny wynalazek. Dla mieszkańców Wysp i innych zapalonych pomidorowców pod zdjęciami podałam nazwy katalogów, w których są one dostępne. Nazywają się fachowo Growpot System i kosztują od 16 Funtów za 3 sztuki - moje pochodzą z The Organic Gardening Catalogue.
![]() |
| Two Wests and Elliott |
![]() |
| Sutton Seeds |
Ok, moje kominki są z UK ale wiele lat żyłam bez nich. Można sobie spokojnie zrobić własne Growpot Systems. Wystarczy mieć na każdą roślinę plastikową donicę - tak max. 25cm średnicy, duży worek podłoża uniwersalnego (min 50l), kilka małych doniczek P9 lub podobnej wielkości, ostry nóż i trochę dodatkowego podłoża ogrodniczego.
![]() |
| www.tomatogrowing.co.uk |
Oto przepis krok po kroku jak to wykonać:
- Najpierw trzeba spulchnić worek z podłożem, trochę go poboksować i ułożyć w miejscu, gdzie będzie już na stałe. Najlepiej pod dobrze nasłonecznioną ścianą lub w szklarni - zawsze tam, gdzie w przyszłości będzie można przywiązać rosnące pomidory.
- Nożem robimy kilka otworów w podstawie worka.
- W dużych donicach wycinamy całkowicie podstawę (nożem lub sekatorem) i w workach wycinamy otwory takie, aby można było w nie "wbić" donice na jakieś 5cm. Ale nie większe niż donice bo przy podlewaniu cała woda będzie się wylewać dołem.
- Na 50l worek można dać 2 rośliny, 3 to na upartego i będą potrzebowały więcej wody oraz nawozu.
- Wkładamy donice w otwory, zanurzamy tak na 5cm w podłożu żeby się lepiej trzymały. Wypełniamy dodatkowym podłożem i sadzimy w nich po pomidorku (tak jak na fotografii powyżej).
- Gdzieś pomiędzy donicami z pomidorami robimy w worku otwór na mniejszą doniczkę. Nie obcinamy w niej podstawy tylko "zatapiamy" w worku z podłożem przynajmniej do połowy, a najlepiej prawie do końca. Tu wlewamy wodę przeznaczoną dla korzeni głównych. Do donicy, w której posadziliśmy pomidorki wlewamy wodę z nawozem ponieważ tu właśnie są korzenie przybyszowe.
I tyle. Oczywiście te duże donice "bez dna" można spokojnie wykorzystać w kolejnych latach. Podłoże jednak stosowałabym zawsze nowe.
*****
Nasz kolega Eryk jest starszym ogrodnikiem w prywatnej posiadłości w Herefordshire. To tam zrobiłam poniższe fotografie. Szklarenka jest jakby dobudowana do muru ( po angielsku tzw. lean-to), jest dosyć wąska ale jest w niej wystarczająco miejsca na uprawę pomidorów po obu stronach ścieżki. Rosną one w takich właśnie "workach na pomidory" i są prowadzone po siatce wykonanej z mocnego sznurka ogrodniczego. Gdy dorosną do "sufitu" to Eryk odcina poprostu wierzchołki wzrostu - trzeba być twardzielem w tej pracy haha!
W szklarni wiszą żółte lepki na insekty. Ich kolor przyciąga szczególnie mączliki i ziemiórki, świetna ochrona ekologiczna.
Oczywiście są również pomidory, które można sadzić w wiszących koszach. Ale to są całkiem inne odmiany niż te stosowane w workach - o słabszym wzroście (ja w tym roku wysiałam "Maskotkę"), zazwyczaj same owoce też są mniejsze tzw. koktajlowe. Te na zdjęciu poniżej są w dużym tunelu foliowym i nie martwią się chłodną pogodą ani deszczowym latem. A na poniższych zdjęciach pomidorki rosną na patio w koszach i w dużej donicy wstawionej do starej rury czy komina. Każdy pomysł jest OK, tylko trzeba pamiętać o odpowiedniej wielkości donicy i dobraniu odmiany.
Ja osobiście jestem zawsze za uprawą pomidorów w szklarni. Latem itak jest ona zazwyczaj pusta, więc przynajmniej do czegoś można ją wykorzystać. Czy jest zrobiona ze szkła czy plastiku - to nie ma znaczenia, najważniejsze jest że chroni przed deszczem i wiatrem. Pomidory uwielbiają gorąc i obfite podlewanie - w takich warunkach można łatwo to kontrolować.
I jeszcze jeden zwariowany pomysł "Pomidorki w pantalonach ... albo raczej w gaciach"
W ten sposób można również uprawiać ogórki, melony, papryki i bakłażany:
| Ogórek uprawiany w workach foliowych. Fot. K. Bellingham |
**********
Mam w domu trochę fajnych słoiczków po francuskich dżemach i marmoladach. Nie zawsze mam czas na własne przetwory, więc nazbierało się tego sporo. Szkoda wyrzucać - bo są ładne, takie słodkie i mają nakrętki w czerwono-białą kratkę ... i wreszcie się przydały jako wazoniki. Chciałam zgromadzić wszystkie kwiatki, które są w moim ogrodzie - w donicach czy w lesie. Nazbierałam po żąkilku, stokrotce, ciemierniku i dodałam parę gałązek leszczyny. Do tego skromna kokardka i wyszła baaardzo urocza dekoracja.
Myślę, że pociągnę tą tradycję przez całe lato - będę wstawiała do słoiczków po jednym kwiatku i podpisywała nazwą gatunku i odmiany. Dla odwiedzających będzie to ciekawa informacja czego mogą spodziewać się w ogródku, na rabacie czy w lesie. A ja lubię takie słodkie maluchy ...
Takie słodkie słoiczki można kupić w wielu miejscach. Te z dżemami kupowałam w Leclerc'u a puste osatnio zdobyła dla mnie moja Mama w sklepie Tchibo. Takie niby nic, a oko cieszy!
**********
Podczas zimowych wiatrów przewróciła się ładna duża choinka i tak sobie leży. Nikomu nie przeszkadza, więc Andrew jeszcze nie zabrał się za jej cięcie. Ma tyle soczystych zielonych gałęzi, że naprawdę szkoda jakoś ich nie wykorzystać. Oczywiście robiłam z nich aranżacje zimowe i wianuszki na Wigilię. Teraz mamy już Wielkanoc a choinka nadal daje mi materiał na kolejne dekoracje. Nie mogę tego nie wykorzystać. Zrobiłam spory wianek z dodatkiem kilku gałązek wierzby związanych zwykłym sznurkiem ogrodniczym. Jest to skromna ozdoba Wielkanocna nadająca się do udekorowania bramy wjazdowej, części ogrodu lub mogiły na cmentarzu. Wygląda szczególnie dobrze w środowisku leśnym. O wykonywaniu Wielkanocnego wianka ozdobnego z tulipankami i baziami poczytajcie w zakładce Na Ogrodowej.
**********
Na koniec kilka fotek z Helu, który odwiedziliśmy kilka dni temu. Aż wstyd przyznać się do tego, że byłam tam pierwszy raz w życiu - wreszcie! Poza sezonem jest to cudne miejsce. W wiosce spokojnie, kilka sklepików otwartych tu i tam - większość ludzi jeszcze sennych, turystów brak. W porcie praca wre - ale też raczej rytmicznie i bez chaosu. Co jakiś czas podpływa kuter eskortowany przez chmurę rozgadanych mew - rybacy wynoszą na brzeg skrzynie pełne ryb. Dużo zainteresowanych filecikiem z flądry kotów kręci się przy nabrzeżu, ale oprócz nich i kilku kolrowo ubranych rybaków nikogo tu nie ma. W porcie atmosfera ze starego filmu - ale odczucia bardzo pozytywne. Podziwiałam kolory łodzi, chorągiewek i nostalgiczne malunki na murach - raj dla fotografa. Polecam!

























